Czarni Antrans Sosnowiec na starcie rozgrywek Orlen Ekstraligi Kobiet są niczym walec, który przejeżdża po kolejnych rywalkach. Zdobywczynie Pucharu Polski w poprzednim sezonie po rozegranych pięciu meczach mają komplet zwycięstw i bilans bramkowy 17:4, co plasuje podopieczne trenera Sebastiana Stemplewskiego na drugiej pozycji w ligowej tabeli ze stratą jednego punktu do Górnika Łęczna, który rozegrał jedno spotkanie więcej. Wczoraj w hitowym starciu drużyna Czarnych okazała się lepsza od aktualnych mistrzyń Polski, GKS-u Katowice.
Od początku spotkanie Gieksy z Czarnymi zapowiadało się jako hit, nie tylko 6. kolejki Orlen Ekstraligi, ale i całego sezonu. Wszak mistrzynie Polski podejmowały u siebie zdobywczynie Pucharu Polski. Obie drużyny przystąpiły w najsilniejszych możliwych składach do tego spotkania. Do bramki GKS-u wróciła Kinga Seweryn po drobnym urazie, który wykluczył ją z rewanżowego meczu z Twente. W drużynie z Katowic nie wystąpiła natomiast Klaudia Słowińska, która w pierwszym spotkaniu przeciwko holenderskiej drużynie zerwała więzadła w kolanie. Mecz był bardzo wyrównany przez całe 90 minut. Żadna zawodniczka nie chciała odpuszczać, co skutkowało częstymi wizytami sztabów medycznych obu ekip na murawie. „Blaszok” wrzasnął z radości w 20. minucie spotkania, kiedy to Klaudia Maciążka, która przed meczem odebrała pamiątkową antyramę z okazji 100 występów w barwach Gieksy, popisała się świetną indywidualną akcją i precyzyjnym strzałem. Przy słupku pokonała Oliwię Szperkowską wyprowadzając gospodynie na prowadzenie. Podopieczne Karoliny Koch długo prowadzeniem się nie nacieszyły, bo po zaledwie ośmiu minutach Zuzanna Witek strzałem głową doprowadziła do wyrównania i do przerwy utrzymał się wynik 1:1. Po przerwie obraz spotkania nie uległ drastycznej zmianie. Nieco więcej z gry miały zawodniczki z Sosnowca, co znalazło swoje potwierdzenie w 59. minucie, kiedy to Klaudia Miłek wykazała się sprytem i do pustej bramki dobiła strzał Karliny Miksone, który wylądował na poprzeczce bramki Kingi Seweryn. W końcówce meczu to katowiczanki przejęły inicjatywę w poszukiwaniu wyrównania. Najbliżej były w 82. minucie, kiedy to Klaudia Maciążka z bocznego sektoru boiska posłała świetne płaskie dośrodkowanie do Dżesiki Jaszek. 29-letnia napastniczka nie trafiła jednak dobrze w piłkę i ta wyszła na aut bramkowy. Niemoc GKS-u trwała do końca spotkania i wynik 1:2 już się nie zmienił.
To już jest gorszy sezon Gieksy od poprzedniego.
Mistrzynie Polski w tym sezonie Orlen Ekstraligi zagrały zaledwie 4 spotkania ze względu na przełożone spotkania, z powodu gry w eliminacjach Ligi Mistrzyń. Tak niewielka liczba spotkań wystarczyła już, aby stwierdzić, że katowiczanki w lidze nie osiągną takiego wyniku, jak w poprzednim sezonie. W całej kampanii 24/25 Gieksa czuła gorycz porażki zaledwie raz, wygrywając przy tym wszystkie pozostałe mecze, tym samym zdobywając 63 punkty na 66 możliwych. Obecnie mają jużdwie porażki ligowe, ponieważ w pierwszej kolejce musiały uznać wyższość Rekordu Bielsko-Biała. Zapytana przez nas Kinga Seweryn, o to, co może być przyczyną takich wyników, odpowiada tak:
Myślę, że każdy sezon jest inny i przeciwniczki też nas analizują. To, co zrobiłyśmy w zeszłym sezonie, to było po prostu mistrzostwo, że zaliczyłyśmy taką serię zwycięstw. W tym sezonie musimy się zmierzyć z tym, że te porażki się zdarzyły i grać dalej. Jest jeszcze wiele meczów i nic nie wiadomo.
Zapytaliśmy bramkarkę GKS-u o to, czy gra w pucharach może mieć wpływ na takie wyniki w lidze:
Myśle, że nie. Na pewno są to dodatkowe mecze i dodatkowe obciążenia, ale uważam, że powinnyśmy przede wszystkim przenosić naszą grę z pucharów na ligę, co dzisiaj nam nie wyszło.
Na drugim brzegu jest drużyna Czarnych
Zdobywczynie Pucharu Polski nie zaznały w tym sezonie jeszcze goryczy porażki. Mają komplet punktów, średnio na mecz strzelają po 3,4 gola i tracą zaledwie 0,8 gola na mecz. Absolutną gwiazdą drużyny trenera Sebastiana Stemplewskiego jest kapitanka, Klaudia Miłek. 26-latka ma na swoim koncie już 5 trafień i jest współliderką klasyfikacji strzelczyń wraz z Anną Rędzią z Górnika Łęczna. Wiele akcji ofensywnych przechodzi przez Miłek, która skutecznie dowodzi atakiem drużyny z Sosnowca. Komplet punktów oraz pokonanie Gieksy na wyjeździe jest mocnym sygnałem wysłanym do całej ligi, że Czarni będą jednym z głównych kandydatów do mistrzostwa. Kibice Sosnowiczanek dali jasno temu wyraz, skandując z trybun głośne: „Tylko Mistrzostwo! Hej Czarne Tylko Mistrzostwo!”. Trener Stemplewski jednak stara się tonować te nastroje w swojej wypowiedzi dla naszego portalu:
Zwycięstwo smakuje podwójnie, lecz w tabeli dopisujemy tylko 3 punkty. Wiemy dobrze, że liga już się delikatnie dzieli na dwie części. GKS, Łęczna, My czy Pogoń, to ekipy, które będą walczyły o tytuł do samego końca. Ja nie przekreślam tutaj GKS-u Katowice. Na pewno będą robić wszystko, żeby odrobić te punkty w innych spotkaniach.
Trener podkreślił również wagę tego derbowego spotkania, co przełożyło się na duża liczbę urazów oraz interwencji sztabów medycznych obu ekip:
To są derby i wiemy dobrze, że musi być w takim meczu twarda gra. Mecz był sędziowany na wysokim poziomie, więc tutaj nie było przelewek. Jeśli trzeba było wejść twardo, to zawodniczki wchodziły, czy zachowywały się tak, jak potrzeba.
O sędziowaniu słów kilka…
Pani arbiter główna, Anna Adamska, uniosła presję związaną z tym meczem i pomimo niekiedy bardzo ostrej gry zawodniczek, nie przeszkadzała swoimi decyzjami podczas meczu. Dość powiedzieć, że w całym spotkaniu pokazała zaledwie dwie żółte kartki, jedną za faul taktyczny Karlinie Miksone, drugą za bezpardonowy atak na bramkarkę dla Nicoli Brzęczek. Największym błędem w trakcie całego spotkania było niezauważenie uderzenia łokciem Nicole Kaletki przez jedną z zawodniczek Gieksy. Natomiast, holistycznie występ sędzi Adamskiej należy ocenić pozytywnie. Warto również podkreślić, że w rozgrywkach Orlen Ekstraligi nie ma systemu VAR.
Podsumowując
Spotkanie pomiędzy GKS-em Katowice, a Czarnymi Antrans Sosnowiec było nie tylko hitem na papierze, ale również na boisku. Główna zasługa w tym zawodniczek obu drużyn, które stanęły na wysokości zadania, dostarczając nie małych emocji. Interwencje bramkarek, strzały w obramowanie bramki, gole, czy też pudła. Wszystko to miało miejsce wczoraj na „Blaszoku” przy akompaniamencie twardej i nieustępliwej gry z obu stron. To spotkanie spokojnie może być reklamą polskiego futbolu kobiecego w wydaniu ligowym i za to gratulacje i podziękowania należą się zarówno zawodniczkom, jak i sztabom trenerskim obu ekip.
Wojciech Jaśkowiak