Dekada zmian w piłkarskiej Europie

81002282_10157593598989597_7692105630487674880_o

Od kilku dni tematem numerem jeden w polskich mediach piłkarskich są podsumowania roku 2019 lub całej mijającej dekady. Dla niektórych temat rozgrzewający fantazję, bo można sobie poużywać z nieudolności polskich zespołów ekstraklasowych na arenie europejskiej lub reprezentacji, jednocześnie skrobiąc bardzo poczytny artykuł, bo w XXI wieku informacja pisana, utrzymana w tonie pesymistycznym sprzedaje się lepiej niż pozytywne przedstawianie sprawy. Pomimo tego, następnych kilkadziesiąt wersów postaram się utrzymać w pozytywnym tonie, bo już Albert Einstein twierdził, że „Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej…” wiec nie ma najmniejszych powodów by siać defetyzm, tym bardziej po udanym (skoro czujemy pozytywny niedosyt) Euro we Francji jak i historycznym awansie Legii do Ligi Mistrzów.

Europejskie zmiany

Analizując rynek europejski zawsze sprawdzamy statystyki Ligi Mistrzów. Przywykliśmy do tego, że ostatnio w czołówce musi być Liverpool ze względu na swoją absurdalnie dobra formę. Jest też Real Madryt, który w lidze może zawodzi, ale hymn Champions League motywuje ich do takiego stopnia, że jako pierwsi w historii wygrali ją 3 razy z rzędu. Ciężko uwierzyć, że 10 lat temu w półfinałach były zespoły Interu Mediolan i Olympique Lyon. Co więcej, ci pierwsi w finale pokonali Bayern. Próżno również na początku dekady szukać Liverpoolu, który głównie kręcił się koło szóstego miejsca w Premier League. Świetnie radził sobie Manchester United który w sezonie 2010/11 przegrał w finale LM z Barceloną. Nie było zespołów z Paryża, niebieskiej części Manchesteru czy tworów Red Bulla. Był za to Arsenal, Girondins Bordeaux czy AC Milan… Petrodolary lub inne źródła sponsorskie takie jak najbardziej popularny energy drink wygryzły z elity kluby, które nieudolnie zarządzały majątkiem lub personaliami.

Silni czy za silni?

10 lat temu w Hiszpanii mistrzem była Barcelona do dziś od tamtego czasu tytuł stracili tylko 3 razy, dwa razy na rzecz Realu, raz na rzecz Atletico. Ciężko uwierzyć, że ostatnim zespołem, który zdobył koronę w Hiszpanii spoza wielkiej trójki była Valencia w sezonie 03/04 co daje nam szesnaście lat dominacji. W ostatnim dziesięcioleciu zespoły z Hiszpanii w Lidze Mistrzów triumfowały 6 razy (4 Real 2 Barcelona). Śmiało można stwierdzić, że ta La Liga jak i europejskie puchary stają się za małe dla tej dwójki. Warto dodać, że nie widać jakichkolwiek przesłanek by to miało się zmienić.

(Nie)brytyjskie imperium

Brighton, Burnley, Newcastle, Tottenham, Norwich. To jedyne zespoły w 100% posiadające tylko brytyjskich właścicieli, ewentualnie zaliczyć można Everton, jeśli uznamy, że Farhad Moshiri posługuje się częściej swoim brytyjskim niż irańskim paszportem. Chelsea Ligę Mistrzów wygrała na początku dekady. Liverpool dokonał tego na jej zamknięcie. 10 prób i tylko dwie zakończone powodzeniem, to nie brzmi dobrze. Szczególnie jeśli pod uwagę weźmiemy wpływy do klubowych kas i wielkość transferów. W ostatnim sezonie angielskie kluby zaprezentowały się świetnie. Nie mamy jednak gwarancji, że w najbliższej przyszłości też tak będzie, bo w dużej mierze od wyników zespołu zależy przywiązanie do barw klubowych ich zawodników. Potrzeba takich którzy oddadzą serce na boisku, a nie kolejnych sowicie opłacanych najemników z zagranicy, dla których ma się zgadzać kasa, a podjęcie próby nauki języka angielskiego stanowi dla nich zbyt wielkie wyzwanie.

Zniknął nam Arsenal, pogubił Manchester United, Chelsea gra młodzieżą. Kto wie jak długo starczy cierpliwości szejkom wspierającym The Citizens? Myślę, że pomimo miliardów pompowanych teraz w brytyjski futbol to na początku dekady miał się zdecydowanie lepiej.

Liga Farmerów

Przez ostatnich parę lat łatka ta została przyklejona do Bundesligi. Można się z nią zgadzać lub nie, ale trzeba podkreślić, że Bayern wygrał LM w ostatniej dekadzie raz (oprócz Anglików 2 Hiszpanów 6 i Włochów 1) ponadto zanotował dwa przegrane finały i cztery razy był w półfinale. Finał 12/13 odbył się między zespołami z Bundesligi, a w sezonie 2010/2011 półfinał zaliczyli piłkarze Schalke. Jeśli tak mają wyglądać statystyki farmerów to mi tego typu pseudonim odpowiada. Fakt, liga przez ostatnie dziesięciolecie nie była pasjonująca ze względu na niesamowitą dominację Bayernu, który wygrał osiem na dziesięć razy. Nie wygrał wszystkiego tylko dlatego, że pomógł odbudować się finansowo i sportowo Borussi Dortmund.

Według mnie ostatnie 10 lat niemieckiej piłki wychodzi na plus, tym bardziej że na horyzoncie pokazuje się nowy gracz z Lipska, który w najbliższej przyszłości może poważnie namieszać.

Mariano Italiano…

… nawet ten piękny piosenkarz i gwiazda estrady dostający backup od kolegi grającego na grzebieniu nie byłby w stanie zaśpiewać wystarczająco pięknej piosenki na cześć Juventusu. Za ich powrót po relegacji związanej z aferą korupcyjną i 8 mistrzostw z rzędu wygranych z łatwością. Na arenie międzynarodowej wygląda to już zdecydowanie gorzej. Na początku dekady Inter wygrał Ligę Mistrzów i tyle w temacie… Warto zauważyć, że kolejką w dół jedzie od kilku lat Milan i nawet transfer naszego polskiego „El Pistolero” nie pomógł w odbudowie legendarnego klubu. Ostatniego zwycięzcy Serie A przed dominacją Juventusu.

W Mediolanie liczą teraz na Zlatana, on może pomóc, ale pamiętajmy, że budowy domu nie zaczyna się od dachu. Mnie ta liga nie zachwyca, nie tak jak było to 20 lat temu, kiedy jako dzieciak pasjonowałem się włoską piłką. Wielkich zmian niestety nie wróżę, bo i Ronaldo kiedyś wyhamuje co jest widoczne już teraz w pewnym stopniu.

Dobra szkocka

Dobrze oglądało się Old Firm Derby w niedzielę. Pierwszy raz od powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej w Szkocji zespół Rangers pokonał Celtic 2:1 i to na Celtic Park. Kości gruchotały, czerwień była, radość Gerarda po ostatnim gwizdku nie mniejsza niż kiedy wygrał Ligę Mistrzów. Wszystko się zgadzało i może to oznaczać, że szkocka Premiership znów będzie ekscytująca, a tamtejsze kluby znów z powodzeniem będą radziły sobie w Lidze Mistrzów. Brak jakiegokolwiek rywala dla Celticu w drodze po mistrzostwo znacznie osłabił ligę i ich wyniki w Europie. Po 8 latach przewagi katolików z Glasgow jest szansa na to by to protestanci przejęli władzę. Aż by się chciało znowu zobaczyć tam jakiegoś Polaka w ataku. Szkocjo idzie lepsze!!!

Polska mistrzem polski!

Od czasu nieudanej próby ataku ma Ligę Mistrzów przez Wisłę Roberta Maaskanta tylko Legia broniła honoru Polski w rozgrywkach europejskich. Jaki był skutek wszyscy widzieliśmy. Raz lepiej, dwa razy gorzej. Na pewno szkoda tej irracjonalnej pomyłki w meczu z Celtikiem. Tamta Legia była najmocniejsza. Brawo za awans do LM po długiej przerwie. Pasy za odpadniecie z Dundalange, Trnavą, Astaną czy Tiraspolem. Wynik polskiej piłki to jednak nie tylko Legia i tu wracamy do meritum, które już powoli usypia nas wszystkich z nudów i powielania tej samej historii co roku. Są już stadiony, wysokie pensje, może nawet za wysokie, bo piłkarze dostają za dużo pieniędzy za to co pokazują na boiskach. Dalej jednak brakuje wyników na arenie międzynarodowej, dlaczego? Dla mnie odpowiedź jest prosta. Jesteśmy w siebie zapatrzeni, przemawia buta, nie potrafimy przyznać, że ktoś zna się na czymś od nas lepiej, nie potrafimy przedefiniować systemu płac i szkolenia. Nie podglądamy lepszych od siebie Czechów czy Chorwatów. My wielcy panowie z kraju nad Wisłą wiemy lepiej. Dopóki w polską piłkę nie zainwestuje ktoś z poważnym budżetem to będzie tak jak jest, a wyniki takie jak ten Legii z sezonu 2016/2017 będą przytrafiać się bardzo sporadycznie.

10 lat temu zaczynaliśmy ligę różniącą się tylko pięcioma zespołami od tej obecnej. Nie ma Odry Wodzisław, Polonii Warszawa, Polonii Bytom, GKSu Bełchatów i Ruchu Chorzów. W tamtym sezonie Ruch skończył ligę na trzecim miejscu, a dziś walczy z rezerwami Śląska Wrocław o awans do II ligi. Mistrzem Polski był Lech, który dziś nie jest już nawet cieniem tamtej drużyny. Wicemistrzami zostali wtedy piłkarze Wisły Kraków. Klubu który niemal równo rok temu był głównym bohaterem historii, która nawet na nasze polskie warunki wydawała się totalnie irracjonalna i omal nie wpędziła jednego z najstarszych polskich klubów prosto do grobu. Jak tu ma być normalnie?

Koło fortuny

Kończąca się dekada dobitnie pokazuje jak duży wpływ na utrzymanie się w topie ma stabilizacja. Słowo nieznane włodarzom polskich klubów. Przykłady Realu Zidane’a w LM czy teraźniejszego Liverpoolu Kloppa. 100 mln € nie ma już takiej wartości jak 10 lat temu, dlatego dobrze pieniądze mieć, ale w czasach, gdy nie stać cię by kupić, a jednocześnie nie chcesz tanio sprzedać trzeba kombinować inaczej, tak by budować kolektyw. Te kluby, które najszybciej to pojmą będą wiodły prym w następnej już dekadzie. Miejmy nadzieję, że do ludzi polskiej piłki dotrze w końcu, że trwanie w maraźmie nie sprzyja rozwojowi i może jeszcze w tej dekadzie nasze kluby będą pojawiać się w fazach grupowych europejskich pucharów regularnie.

POLECANE

tagi