Darmowe niewypały Masłowskiego. Czy po najgorszym okienku od dawna Jaga zacznie w końcu wydawać?

masłowski

Kadra zbudowana za frytki, mniej niż milion euro wydany na transfery od sezonu mistrzowskiego i pochwały z praktycznie każdej strony – Łukasz Masłowski w ostatnich latach wszedł na szczyt z Jagiellonią Białystok jako jeden z najlepszych dyrektorów sportowych na polskim rynku. Przeprowadzone w to lato ruchy wypadają jednak blado w porównaniu do poprzednich okienek. Czy Jaga będzie musiała w końcu sięgnąć do kieszeni i zmienić politykę w sprowadzaniu nowych piłkarzy?

Afimico Pululu – transfer darmowy. Dominik Marczuk? Też za darmo. Za Jarosława Kubickiego i Kristoffera Hansena też Jagiellonia nie zapłaciła ani grosza, a przecież Łukasz Masłowski objął swoją funkcję w marcu 2022 roku, więc odpowiada też za sprowadzenie Michala Sáčka, Nené, Dušana Stojinovicia czy Mateusza Skrzypczaka, wszystkich bez opłaty. Nawet kiedy już musiał zapłacić za Norberta Wojtuszka, to 75 tysięcy euro za topowego prawego obrońcę w skali ligi jest niespotykaną promocją. Nic więc dziwnego, że nawet gdy do Białegostoku przychodził zawodnik, który nie do końca sprawdził się choćby na poziomie Ekstraklasy, większość komentujących przymykała oko na takie wtopy. Jednak w momencie gdy jest ich więcej niż tych udanych ruchów, pojawiające się wątpliwości muszą wybrzmieć i musimy zadać sobie pytanie co do ewentualnej zmiany strategii klubu.

Przed sezonem licznie została wzmocniona defensywa. No, przyznam – z tym wzmocniona mogę lekko przesadzać, ale z pewnością została gruntownie przebudowana. Drużynę opuścili choćby wspomnieni wcześniej Sáček i Skrzypczak, którzy zdrowi byli filarami obrony. Do tego odeszli Diéguez czy Moutinho, którzy wnosili dużo wartości dodanej. W zastępstwie za nich przyszło aż pięciu nowych zawodników, z których jednoznacznie pozytywnie można ocenić zaledwie jednego, który jest najdroższym transferem Jagiellonii od 2021 roku. Mowa o Bernardo Vitalu, który przyszedł do Dumy Podlasia za 300 tysięcy euro z Realu Zaragoza. Portugalczyk gra od deski do deski w Lidze Konferencji, nie opuszczając ani minuty, w lidze także będąc zawodnikiem głównie pierwszego składu. Prezentuje się bardzo solidnie, rzadko dając powód do narzekań, a do tego pokazał już swoją wartość w ofensywie. Wprawdzie zdarzają mu się błędy, jak choćby w pucharowym spotkaniu przeciwko GKSowi Katowice, ale póki co można powiedzieć że spełnia oczekiwania.

Te dość wysokie były dla Álexa Pozo, wypożyczonego z Almerii. Mówimy wszak o reprezentancie Hiszpanii z ponad setką występów w La Lidze! Adrian Siemieniec próbował wystawiać go zarówno na boku obrony, jak i na skrzydle, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że na obu pozycjach nie prezentuje się na miarę swojego potencjału. Inny wypożyczony zawodnik, Bartłomiej Wdowik, najlepsze mecze w Jadze rozgrywał w sezonie mistrzowskim. Andy Pelmard przyszedł do klubu na tyle późno, by nie być jesienią dostępny w meczach europejskich pucharów i choć szybko wszedł do pierwszego składu na mecze Ekstraklasy, to tak jak reszta drużyny po koniec roku spuścił z tonu. Absolutnie najgorszym transferem defensywnym tego okienka okazał się Yuki Kobayashi, który przecież z Celtikiem zdobywał mistrzostwo Szkocji. Od kiedy jednak do klubu sprowadzono wcześniej wspomnianego reprezentanta Madagaskaru, Kobayashi zagrał tylko pierwszą połowę przeciwko Wiśle Płock i ostatnie 5 minut z Zagłębiem Lubin, co i tak było dość dużą ilością minut patrząc na jego poprzednie popisy w obronie.

Druga linia Jagiellonii ucierpiała o wiele mniej. Wizję lepszego zagospodarowania jego umiejętności w projekcie Górnika zaproponowano Jarosławowi Kubickiemu w Zabrzu, a Kristoffer Hansen nie przedłużył kontraktu i wyjechał z Europy, próbując swojego szczęścia w Wietnamie. Do Rakowa przeszedł też Lamine Diaby-Fadiga, ale on akurat został wymieniony za Dawida Drachala (i ponad 100 tysięcy euro w gotówce). Przy tej transakcji wiele było głosów zdziwienia, szczególnie po tym, co Francuz pokazywał w zeszłym sezonie w stolicy Podlasia. Cztery lata młodszy Drachal za to jest przecież młodzieżowym reprezentantem Polski. Wychowanek Escoli nie przebił się jednak na stałe do pierwszej jedenastki, a pod koniec ustąpił w niej miejsca nawet Bartoszowi Mazurkowi, Fadiga za to ma na swoim koncie już 12 bramek we wszystkich rozgrywkach. Z dobrej strony w Białymstoku za to zdążył już się pokazać Segio Lozano – dwie bramki z Koroną Kielce i gol przeciwko Arce Gdynia pokazały, że Hiszpan ma papiery na dobre granie, uratował też drużynę przed wstydliwą porażką w Macedonii. Póki co były zawodnik Levante jest jednak piłkarzem momentów, ale widać w nim duży potencjał.

Formę pojedynczą za to musimy zastosować przy AZ Jacksonie, 24-letnim reprezentancie USA, który jest w Jadze piłkarzem momentu. Jednego. Dokładniej końcówki swojego debiutanckiego meczu przeciwko Widzewowi Łódź, w którym wypracował okazję dającą remis. Choć zaliczył jeszcze asystę – i to przy bramce wspomnianego przed chwilą Lozano – to póki co możemy go obserwować głównie na ławce, bo 182 minuty gry w 11 występach są bardzo rozczarowujące. Niewiele więcej, bo 232 minuty (również w 11 meczach) zaliczył w tym sezonie Álex Cantero, choć na boisku pojawiał się głównie w eliminacjach europejskich pucharów. Zapamiętany zostanie z takich rzeczy, jak choćby… No, w sumie to nie zostanie, po prostu. Zawrotny jeden występ w pierwszym składzie w rewanżu z Novim Pazarem to wszystko, na co było stać wychowanka Levante. Trochę częściej na murawie pojawiał się Kamil Jóźwiak, który w PKO BP Ekstraklasie nawet sześciokrotnie wychodził na boisko od pierwszych minut, co w porównaniu do poprzedników jest wynikiem przyprawiającym o zawroty głowy. 22-krotnego reprezentanta Polski można pochwalić za powroty do defensywy i… To w sumie tyle, bo w ataku nie dał więcej od Cantero. Równie bezproduktywny jest Louka Prip, który podobno od dawna był w kręgu zainteresowań dyrektora Masłowskiego. Jak dobrze, że trafił do Jagi dopiero teraz, gdy wybór na skrzydłach jest tak duży – nie trzeba dzięki temu za często oglądać byłego zawodnika Konyasporu w żółto-czerwonych barwach. Duńczyk nie tylko nie ma liczb (bo dwie asysty w 16 spotkaniach to nic nad czym można wzdychać z zachwytu), ale też technicznie prezentuje się znacznie gorzej od rywalizujących z nim o pozycję kolegów. A taki Kristoffer Hansen, który obecnie gra w klubie o melodyjnej nazwie Thep Xanh Nam Dinh FC, przy Pripie byłby niczym Ronaldinho.

Jagiellonia Białystok już od jakiegoś czasu ma problem z pozycją numer 9, a dokładniej – z zastępstwem za Afimico Pululu. W mistrzowskim sezonie przez chwilę był to Kaan Caliskaner, który pomimo bycia dość ciekawym typem napastnika nie sprawdził się w Polsce, a w poprzedniej edycji rozgrywek angolskiego Kongijczyka zastępował Diaby-Fadiga wespół z młodziutkim Alanem Rybakiem. Żaden z tych trzech zawodników nie gra już w Dumie Podlasia, a Łukasz Masłowski sprowadził do klubu dwóch nowych potencjalnych następców króla strzelców Ligi Konferencji z zeszłego sezonu – Dimitrisa Rallisa i Youssufa Syllę. Ten pierwszy został kupiony z Heerenveen za niecałe 200 tysięcy euro i jak na swój młody wiek i niewielkie doświadczenie na poziomie seniorskim sprawuje się naprawdę w porządku. To transfer zdecydowanie z myślą o przyszłości – Grek nie miał przecież być od razu zawodnikiem pierwszej jedenastki – a zdołał już pięciokrotnie trafić do siatki we wszystkich rozgrywkach, pomimo spędzenia na boisku niecałych 800 minut. Drugi z wymienionych wcześniej graczy, 22-letni Sylla przeszedł przez tę rundę bez większego odznaczenia się na zespole. Zagrał w 6 spotkaniach, z Arką nawet wyszedł od pierwszej minuty i zdobył bramkę, ale poza tym był zawodnikiem trzeciego wyboru. Nic w tym dziwnego, patrząc na to jego przygody z poprzednimi klubami, w których (w drużynach seniorskich) w 51 meczach strzelił zawrotną liczbę 3 goli. Jesienna próbka umiejętności Belga jest mała, ale nie nastawia pozytywnie na przyszłość – w przeciwieństwie do Rallisa.

Sprowadzenie urodzonego w Holandii napastnika to jeden z dwóch – wraz z pozyskaniem Vitala – najlepszych transferów Jagiellonii Białystok w tym oknie transferowym. Co ciekawe, to też jedyne dwa ruchy gotówkowe. Mogłoby być ich znacznie więcej – w końcu za kadencji Łukasza Masłowskiego klub zarobił na samej sprzedaży zawodników ponad 7 milionów euro, wydając prawie 10 razy mniej. Z samego obozu Jagi idzie jednak przekaz o braku chęci inwestycji gotówkowych ze strony… Samego dyrektora sportowego. Wojciech Strzałkowski, większościowy akcjonariusz mistrzów Polski z 2024 roku, tak mówił w październikowym wywiadzie dla Weszło: Zazwyczaj w klubach jest sytuacja, że to dyrektor sportowy przychodzi do właściciela i nalega na większe kwoty. Mam nadzieję, że Łukasz Masłowski nie obrazi się, jeśli powiem, że u nas było odwrotnie. Mówiłem: Łukasz, musisz zacząć wydawać na transfery! Nie możesz kupować całe życie na piłkarzy, których trener odbuduje. I powolutku zaczyna wydawać! Ostatnie okienko transferowe pokazuje, że to wydawanie jest potrzebne i bez niego Jadze może być ciężko utrzymać się w walce o najwyższe laury. Jeśli więc w Białymstoku dalej myślą o mistrzostwie, to niewykluczone, że już w zimę zobaczymy pierwsze poważne gotówkowe zakupy do klubu.

Patryk Chyła/fot. jagiellonia.pl