Co w prasie piszczy?

Share on facebook
Share on twitter
kawa

To już ostatni weekend lutego! Wiosna za pasem, lecz jeszcze przed pierwszymi jaskółkami zapraszamy Was na nas świeżutki, jeszcze ciepły przegląd prasy!

SPORTOWE FAKTY – Lider Jagiellonii walczy o odzyskanie swojej pozycji w zespole. „Mamy trzech stoperów na bardzo wysokim poziomie”

Przez kilka lat Ivan Runje był piłkarzem, od którego trenerzy Jagiellonii Białystok zaczynali ustalanie podstawowego składu. U Bogdana Zająca to się jednak zmieniło. – Mamy trzech stoperów na bardzo wysokim poziomie – tłumaczy szkoleniowiec.

Tylko 45 minut w czterech meczach Jagiellonii Białystok. Nie tak miał wyglądać początek rundy wiosennej dla Ivana Runje. – Miał kontuzję. Nie będę mówił jakie to były problemy, ale teraz ciężko pracuje nad powrotem do odpowiedniej dyspozycji – powiedział nam trener Bogdan Zając, gdy zapytaliśmy go podczas ostatniej konferencji prasowej o powody takiej sytuacji.

Chorwat jest w podlaskim klubie od niemal pięciu lat i jego rolę w tym czasie bez wątpienia można nazwać kluczową. Dotychczas zaliczył 150 spotkań. Kiedy tylko był zdrowy lub przynajmniej częściowo gotowy do gry to miał pewne miejsce w wyjściowej jedenastce. Tak było u Michała Probierza, Ireneusza Mamrota i Iwajło Petewa. Niemniej u obecnego szkoleniowca jest inaczej…

Więcej TUTAJ

SPORT DZIENNIK – Odra Opole. Chcą powalczyć o baraże

Opolanie na rozpoczęcie rundy wiosennej grają dziś z wyczekującym przełamania ŁKS-em.

W pierwszej kolejce ŁKS wygrał w Opolu aż 4:0, ale od tamtej pory wiele się zmieniło. Odra udowodniła, że nie będzie chłopcem do bicia, a drużyną, która może pokusić się nawet o miejsce w czołowej szóstce. Łodzianie z kolei po serii dobrych występów wpadli w połowie listopada w dół, z którego nie potrafią się wygrzebać.

Nie wygrali żadnego z 6 ostatnich ligowych meczów, tracąc w nich 16 bramek. Po drodze odpadli też kosztem Legii Warszawa (2:3) z Pucharu Polski, a przed tygodniem w zaległym starciu ulegli gładko GKS-owi Tychy (0:3), co spowodowało, że zachwiał się trenerski stołek pod Wojciechem Stawowym…

Opolanie patrzą na siebie. – Mecz z jesieni to już historia. Mamy inny zespół, ale… na dzień dobry nie spodziewajmy się fajerwerków, skoro za nami dopiero pierwsze treningi na zielonej trawie. Walczyć będziemy na pewno, a jak będzie z płynnością gry, to okaże się w sobotę – mówi Mateusz Kamiński, obrońca i kapitan Odry, która w zimowych sparingach straciła aż 13 goli.

Więcej TUTAJ

SPORTOWE FAKTY – 3 gole w 13 miesięcy. Polski napastnik pod obstrzałem

Nowy trener, nowe rozdanie, ale Patryk Klimala jest w kropce. Najpierw transfer marzenie, później kilka dobrych meczów, a od prawie czterech miesięcy nie strzelił gola dla Celtiku Glasgow. – Latem może zostać wypożyczony – mówi nam Andrew Smith.

W środę Neil Lennon powiedział „pas”. Jeszcze niedawno można było odnieść wrażenie, że tylko zwolnienie może sprawić, że odejdzie z klubu. W niedzielę Celtic Glasgow sensacyjnie przegrał z Ross County 0:1 i Lennon nie wytrzymał.

Odejście dotychczasowego trenera może być dobrą wiadomością dla Patryka Klimali, bo właściwie gorzej być już nie może. 22-letni napastnik w ostatnim czasie grał bardzo, bardzo mało. Od początku roku uzbierał ledwie 58 minut w lidze, a Celtic rozegrał w tym czasie aż 12 meczów.

– Odejście Lennona to dobry sygnał dla Klimali – mówi WP SportoweFakty Andrew Smith z gazety „The Scotsman”, który na co dzień zajmuje się Celtikiem. – Bez wątpienia będzie to jak nowy początek. Każdy zawodnik, który prawie nie był używany przez menedżera, zyskuje dzięki odejściu. Tak to wygląda w piłce nożnej. Problemem Klimali jest to, że tymczasowy trener John Kennedy był asystentem Lennona, więc brał udział w dyskusjach na jego temat w ostatnich 13 miesiącach – dodaje.

Więcej TUTAJ

PIŁKA NOŻNA – Czy Stal odbije się od dna?

Stal Mielec ostatnie trzy kolejki spędziła na ostatnim miejscu w ligowej tabeli. Beniaminek nieudanie wszedł w 2021 rok, nie wygrał jeszcze ani jednego spotkania, ale mimo tego dzisiaj może znowu odbić się od dna.

Najpierw remis ze Śląskiem Wrocław po bezbarwnym meczu, później przełożone starcie z Wisłą Płock z powodu złego stanu boiska, następnie porażka z Górnikiem Zabrze po bardzo przeciętnym spotkaniu i ostatnio podział punktów po średnim występie z Cracovią – tak wygląda forma mielczan w rundzie wiosennej.

Kiedy nastąpi przełamanie? Dla Leszka Ojrzyńskiego idealnie byłoby dzisiaj, wówczas Stal uciekłaby ze strefy spadkowej, spychając na ostatnie miejsce Podbeskidzie Bielsko-Biała, które przegrało wczoraj z Rakowem Częstochowa.

Więcej TUTAJ

SPORT DZIENNIK – Adrian Błąd: Może zagram na nowym stadionie…

Rozmowa z Adrianem Błądem, pomocnikiem GKS-u Katowice, który dziś przy Bukowej zainauguruje II-ligową wiosnę.

Jakie odczucia przed startem tegorocznych zmagań?
Adrian BŁĄD: – Radość! Okres przygotowawczy i sparingi to nie to samo, co mecz o ligowe punkty. To nie ta adrenalina. Każdy z nas z utęsknieniem czeka na te emocje. Wiadomo o co gramy, dlatego są one podwójne. W ubiegłym roku się nie udało, teraz chcemy zrealizować cel. Mamy trochę kolejek przed sobą, jesteśmy zwarci i gotowi.

Gra pan już w GieKSie kilka lat i przez ten czas drużyna nie realizowała celów. Jest w ogóle sens o nich mówić, a może należy po prostu żyć z dnia na dzień…
Adrian BŁĄD: – Z dnia na dzień, odcinając kupony? Nie, nie, nie! Nie po to przedłużałem kontrakt, żeby grać dalej w II lidze. Powiedzieliśmy sobie z Arkiem Jędrychem, że to nasze ostatnie pół roku na tym poziomie. Cieszy, że to kolejne okienko, podczas którego w klubie jest większy spokój niż wcześniej, gdy działo się dużo, dokonywano wielu zmian. Jasne, latem był niepokój wywołany brakiem awansu, ale klub postawił na stabilizację, zaufanie. Myślę, że to wyjdzie na plus. Oby już w tej rundzie.

Podpisał pan umowę z GKS-em do 30 czerwca 2023 roku. Długo rozmawialiście?
Adrian BŁĄD: – Spotkaliśmy się na pierwszym zimowym treningu po urlopach i otrzymaliśmy taki sygnał z góry. Kontrakt podpisałem na obozie w Bielsku-Białej. Dwie rozmowy, dwa maile – i załatwione. Jasne, że każdy chciałby grać w lepszym klubie, zarabiać większe pieniądze, ale jest takie mądre powiedzenie: „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. GieKSa nie gra co prawda w takiej lidze jak powinna, ale widzę na co dzień, jak klub się rozwija, jak jest stabilny, o czym świadczy brak nerwowych ruchów. Mam przekonanie, że jestem w odpowiednim miejscu. Dobrze się czuję w Katowicach i dlatego chciałem tu kontynuować przygodę z piłką.

Więcej TUTAJ

SPORTOWE FAKTY – Wymarzone miejsce dla Mateusza Klicha? Angielski ekspert o transferze Polaka

– Trudno pomyśleć, że jest lepszy klub dla Mateusza Klicha – mówi WP SportoweFakty Beren Cross, dziennikarz LeedsLive. Reprezentant Polski ma coraz mocniejszą pozycję w Premier League. W sobotę znów zagra od pierwszej minuty.

Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia Leeds United dostało srogie lanie od Manchesteru United (2:6), będąc drużyną zdecydowanie słabszą na Old Trafford. Już w przerwie meczu zmieniony został Mateusz Klich.

Polak miał udział w bramkach rywali, a na dodatek doznał urazu. Wcześniej przez dwa i pół roku grał u Marcelo Bielsy od deski do deski, a w Premier League do 20 grudnia opuścił jedynie… 23 minuty.

Każda, nawet najlepsza maszyna potrzebuje jednak konserwacji. A co dopiero, jeśli mówimy o pracy na żywym organizmie. Klich był w pewnym momencie pod formą i Marcelo Bielsa dał mu czas na złapanie oddechu.

– Tylko Mateusz wie, dlaczego jego forma spadła. W tym czasie grał jednak bardzo dużo meczów. Trener Bielsa prowadzi Leeds od 2,5 roku, a Klich opuścił za jego kadencji opuścił tylko kilka meczów – mówi nam Beren Cross, dziennikarz LeedsLive.

Więcej TUTAJ

SPORTOWE FAKTY – Eksplozja polskiego talentu. Nie pukał, tylko wszedł do ligi z drzwiami

Jan Biegański rozegrał dopiero dwa pełne mecze w PKO Ekstraklasie, ale już potwierdził opinię niezwykle utalentowanego piłkarza. – Janek mierzy wysoko i twardo stąpa po ziemi – mówi Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk.

Wygląda na to, że Lechia Gdańsk na dobre uporała się z problemem z młodzieżowcem. Zanim błysnął Jan Biegański, w gdańskiej drużynie niepodważalną pozycję na tej pozycji miał Tomasz Makowski, a coraz odważniej do zespołu zaczął pukać Jakub Kałuziński. Żaden jednak nie oczarował w takim stopniu, jak Biegański. Mieli przebłyski, natomiast patrząc w szerszej perspektywie, trzeba powiedzieć jasno, że zarówno Makowski, jak i Kałuziński swoich szans nie wykorzystali.

Biegański pokazał się z dobrej strony już w zimowych sparingach. Zdobył nawet piękną bramkę z dystansu, a poza tym zaprezentował szeroki wachlarz zagrań. Rundę wiosenną w pierwszym składzie zaczął jednak Kałuziński, a tydzień Piotr Stokowiec postawił na Makowskiego.

Czas Biegańskiego przyszedł w trzeciej wiosennej kolejce w meczu z Rakowem Częstochowa. Miał tremę, przytrafiły mu się nieudane zagrania, natomiast całościowo się obronił. A w kolejnym spotkaniu z Górnikiem Zabrze wypadł spektakularnie. Kibice Lechii są nim zachwyceni. A Stokowiec triumfuje, bo wyciągnął Biegańskiego z I-ligowego GKS-u Tychy.

Więcej TUTAJ

SPORTOWE FAKTY – Michał Helik w drodze do Premier League. „Ma potencjał, żeby grać w bardziej renomowanym klubie”

Pół roku po opuszczeniu Cracovii Michał Helik robi furorę na Wyspach Brytyjskich. Swoimi występami w Barnsley 25-latek coraz częściej zwraca na siebie uwagę. – Nie ma lepszego obrońcy w Championship – mówią o Polaku angielscy kibice.

We wrześniu spełnił swoje wielkie marzenie o grze w Anglii i podpisał trzyletni kontrakt z Barnsley FC. Dołączył do nowego zespołu trzy dni przed startem sezonu, więc istniały obawy, czy zdoła szybko odnaleźć się w nowym środowisku. Okazały się one jednak zupełnie nieuzasadnione. 

Co prawda, w debiucie w The Championship został ukarany czerwoną kartką, ale potem wszystko zaczęło się układać. Helik wskoczył do pierwszej „11” i miejsca nie oddał do dziś. Mało tego, stał się ważną postacią drużyny.

– Dotychczas Helik zrobił na kibicach naprawdę dobre wrażenie. Wysoka forma Barnsely w ostatnim czasie to m.in. jego zasługa. Jest częścią trzyosobowego bloku defensywnego, który dał zespołowi pozytywny, a zarazem potrzebny impuls w postaci większej odporności na ataki rywali – mówi WP SportoweFakty Jacob Potter, dziennikarz portalu Football League World.

Więcej TUTAJ

Kącik prasy zagranicznej

MARCA – Sevilla – Barcelona: Sędzia i połowa

Kalendarz i przebieg meczu sprawiły, że Sevilla i Barcelona spotkały się w dwóch decydujących o przyszłość obu drużyn spotkaniach. Jeśli Barça dalcej chce marzyć o walce o mistrzostwo, nie ma innego scenariusza niż zdobycie dzisiaj trzech punktów na Estadio Ramón Sánchez-Pizjuán. Katalończycy nie mogą sobie pozwolić na więcej wpadek w tym sezonie, który zresztą był ich pełen.

W przypadku Sevilli sprawa wygląda podobnie. Podopieczni Lopeteguiego mogą dzisiaj zadać cios wielkiej drużynie, a zwycięstwem włączą się do mistrzowskiej walki, na którą nawet nie liczono.

Taki sam stan rzeczy będzie miał miejsce w przyszłym tygodniu w Copa del Rey, gdzie te dwie drużyny spotkają się ponownie. Wynik pierwszego meczu daje drużynie z Andaluzji przewagę, ale Barcelona marzy o powrocie, który pozwoli jej awansować do finału.

Więcej TUTAJ

Wydarzenie tygodnia

Afera Wszołek-gate

W ostatnim meczu Legia podejmowała Wisłę Płock w ramach derbów Mazowsza. Legioniści rozgromili Nafciarzy 5-2, lecz echo powstałe po tym spotkaniu nie miało nic wspólnego z wynikiem. Po raz kolejny główną rolę odgrywał któryś z piłkarzy mistrza Polski, a raczej jego zachowanie. Kiedyś głośno było o Jose Kante, który w przypływie złości i frustracji zaczął kopać koszulkę Legii i szurać nią po podłodze jakby była szmatą do czyszczenia podłogi. Teraz na pierwszy plan wysunął się Paweł Wszołek. Tuż po gwizdku, kończącym pierwszą połowę 28-latek udał się na wywiad. W tym czasie cały zespół przebywał już w szatni, gdzie trenerzy planowali zmianę. Zawodnikiem, który miał opuścić plac gry był właśnie Wszołek. Gdy były gracz m.in. QPR usłyszał o tym, że drugą część meczu obejrzy z ławki miał wpaść w niesamowitą złość, powiedzieć coś, czego nie powinien był powiedzieć, a nawet zagrozić trenerom, że rozwiąże kontrakt z klubem. Reakcja całkowicie nieadekwatna do sytuacji, którą ciężko nawet tłumaczyć emocjami, bo w normalnej pracy nikt nie grozi odejściem z firmy, gdy jego projekt zostanie oddany w ręce innego pracownika. Czesław Michniewicz z niejednego pieca chleb jadł, więc pogróżki Wszołka potraktował z przymrużeniem oka, a całe zajście postanowił wyjaśnić po całym spotkaniu. 51-latek odbył z piłkarzem rozmowę, w trakcie której zawodnik miał przeprosić zarówno opiekuna Legii, jak i całą drużyną za swoje nieodpowiednie zachowanie. Ponadto wpłacił pieniądze na cel charytatywny. 28-letni pomocnik nie będzie zatem odsunięty od drużyny, pojedzie z całą ekipą do Zabrza, gdzie 27 lutego warszawiacy zagrają z Górnikiem.

Z życia redakcji

Zapraszamy Was serdecznie do ostatniego naszego tekstu z cyklu „Raport Transferowy”, w którym opisaliśmy nie dziesięć, a aż piętnaście nowych transferów z ekstraklasy lub I ligi! Tekst przeczytacie TUTAJ.

Kuba Kowalikowski
Kliknij w zdjęcie, aby odwiedzić profil autora na Twitterze!