Dali z siebie wszystko, ale to nie wystarczyło. Górnik odpada z Ligi Europy

górnik

Gdyby mecz piłkarski trwał 75 minut, to moglibyśmy uznać mecz Górnika za bliski perfekcji – brakowało wprawdzie wykończenia, ale w każdym innym aspekcie gospodarze grali świetnie. Niestety, wyczerpani w końcówce wicemistrzowie Polski tylko zremisowali 1:1 z węgierskim Ferencvárosi TC i zakończyli swój udział w Lidze Europy na 3 rundzie eliminacji.

W teorii wicemistrz Polski stał przed zadaniem arcytrudnym. Ostatnie 7 sezonów rywali? Wszystkie co najmniej w fazie grupowej/ligowej, 5 razy w Lidze Europy, po razie w Lidze Mistrzów i Lidze Konferencji. Ogromne doświadczenie pucharowe, którego Górnikowi brakowało. Rzeczywistość wyglądała jednak inaczej – Węgrzy w zeszłym sezonie po raz pierwszy od 2018 nie wygrali mistrzostwa, a teraz ligę zaczęli od porażki i remisu, okupując ostatnią pozycję w tabeli. Pierwszy mecz tych drużyn już to pokazał – mimo, że to Ferencvaros wygrał 1:0, to podopieczni Michala Gasparika długimi częściami spotkania grali z rywalem jak równy z równym, a od remisu dzieliła ich tylko skuteczność. Argumenty były, by na dzisiejszy rewanż spoglądać z optymizmem i nadzieją – i z nimi na murawę wyszli też piłkarze Górnika.

Dobra gra Górnika nagrodzona tuż przed przerwą

Górnik miał świetną okazję by wyjść na prowadzenie jeszcze zanim upłynęły pierwsze 2 minuty gry. Erik Janża świetnie ograł na lewej stronie Atillę Osvatha i zagrał silne, głębokie dośrodkowanie na 5 metr. Do piłki doskoczył Erik Prekop, ale za bardzo skontrował główkę i zdecydowanie chybił. Groźnie i celnie uderzył za to Philippe Rommens, gdy podszedł chwilę później do ustawionego na blisko 30. metrze rzutu wolnego. Uważny w bramce był jednak Philipp Schulze. Po około kwadransie z lewej strony boiska bardzo dobrze schodził Maksym Chłań, jednak nie dokręcił uderzenia, które nieznacznie minęło bramkę Denesa Dibusza. Niedługo później prawdziwą „twierdzę Kłodzko” posłał z dalszej odległości Josema, jednak piłka po koźle przeleciała centymetry obok słupka.

Gospodarze zdecydowanie byli drużyną przeważającą, ale Ferencvaros też miał swoje sytuacje. W 23. minucie w rogu pola karnego Górnika trochę miejsca wywalczył sobie Dele, po czym huknął w kierunku bramki tak, że zatrzęsła się siatka – na szczęście od zewnętrznej strony. Kolejną świetną okazję podopieczny Michala Gasparika mieli dopiero w 37. minucie, ale za to jaką – bezpańską piłkę środku boiska przejął Chłań, poprowadził ją pod pole karne i dograł do Prekopa, który mocnym strzałem sprawił wiele problemów Dibuszowi, jednak nadal nie potrafił go pokonać. Chwilę później prawie zaskoczył go Kacper Urbański, który wykonując rzut wolny swoistym centrostrzałem spod bocznej linii boiska był bliski przelobowania Węgra. Dwie minuty później 21-latek zamienił inny stały fragment gry na bramkę. Po rzucie rożnym rozgranym na krótki i wrzutce Janży Rommens pociągał w polu karnym Paulo Bernardo, a sędzia wskazał na jedenasty metr. Pewnie rzut karny na bramkę zamienił właśnie Urbański, wyprowadzając Górnika na prowadzenie tuż przed przerwą!

Sytuacje były… A potem Górnik opadł z sił

Już od samego początku drugiej części gry gospodarze ruszyli do ataku. Szybko po rozegranym na krótko rzucie rożnym mocny strzał na bramkę Dibusza oddał Erik Janża, ale Węgier odbił piłkę do boku. Kilkadziesiąt sekund później fenomenalnie na prawej stronie poszedł z piłką Peter Federico i zagrał idealnie do Prekopa na 7-8. metr, ale Słowak skiksował w świetnej sytuacji do zdobycia bramki. Zdecydowanie nie był to dzień napastnika Górnika, bo gdy znów pod bramkę dorzucił Chłań, jego strzał powędrował do góry jak rasowa świeca. Po godzinie gry trener Ferencvarosu wpuścił na murawę zawodników bardzo doświadczonych – Adamy Nagy’ego, byłego zawodnika Bolonii czy Spezii i Naby’ego Keitę, za którego niegdyś Liverpool zapłacił 60 milionów euro. Żaden z nich nie mógł jednak zatrzymać wicemistrzów Polski, którzy z minuty na minutę mieli coraz większą przewagę w środku pola.

Mimo tego, Węgrzy wciąż pozostawali groźni i okazjonalnie wyprowadzali swoje ataki. Po jednym z nich piłka wpadła nawet do siatki, po tym jak Lenny Joseph pokonał Philippa Schulze, jednak sędzia Andrea Colombo po chwili wahania odgwizdał faul na Eriku Janży. W końcu gościom udało się wyrównać. Po kontrowersyjnym rzucie rożnym Kristoffer Zachariassen znalazł się sam w polu karnym, a jego główkę sparował jeszcze Schulze, ale interweniujący Sáček wpakował piłkę do własnej bramki. Na 8 minut przed końcem regulaminowego czasu gry Górnik potrzebował bramki by doprowadzić do dogrywki, a mogło być jeszcze gorzej – szybką akcję gości wykańczał Joseph, ale Niemiec w bramce Zabrzan był na posterunku.

Gospodarze rzucili się w poszukiwaniu drugiej bramki, ale było to zadanie z gatunku tych bardzo ciężkich. Po rzucie rożnym dobrze w polu karnym znalazł się Josema, ale uderzył wprost w Dibusza. Odkryty Górnik wystawił się na kontry, a po jednej z nich Cadu zagrywał na dalszy słupek do Zachariassena, który cudem trafił tylko w słupek. Doliczony czas gry to rozpaczliwe próby obu zespołów – Zabrzan, by przesunąć grę pod bramkę rywali i dać sobie szansę na doprowadzenie do dogrywki, za to Ferencvarosu, przy przetrwać. Więcej sił mieli niestety goście, a wyczerpany Górnik nie miał już pary w nogach, by wybiegać sobie kolejne 30 minut meczu. Sędzia Colombo zakończył spotkanie, a remis 1:1 oznacza, że o fazę ligową Ligi Konferencji wicemistrz Polski zagra z francuskim AS Monaco.

Górnik Zabrze – Ferencvárosi TC 1:1 (1:0)
Bramki: Urbański 45′ (k) – Sáček 82 (s)
Górnik: Schulze – Janża (Zmrzly 89′), Josema, Janicki, Sáček – Bernardo (Sadilek 79′), Dietz, Urbański – Chłań (Ikia Dimi 89′), Prekop, Federico (Ismaheel 79′)
Ferencvaros: Dibusz – Cadu (Zohore 90+3′), Gomez, Raemaekers, Osvath – Corbu, Kanichowsky (Keita 59′) – Dele (O’Dowda 72′), Rommens (Nagy 59′), Zachariassen – Joseph (Kodro 90+3)
Żółte kartki: Osvath 26′, Rommens 44′
Sędzia: Andrea Colombo (Włochy)

Patryk Chyła/fot. Górnik Zabrze