W czwartek miało miejsce to, czego nawet najbardziej pesymistyczni fani Tottenhamu się nie spodziewali. Ich drużyna w 1/8 finału Ligi Europy musiała uznać wyższość Dinama Zagrzeb. Ten dwumecz śmiało można uznać za największą kompromitację w trenerskiej karierze José Mourinho.
Czarę goryczy przelało to, że wydawało się, że angielski zespół ma sytuację pod kontrolą. W pierwszym meczu wygrał 2:0, więc można powiedzieć że wyjazd do Chorwacji miał być raczej formalnością. Futbol od czasu do czasu lubi jednak płatać figle – Dinamo wygrało 3:0 po dogrywce, tym samym wyrzucając “Spurs” z Ligi Europy.
Ten rezultat sprawił, że coraz więcej osób zaczyna kwestionować pozycję Mourinho wśród najlepszych trenerów świata. Portugalczyk z pewnością nie cieszy się już taką reputacją jak kiedyś.
Jego karierę można podzielić na dwie części. Na szerokie wody wypłynął w FC Porto, gdzie spędził 1,5 roku. W tym czasie poprowadził klub do dwóch mistrzostw Portugalii (2003, 2004), jednego pucharu (2003), a co najważniejsze, do drugiego w historii klubu pucharu Ligi Mistrzów (2004) . Był to zresztą ostatni triumf w Lidze Mistrzów zespołu z ligi spoza “top 5”.
To osiągnięcie przyniosło mu sławę, statuetkę dla światowego trenera roku i status najbardziej rozchwytywanego szkoleniowca na planecie. Ostatecznie nowym klubem Mourinho była Chelsea. Rok wcześniej klub przejął Roman Abramowicz – rosyjski miliarder mający w planach zrobienie z londyńczyków potęgi. W tym celu zatrudnił włąśnie Mourinho.
Ruch ten, jak to zwykle w Anglii, spotkał się z wieloma głosami krytyki. Zewsząd było słychać, że Portugalczyk sobie nie poradzi. Wtedy Mourinho zabrał się za to, co kocha najbardziej – zamykanie ust. Pierwszy mecz w Chelsea? Spokojna wygrana z Manchesterem United, którego trenerem był przecież słynny Sir Alex Ferguson.
W pierwszym sezonie pod wodzą Mourinho Chelsea pobiła ówczesny rekord zdobytych punktów (95), a także ustanowiła rekord, jeśli chodzi o najmniejszą ilość straconych bramek (15). Skutkiem tego było zdobycie pierwszego tytułu mistrzowskiego od 50 lat.
Po zdobyciu dwóch mistrzostw Anglii i jednego pucharu przyszła pora na Włochy, a konkretniej na Inter Mediolan. Tam scenariusz był całkiem podobny. Portugalski trener do swojej kolekcji dodał dwa tytuły mistrza Włoch, jeden puchar Włoch i kolejne trofeum Ligi Mistrzów. Jest to szczególne osiągnięcie, ponieważ po drodze Inter wyeliminował Barcelonę, która w tamtym sezonie śmiało mogła być nazywana jedną z najlepszych drużyn w historii.

Mimo wszystkich osiągnięć zdobytych we Włoszech, pod koniec mistrzowskiego sezonu Mourinho opuścił Inter, by móc przejąć Real Madryt. Wydawało się, że jest to idealne miejsce dla Mourinho. W swoim stylu wykorzystywał do własnych celów chłodne relacje pomiędzy Barceloną a Realem. Robił to, co umie najlepiej – jątrzył, gdzie tylko się da. Przy każdej okazji sugerował, że Barcelonie cały czas pomaga UEFA. Fani “Barcy” do dzisiaj nie mogą wybaczyć mu wsadzenia palca w oko Tito VIllanovy.
Przez trzy lata na stanowisku trenera “Królewskich” Mourinho w dalszym ciągu odnosił sukcesy, ale były to lata naznaczone kłótniami z legendami klubu, takimi jak Sergio Ramos czy Iker Casillas. Nie miał także najlepszych relacji z Cristiano Ronaldo. To wszystko spowodowało, że Florentino Perez zdecydował się zakończyć współpracę z Portugalczykiem.
I tu dochodzimy do drugiej części kariery Mourinho. W każdym klubie, w którym pracował wychodziło na jaw, jak trudnym jest człowiekiem. Owszem, zdarzały się sukcesy, tak jak wygranie ligi angielskiej podczas drugiego pobytu w Chelsea, ale znacznie częściej zdarzały się pożegnania w nienajlepszym stylu. Jego osobowość na dłuższą metę staje się wręcz uporczywa dla wszystkich wokół.
Oczywiście, są wyjątki od tej reguły. W Interze Mediolan był wręcz kochany przez znaczną większość zawodników. Pod kątem charakterologicznym to była parą idealna. Mentalność, którą wnosi Mourinho do każdego klubu to mentalność owładniętego żądzą wygranej wojownika, który żąda od zawodników całkowitego posłuszeństwa i wspólnego dążenia w jednym kierunku. Tamten Inter, z takimi postaciami jak Javier Zanetti, Maicon, czy Marco Materazzi wyznawał dokładnie takie same zasady.

Zupełnie inną grupę zawodników Mourinho zobaczył w Manchesterze. To nie byli zawodnicy, do których docierała osobliwa retoryka Portugalczyka. Potrzebowali raczej kogoś, kto będzie prezentował styl podobny do Sir Alexa Fergusona – trenera znanego z wychowawczego podejścia do zawodników. Cóż, wiele można powiedzieć o Mourinho, ale wychowawcą to on nie jest.
Szczerze powiedziawszy, myślałem że “The Special One” w Tottenhamie sobie poradzi. Dla Mourinho kluczową kwestią jest zapanowanie nad głowami zawodników. Najczęściej wykorzystuje do tego narrację “my kontra oni”. Wydawało się, że zaszczepienie takiego toku myślenia pójdzie w północnej części Londynu łatwo. Tottenham to bowiem klub, który tak naprawdę stanowi tło dla gigantów angielskiego futbolu, takich jak Chelsea, Manchester United czy Liverpool. Nie są nawet największym klubem w swojej części Londynu – to miano od dawien dawna przysługuje Arsenalowi.

Gdy przyjrzymy się trenerskiemu CV Mourinho widzimy, że to trener, który w pewnym momencie był jak Midas – wszystko, czego się dotykał zamieniało się w złoto. Odnosił sukcesy w Portugalii, w Anglii, we Włoszech i w Hiszpanii. W okresie 2004-2015 był jednym z najlepszych trenerów świata. Od tamtego czasu znajduje się jednak na równi pochyłej, a w chwili obecnej jego akcje stoją niżej, niż kiedykolwiek. Dlaczego tak się stało?
Niektórzy wskazali by tu na jego trudny charakter. Moim zdaniem odpowiedź kryje się w aspektach taktycznych.
W czasach, gdy José Mourinho święcił największe triumfy, futbol wyglądał nieco inaczej, niż teraz. Tempo gry było wolniejsze, a piłkarze byli bardziej przywiązani do swoich pozycji. Nie bez znaczenia jest też fakt, że kiedyś futbol nie był tak wymagający fizycznie jak teraz. To wszystko sprawiało, że trenerom takim jak Mourinho, którzy preferowali grę defensywną, łatwiej było wdrożyć swoje idee.
W sezonach 2004/05 i 2005/06, gdy Portugalczyk zdobył dwa tytuły mistrza Anglii z rzędu, średnia bramek na mecz wynosiła odpowiednio 2,56 i 2,48. W zeszłym sezonie średnia wyniosła 2,72 bramki na mecz. Na pierwszy rzut oka nie wygląda to na kolosalną różnicę, ale na przestrzeni całego sezonu robi się z tego ok. 100 bramek.
Wobec rozwoju strategii ofensywnych konieczna była także modyfikacja strategii defensywnych. Coraz więcej trenerów przekonuje się, że rozwiązaniem wielu problemów może być pressing, w myśl zasady “najlepszą obroną jest atak”. Prawdziwość tego stwierdzenia najlepiej widać na przykładzie Jurgena Kloppa. To on spopularyzował termin “gegenpress”, oznaczający “kontr-pressing”. Dzięki temu zabiegowi drużyny prowadzone przez Niemca gaszą wszelkie próby ataku, zanim w ogóle się rozpoczną. O efektywności tego systemu świadczą statystyki: w sezonach 2018/19 i 2019/20 Liverpool miał najmniejszą liczbę straconych bramek.
Mourinho z kolei nie jest aż takim zwolennikiem idei pressingu. Woli, by jego drużyny po stracie cofały się i broniły, najczęściej w wąskim ustawieniu 4-4-2. To mogło sprawdzać się 10 lat temu, ale w nowoczesnym futbolu. Dlaczego?
- przez brak pressingu po stracie piłki drużyna przeciwna dostaje czas i miejsce, czyli dwie największe wartości w dzisiejszej piłce
- samo ustawienie 4-4-2 jest niekorzystne, ponieważ zostawia przestrzenie między formacjami i w tzw. półprzestrzeniach, co drużyna o dużej jakości technicznej może wykorzystać

To jest przykład tego, co się dzieje gdy drużyna broniąca się nisko w systemie 4-4-2 gra przeciwko drużynie prowadzącej atak pozycyjny w formacji 4-3-3. Zawodnik z numerem “4” (czyli nominalna “6-tka”) ma w tym momencie mnóstwo miejsca, a ustawienie zawodników z numerami “10” i “9” pokazuje, jak można łatwo doprowadzić do tzw. “overload”, czyli przeładowania piłkarzy w danej strefie.
Podejście do zawodników to jedno, ale Mourinho powoli zaczyna przegrywać walkę na polu taktycznym. Kurczowo trzyma się swojego stylu, który przyniósł mu tyle sukcesów, a jednocześnie nie widzi jak archaiczny jest to styl na tle obecnej piłki. Jego filozofia piłki nożnej stanowi antytezę wszystkiego, co jest uważane za nowoczesne. Na najwyższym poziomie mecze wygrywa się dzięki trzem czynnikom:
- kontrola nad półprzestrzenią
- umiejętne zagęszczenie pola gry
- skuteczny i dobrze założony pressing
Ten kto to rozumie i potrafi to przekazać swoim zawodnikom odnosi sukces. Taki jest dzisiejszy futbol.
Jeśli chodzi o Mourinho, bardzo ciekaw jestem jednej rzeczy: jakie będą jego dalsze losy? Co jeśli Daniel Levy zdecyduje się zwolnić go z Tottenhamu? Gdzie wtedy wyląduje? Niżej nie pójdzie, bo duma mu nie pozwoli. Być może będzie chciał objąć kadrę Portugalii, tak jak kilkukrotnie zapowiadał. Ale czy tam się sprawdzi? Cóż, jak mówią Rosjanie: “pożydiom, uwidim”.
Rewolucja taktyczna w piłce nożnej idzie jak burza. Z każdym dniem postępuje coraz szybciej, i na pewno nie będzie na nikogo czekać, nawet na kogoś tak zasłużonego, jak Mourinho.