Damian Sylwestrzak: Podróże nauczyły mnie doceniać to, co się ma

Share on facebook
Share on twitter
2020.02.29 Tychy
Pilka nozna Fortuna 1 Liga sezon 2019/2020
GKS Tychy - Sandecja Nowy Sacz
N/z Damian Sylwestrzak
Foto Lukasz Sobala / Press Focus

2020.02.29 Tychy
Football Polish Fortuna First League Season 2019/2020
GKS Tychy - Sandecja Nowy Sacz
Damian Sylwestrzak
Credit: Lukasz Sobala / Press Focus

Zawód sędziego to ciężki kawałek chleba. Każda decyzja wiąże się z olbrzymi stresem i jeszcze większą odpowiedzialnością, niezależnie czy sędziuje się na meczu IV ligi w Przodkowie, czy na stadionie Legii w meczu o tytuł mistrza Polski. O lepszych i gorszych momentach pracy arbitra opowiada nam zawodowy sędzia, Damian Sylwestrzak. Zapraszamy na rozmowę!

Na początek chcielibyśmy zapytać o ubiegły rok, który był dla Ciebie wspaniały – pierwszy w całości posędziowany sezon w Fortuna I lidze i pod koniec kampanii 2019/20 debiut w PKO BP Ekstraklasie w meczu Wisła Kraków – Arka Gdynia.

Tak, dokładnie tak było. Trzy lata temu został sędzią szczebla centralnego. Tak się złożyło, że po jednym roku spędzonym w II lidze, awansowałem do I, potem po jednym sezonie na zapleczu, dostałem szansę sędziowania w ekstraklasie i tak jak Pan powiedział, miałem przyjemność debiutować na stadionie Wisły Kraków. Ten nowy sezon to takie przeplatane mecze I ligi oraz Ekstraklasy, z naciskiem na ten wyższy poziom rozgrywkowy. To był bardzo dobry rok i duży krok do przodu.

Często wchodziłeś na media społecznościowe, by sprawdzić opinie ludzi po danych meczach? Najbardziej zawrzało po spotkaniu Fortuna I ligi Korona Kielce – Chrobry Głogów, po którym Maciej Bartoszek w dość mocnych słowach wypowiedział się na temat Twojej dyspozycji. Chodzi o sytuację, w której Remigiusz Szywacz zdobył prawidłową bramkę, ale nie uznałeś tego gola, bo wydawało się, że gracz Korony zagrał ręką. Na powtórce jednak widzieliśmy, że tej ręki nie było.

Zgadza się. Zawód, który wykonuję, obarczony jest dużym ryzykiem błędu. Niestety na meczach I ligi nie dysponujemy systemem VAR, więc musimy polegać tylko na sobie. Widzimy coś tylko przez ułamek sekundy i tak jak widzimy, tak oceniamy. W ekstraklasie ten komfort pracy jest znacznie większy, dlatego że, gdyby taka sytuacja wydarzyła się na ekstraklasowym boisku, to mógłbym taką decyzję zmienić i po meczu nikt by o tym nie mówił. To jest element naszej pracy i nikt z nas nie lubi się mylić. Każdy z sędziów, nawet tych topowych, którzy sędziują największe spotkania, popełnia błędy, więc to była kwestia czasu, kiedy coś takiego się wydarzy.

Jeśli chodzi o media społecznościowe, to przyznam szczerze, że nie czytam tego. Mamy swoje grono ekspertów, gdzie zamykamy pewne sytuacje. Omawiamy je, oceniamy, rozwijamy się, idziemy dalej. Czytanie komentarzy nie rozwinie mnie w żaden sposób ani nie zbuduje jako sędziego. Myślę, że to jest droga, którą każdy musi przejść. Kiedy sędziowałem w niższych klasach rozgrywkowych, to takie komentarze czytałem i sądzę, że większość młodych sędziów może coś takiego potwierdzić. W miarę rozwoju, odcinamy się od tego. Mamy taką pracę, że będzie ona oceniana, komentowana.

W ekstraklasie sędziuje się swobodniej, pewniej niż w I lidze? Kiedy czytam opinie ekspertów na temat sędziowania na zapleczu, tam jest sporo błędów ze względu braku systemu VAR.

W ekstraklasie na pewno jest większy komfort. Tak naprawdę, gdyby nie było systemu VAR, to nie wiem czy nie byłoby tak, że to na najwyższym szczeblu jest więcej błędów. W ekstraklasie te pomyłki mogą być korygowane. Mecz się kończy i po spotkaniu, co do zasady, o sędziowaniu się nie rozmawia. Zawsze będą jakieś sytuacje kontrowersyjne. Niektórzy patrzą przez pryzmat sympatii klubowych i widzą to, co chcą widzieć. To normalne, jesteśmy jedną wielką społecznością, ale wiadomo, że między sobą możemy się różnić. Błędy w ekstraklasie mogą być natomiast naprawiane – te błędy ludzkie. Czasami zawodnik zasłoni na ułamek sekundy – zobaczę tak jak zobaczę. Podejdę do ekranu, mam możliwość weryfikacji, okej, pomyliłem się, biję się w pierś, panowie, przepraszam – zmieniam decyzję. W I lidze takiej możliwości nie ma i być może z tego wynika to, że o zapleczu jest głośniej pod kątem sędziowania. Myślę, że to tylko i wyłącznie ze względu na system VAR.

Odejdźmy od polskich boisk. Poza krajowym podwórku, miałeś okazje pojeździć po Europie, powiedz szczerze – to podróżowanie, to złaknienie piłki przez wysokie P, czy te podróży czegoś cię nauczyły podczas tej pandemii? Podróżowałeś po świecie podczas tych bardzo dużych obostrzeń, jak Ty to widzisz pod kątem Twojego prywatnego rozwoju?

Tak, te podróże dały mi bardzo dużo. Przede wszystkim nauczyły mnie doceniać to, co się ma. Wszyscy przez pewien czas odczuwaliśmy głód piłki – wszystko było zamrożone – gospodarka, siłą rzeczy też futbol. Mimo tego, ja miałem możliwość podróżowania i byłem m.in. na pięknym stadionie w Bradze. Nie wiem, czy odwiedzę kiedykolwiek piękniejszą arenę piłkarską. Trzy, cztery lata temu sędziowałem jeszcze w najniższych klasach rozgrywkowych – III czy IV liga, a teraz mogę pojechać na mecz Ligi Narodów lub Ligi Europy i oglądać zawodników, o których wcześniej nawet nie pomyślałem, że będę miał okazję ich widzieć na żywo. Myślę, że to też takie przesłanie dla każdego – żeby cieszyć się tym, co się ma, doceniać to i rozwijać się dalej tak, aby stawiać sobie cele coraz wyżej, bo coś, co dzisiaj wydaje się niemożliwe, za rok, dwa lub trzy staje się czymś na wyciągnięcie ręki.

Debiut w II lidze – sezon 2018/2019, debiut w I lidze – sezon 2019/20, w ekstraklasie pod koniec tej samej kampanii. Chciałbym zapytać, jak można w tak szybkim tempie awansować szczebel po szczebelku? Czemu zawdzięczać ten ekspresowy wzrost, bo myślę, że to naprawdę niesamowita droga, że w wieku 28 lat można zadebiutować w ekstraklasie jako sędzia główny.

Tak, faktycznie w dosyć młodym wieku udało mi się to osiągnąć. Natomiast to, co było przed chwilą powiedziane, to wierzchołek góry lodowej. Ja sędziuję w zasadzie od dziesięciu lat i moje kształtowanie zaczęło się w tych najniższych klasach. Zacząłem od kursu, potem A klasa, B klasa itd. Bardzo ważne, jak wszędzie w życiu, jest po prostu mieć szczęście. Spotkać odpowiednich ludzi, którzy nas nakierują. Druga rzecz to praca – w sędziowaniu nie ma możliwości osiągnąć czegokolwiek bez samozaparcia, dyscypliny, rozwijania się. No i wtedy efekty same przychodzą, jeśli do tego dołączy się to szczęście, o którym powiedziałem, to można to zrobić.

Myślę, że bardzo ważna jest również pokora. Ja miałem trzy bardzo dobre, w zasadzie bezbłędne i po nich przychodzi jedna sytuacja, w której popełniam błąd i wypaczam wynik meczu. Wtedy tak naprawdę nikt nie ma świadomości poprzednich sezonów, wszyscy kojarzą ten jeden błąd.

Są osoby, które są gotowe pogodzić się z tym, że będą oceniane, zobaczyć piłkę z zupełnie innej strony. Znam ludzi, którzy byli zawodnikami, próbowali jako trenerzy, przyszli sędziować nawet te najniższe ligi i mówią: „Słuchaj Damian, jestem w piłce od 20 lat, ale dla mnie to jest zupełnie coś innego. Kiedy wyszedłem na boisko, to jest to zupełnie inna piłka!”. Te osoby na nowo zakochują się w futbolu, więc jeszcze raz mogę zaprosić do rozpoczęcia swojej własnej drogi. Zaczynamy online, a potem już na żywo na boisku będziemy się spotykać i próbować swoich sił.

Rozmawiali Mariusz Bogucki oraz Bartosz Wieczorek.

Wywiad pochodzi z audycji ”0-1 do przerwy”, nadawanej w Akademickim Radiu Luz