Co w prasie piszczy?

Share on facebook
Share on twitter
kawa

19 dni lutego za nami! Żeby umilić Wam początek dwudziestego, przychodzimy ze świeżutkim przeglądem prasy!

SPORTOWE FAKTY – Polski biznesmen w opałach. Brak Arkadiusza Milika może mu pomóc

Arkadiusz Milik prawdopodobnie nie wystąpi w meczu z FC Nantes z powodu kontuzji i to dobra wiadomość dla Waldemara Kity. Klub, którego jest właścicielem, walczy o przetrwanie, a kibice domagają się głowy naszego rodaka.

Waldemar Kita to jedyny Polak w Europie, który ma klub piłkarski występujący w jednej z pięciu topowych lig. A wszystko zaczęło się od nagłego wyjazdu jego rodziny w latach 70. do Francji. Kita wyjechał ze Szczecina po śmierci ojca z mamą i rodzeństwem do miejscowości La Mure położonej niedaleko Grenoble. – Zdaniem mamy nie było dla nas przyszłości w Polsce. Wzięła nas za rękę i ruszyliśmy. Jechaliśmy do Francji pociągiem 24 godziny. Zatrzymaliśmy się u rodziny – opowiadał nam prezes FC Nantes.

Biznesmen zdał maturę we Francji, uzyskał dyplom w zakresie biologii, a  majątku dorobił się w branży okulistycznej oraz ortopedycznej. Stworzył firmę Corneal, którą sprzedał amerykańskiemu potentatowi branży farmaceutycznej za 180 milionów euro. Rok później, w 2007 r., za 10 mln euro kupił FC Nantes. Piłka zawsze była mu bliska, kiedyś marzył, by grać zawodowo.

– O karierze piłkarza marzyłem jeszcze w Polsce. We Francji grałem amatorsko. Była to 4. lub 5. liga. Trenowaliśmy trzy razy w tygodniu, wieczorami, po pracy. Byłem napastnikiem. Niestety – dwa razy złamałem nogę: w wieku 30 i 32 lat. Zaczęło się od tego, że wbiłem główką gola, ale w tej samej akcji bramkarz mnie staranował. Pojawiło się nawet ryzyko, że stracę nogę. Później przestałem grać – wspominał Kita.

Więcej TUTAJ

SPORT DZIENNIK – GKS Tychy. Pomidor na progu autokaru

Kapitan GKS-u Tychy wyruszył w drogę do Łodzi myśląc o drugim miejscu w tabeli. Łukasz Grzeszczyk zapytany o wytypowanie wyniku zaległego meczu ŁKS Łódź – GKS Tychy, od którego I liga rozpocznie tegoroczne zmagania, odpowiedział: „ pomidor”. Nie znaczy to jednak, że rozgrywający tyskiego zespołu przed inauguracją rundy wiosennej nabrał wody w usta. Wręcz przeciwnie. Jak zwykle z wrodzoną przekorą i zadziornością mówił o swoich odczuciach na progu… autokaru, którym w piątek drużyna Artura Derbina wyjechała do Łodzi.

Tam wicelider, tracący 10 punktów do mistrza półmetka, podejmie siódmy zespół tabeli, mający 5 punktów straty do gospodarzy i 3 oczka mniej niż czwarty w tabeli Radomiak. Nic więc dziwnego, że ta potyczka budzi duże emocje.

– Powiem szczerze, że osobiście wolałbym, żeby ten nasz mecz z ŁKS-em został rozegrany tak jak był zaplanowany, czyli na koniec jesieni – mówi kapitan GKS-u Tychy.

Więcej TUTAJ

PIŁKA NOŻNA – Rozpędzeni Nafciarze na drodze Legii Warszawa

Po emocjach związanych z piątkowymi meczami 18. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy, także w sobotę kibice powinni być świadkami ciekawych spotkań. 

Rywalizacja na ligowych boiskach rozpocznie się przy Łazienkowskiej. Piłkarze Legii Warszawa, którzy wygrali zaledwie jedno z czterech ostatnich spotkań Ekstraklasy, zmierzą się na na swoim terenie z Wisłą Płock. Dla podopiecznych Czesława Michniewicza sobotni mecz będzie znakomitą okazją do przełamania, które przy okazji może im dać pozycję lidera. W piątek swój mecz przegrała bowiem Pogoń Szczecin i jeśli Wojskowi dopiszą na swoje konto trzy punkty, to właśnie oni będą zajmować na koniec weekendu pierwsze miejsce w stawce.

Na pierwszy rzut oka wygrana Legii wydaje się dość oczywistym rezultatem, jednak można w ciemno zakładać, że Nafciarze nie przyjadą do stolicy na wycieczkę. Wisła Płock ma za sobą serię czterech kolejnych zwycięstw i z tygodnia na tydzień pnie się w górę tabeli.

– Czujemy atmosferę nadchodzącego meczu z Legią Warszawa. Zdajemy sobie sprawę, jak ważne jest to spotkanie dla kibiców Wisły Płock. Sobotnia rywalizacja traktowana jest jako derby Mazowsza, również przez nasz zespół. Jesteśmy tego świadomi, będziemy starali się zaprezentować jak najlepiej – stwierdził Radosław Sobolewski, szkoleniowiec Wisły.

Więcej TUTAJ

SPORTOWE FAKTY – Ani słowa o Jagiellonii. Filip Modelski – kapitan po przejściach

Jagiellonia Białystok miała być dla niego trampoliną, ale rozczarował i odszedł w cieniu skandalu. Przez kilka kolejnych lat Filip Modelski musiał mierzyć się z trudnościami. W tym sezonie wrócił do PKO Ekstraklasy i został kapitanem Podbeskidzia.

Jako junior przeszedł z Arki Gdynia do West Ham United i spędził tam 3 lata, w trakcie których otarł się nawet o pierwszy zespół. Po powrocie do kraju wystarczyło mu kilka występów w GKS-ie Bełchatów, by zadebiutować w reprezentacji Polski. W 2012 roku Jagiellonia Białystok wyłożyła na niego około 200 tysięcy euro, a ówczesny trener Tomasz Hajto zapowiadał go jako piłkarza o możliwościach „aby w przyszłości grać jak Łukasz Piszczek”.

Naprawdę wiele wskazywało, że Filipa Modelskiego czeka udana kariera. Kilka niewykorzystanych szans, złych decyzji i przeciwności losu sprawiło jednak, że potoczyła się zupełnie inaczej. Niemniej sam piłkarz nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. – Jestem typem człowieka, który ciągle szuka szans i możliwości rozwoju – nie kryje w rozmowie z nami.

Więcej TUTAJ

PIŁKA NOŻNA – Lewandowski w pogoni za ikonami i rekordami

W sobotnie popołudnie jeszcze do tego nie dojdzie, ale Robert Lewandowski jest coraz bliżej swojego kolejnego celu w karierze. Napastnikowi Bayernu Monachium brakuje już tylko siedmiu goli do tego, by zrównać się z Klausem Fischerem, drugim najlepszym strzelcem w historii Bundesligi.

Przygoda Lewandowskiego z ligą niemiecką rozpoczęła się w 2010 roku, kiedy to przeniósł się on z Lecha Poznań do Borussii Dortmund. Po czterech niezwykle udanych latach po reprezentanta Polski zgłosił się Bayern, w którym ten występuje do dnia dzisiejszego.

Łącznie, przez ponad dekadę „Lewy” rozegrał w Bundeslidze 341 meczów, zdobywając w nich 261 goli, co daje mu znakomitą średnią 0,77 trafienia na spotkanie i trzecie miejsce w klasyfikacji wszech czasów ligi niemieckiej.

Bezpośrednio przed Lewandowskim plasuje się wspomniany Klaus Fischer, który ma w dorobku 268 goli, ale trzeba pamiętać, że udało mu się je zdobyć w aż czterech klubach, w których rozegrał 535 spotkań.

Siedem goli różnicy to dystans, który Robert Lewandowski może zniwelować jeszcze w tym sezonie, szczególnie, jeśli chce zbliżyć się do innego rekordu – Gerda Muellera pod względem liczby bramek zdobytych podczas jednej kampanii. Legendarny Niemiec strzelił pół wieku temu aż 40 goli, a po zaledwie 21 kolejkach trwającego sezonu „Lewy” ma ich na swoim koncie 25.

Więcej TUTAJ 

SPORTOWE FAKTY – Zwariowany rok polskiego piłkarza. Zsyłka, strajk, bezrobocie i transfer do Niemiec

– Zawodnicy byli sfrustrowani, bo pieniądze nie pojawiały się na kontach. W pewnym momencie nie chcieli już trenować. Zaczęły się strajki – mówi Adam Dźwigała. Był w środku bankrutującego CD Aves, a obecnie jest piłkarzem FC St. Pauli.

Rok temu był podstawowym zawodnikiem występującego w portugalskiej ekstraklasie CD Aves. Grał mecz przeciwko wielkiej Benfice, kolejne spotkanie jego drużyna wygrała 3:0, a on… nagle stracił miejsce w składzie.

Niedługo później wybuchła pandemia COVID-19, klub Polaka popadł w problemy finansowe, wypłaty nie pojawiały się na kontach, więc piłkarze zaczęli strajk. Odmawiali treningów, a finalnie rozwiązali kontrakty.

Teraz Adam Dźwigała znalazł się w zupełnie innej rzeczywistości. Jest zawodnikiem niemieckiego FC St. Pauli. – 2. Bundesliga jest bardzo niedoceniana, szczególnie w Polsce. To naprawdę wymagająca liga. Muszę powiedzieć, że jestem trochę zaskoczony jak jest to odbierane u nas w kraju – mówi 25-latek, dla którego to już 8. klub w zawodowej karierze.

Więcej TUTAJ

SPORT DZIENNIK – Widzew Łódź na sprzedaż!

Kibice łódzkiego klubu u progu rundy wiosennej żyją nie tylko boiskowymi doniesieniami. Dziś drużyna Enkeleida Dobiego podejmuje Koronę Kielce.

Widzew sprzedany – taką wiadomość można było znaleźć w czwartek na internetowych portalach. Podawano już nawet kwotę zakupu spółki (20 milionów złotych) oraz personalia nowego właściciela, którym miał zostać biznesmen z Hiszpanii, prezes i współwłaściciel klubu Numancia.

Prezes stowarzyszenia RTS Widzew (nie mylić ze spółką, której stowarzyszenie jest jedynym właścicielem) Piotr Pietrasik zdecydowanie jednak zaprzecza: – Tak, trwają rozmowy z potencjalnymi inwestorami, ale do decyzji jeszcze daleko. Kandydatów jest trzech – dwóch z zagranicy i jeden z Polski – twierdzi.

Więcej TUTAJ

SPORTOWE FAKTY – Rafał Kurzawa odpowiada Górnikowi. „To nie śmieszne, a straszne”

Rafał Kurzawa – na łamach „Przeglądu Sportowego” – zdecydował się w mocnym tonie odpowiedzieć Arturowi Płatkowi z Górnika, który mówił o skandalu. – On nie mówi prawdy – powiedział zawodnik.

Wszystko wskazywało na to, że po rozwiązaniu kontraktu we Francji Rafał Kurzawa zwiąże się Górnikiem Zabrze. Strony negocjowały kontrakt, ale finalnie zawodnik wybrał propozycję Pogoni Szczecin. – Nie przypuszczałem, że tak się zachowa – mówił dla „Przeglądu Sportowego” Artur Płatek, koordynator pionu sportowego Górnika.

Kurzawa na łamach gazety zdecydował się w mocnym tonie odpowiedzieć Arturowi Płatkowi. – Trochę śmiać mi się chce, gdy to słyszę. Tyle że w gruncie rzeczy to nie jest śmieszne, a straszne. Bo dyrektor Płatek nie mówi prawdy – powiedział zawodnik.

Więcej TUTAJ

Kącik prasy zagranicznej

BBC SPORT – Leeds okradzione z punków w Wolves – mówi Bamford

Patrick Bamford poczuł, że Leeds „zostało okradzione z punktów” po tym jak napastnik strzelił wyrównującego gola, który został nieuznany w piątkowej porażce z Wolverhamtpon.

Gospodarze objęli prowadzenie tuż po godzinie, kiedy Adama Traore huknął z dystansu w poprzeczkę, a piłka odbiła się od głowy Illana Mesliera prosto do bramki Leeds.

Bamford myślał, że zdobył wyrównującą bramkę , lecz sędzia odgwizdał spalonego, a sędzia VAR tylko potwierdził prawidłowość tej decyzji.

Bamford w listopadowej porażce 1-4 z Crystal Palace również zdobył bramkę nieuznaną ze względu na spalonego, po tym jak uniósł rękę, by pokazać koledze, gdzie ma mu zagrać piłkę. Dzisiaj 27-latek znów został pokrzywdzony przez technologię.

„Rozczarowany, okradziony z punktu” napisał, zanim dodał sarkastycznie: „Ale przynajmniej to sprawia, że gra jest lepsza, we wtorek jedziemy po raz kolejny.”

Źródło: Twitter

Więcej TUTAJ

Wydarzenie tygodnia

Druga młodość Łukasza Trałki!

Ligowy weteran znów dał o sobie znać! Łukasz Trałka w ostatnim meczu Warty Poznań z Zagłębiem Lubin popisał się fenomenalnym uderzeniem z woleja, po którym piłka trafiła w samo okienko bramki Dominika Hładuna i dało poznaniakom zwycięstwo nad Miedziowymi. 36-latek wykorzystał podanie Michała Jakóbowskiego i huknął z 12. metra w taki sposób, że golkiper lubinian nie miał największych szans do obrony. Mistrz Polski z Lechem z sezonu 2014/15 przyszedł do Warty przed kampanią 2019/20 i od razu wywalczył ze swoim nowym klubem awans do ekstraklasy. Zieloni zajęli trzecie miejsce w Fortuna I lidze, przez co musieli przedzierać się przez baraże, by zameldować się w elicie. Teraz Warta znów gra na najwyższym poziomie rozgrywkowym, a Trałka jest jedną z najważnieszych postaci zespołu.

Kuba Kowalikowski
Kliknij w zdjęcie, aby odwiedzić profil autora na Twitterze!