Co słychać w Serie A?

Share on facebook
Share on twitter
Rome, Italy - 27/09/2020: A.MORATA (JUVENTUS) in action during the Italian Serie A league 20/21 soccer match  between As Roma and FC Juventus, at Olympic Stadium in Rome.
2020.09.27 Rzym
Pilka nozna liga wloska 
Roma - Juventus Turyn
Foto Marco Iacobucci / IPA/SIPA/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!

Kolejny sezon, w którym Serie A skutecznie walczy ze stereotypami o siermiężnej, nudnej i ultradefensywnej piłce. Dzieje się dużo na Półwyspie Apenińskim i też niektórzy uważają, całkowicie słusznie, że to może być przełomowy rok. Juventus zawodzi, niepokonany Milan lideruje, więc tu już widać ogromną różnicę w stosunku z poprzednimi latami. Oprócz powyższych dwóch zespołów, skupiliśmy się na problemach Interu i Fiorentiny. 

WIELKI MILAN

Nie da się logicznie uzasadnić przemiany Milanu po lockdownie. Przecież nie przyszedł tu ani Guardiola, ani Klopp, ani Bielsa, ani nawet ten nieszczęsny Ralf Rangnick, o którym tyle się mówiło na San Siro. Cały czas na ławce trenerskiej był i jest Stefano Pioli, uznawany słusznie za mocno przeciętnego szkoleniowca. Nie przyszli też zawodnicy ze ścisłego topu, w swoim peaku. Głównie skupiono się na bardzo perspektywicznych zawodnikach, typu Sandro Tonali, Brahim Diaz, Diogo Dalot czy Jens Petter Hauge. 

W pierwszej części okna udało się przedłużyć kontrakt z Ibrahimoviciem i wykupić Kjaera. Zatrzymano Donnarummę i Romagniolego. Doszli Tonali, Diaz – piłkarze bardzo ciekawi, z potencjałem. Za to Paolo Maldini zebrał mnóstwo pochwał i taki stan utrzymywał się do połowy września. Nie jest tajemnicą, że Milan do samego końca walczył o środkowego obrońcę. Przewijało się kilka nazwisk, a w ostatnim dniu okna wysłano nawet prywatny samolot do Strasbourga, żeby przechwycić Mohameda Simakana, młodego utalentowanego stopera, ale transfer nie doszedł do skutku. Nie udało się też wypożyczyć Germana Pezzelli z Fiorentiny. Na razie to wszystko się broni, jednak też przy sporej dozie szczęścia. Pioli od początku sezonu rzadko kiedy miał do dyspozycji dwóch środkowych obrońców, więc jakby jeden wypadł, to trzeba byłoby łatać np. Kessie’em. Na szczęście do tego nie doszło, więc można powiedzieć, że to zaniedbanie się obroniło – ocenia Marcin Długosz, redaktor acmilan.com.pl i zagorzały kibic Rossonerich. 

O ile ostatnia trójka to melodia przyszłości, a czy bliższej bądź dalszej to się okaże, natomiast gdyby ktoś rok temu, w analogicznym momencie, kibicom Rossonerich zaproponował Tonalego za Kessiego, to oni daliby się pociąć. Obecnie ten sam Sandro (który jest ogromnym talentem, ale to wiedzą wszyscy, którzy choć odrobinę interesują się calcio) wchodzi z ławki, bo Ismael Bennacer i wspomniany Iworyjczyk są w takim sztosie, że tną wszystko jak leci. 

Duet środkowych pomocników to przykład pierwszy z brzegu. Co powiedzieć o Alexisie Saelemekaersie? Przychodził z Anderlechtu, Pioli rzucał go na ogony, coś tam pobiegał, coś pokręcił, zrobił mityczny „wiatr” i finito. A teraz? Prawdę mówiąc, tak szybki i holistyczny rozwój na takim poziomie to rzecz bardzo rzadko spotykana, o czym też mówi Długosz. 

– Warty uwagi na pewno jest rozwój Alexisa Saelemaekersa. Przychodził jako całkowicie nieopierzony junior. Na początku dostawał jakieś krótkie epizody, wyglądał na przestraszonego, co było logiczne, bo musiał się odnaleźć w zupełnie nowym towarzystwie. Jego rozwój imponuje o tyle, że tak naprawdę nie trzeba było na niego długo czekać, porównując z innymi graczami. Z tygodnia na tydzień zauważamy u niego postęp. Temu też sprzyja atmosfera w Milanie, wszystko gra i buczy. Z przestraszonego juniora zmienił się w ligowego wyjadacza i pewniaka na prawej stronie, który daje radę w ataku i obronie. Jego trzeba wyróżnić najbardziej

O kim by nie mówić, każdy jest w formie. W końcu dochodzi do takich absurdów, że Alessio Romagnoli, czyli człowiek, który w erze Giampaolego jako jeden z naprawdę nielicznych nie zawiódł, jest aktualnie pod formą. 

– To zastanawiające, że w ostatnim czasie w Milanie poszli w górę przede wszystkim ci zawodnicy, którzy wyglądali na skreślonych, a z kolei ci bardziej ugruntowani nie dojeżdżają i Romagnoli jest tego flagowym przykładem. Faktycznie, jesienią 2019 roku cała drużyna zawodziła, ale od momentu przyjścia Ibry, każdy pojedynczy piłkarz się rozwijał. Alessio nie wystrzelił z formą jak reszta, a potem złapał dwumiesięczny uraz i po nim, jak możemy zauważyć, nie potrafi się odkręcić. Oczywiście, musimy pamiętać, iż to kapitan zespołu, człowiek, który dawał klubowi dużo, gdy ten nie mógł mu zaoferować niczego ciekawszego. On również przedłużył kontrakt latem 2018 roku, kiedy Milan nie wiedział, czy zostanie wyrzucony z europejskich pucharów, a w samej siedzibie panował ogromny chaos organizacyjny, zmieniało się właścicielstwo. Kto jak kto, ale taki człowiek nawet przeżywając słabszy okres, otrzymuje wysoki poziom cierpliwości do jego osoby ze strony kibiców – ocenia kibic Milanu. 

To wszystko jest tak absurdalne, że ciężko uwierzyć w to, iż zadecydowała jedna rzecz, a w zasadzie osoba, czyli Ibrahimović. 

– Wiadomo było, że Zlatan to niesamowita osobowość i dużo wniesie do drużyny, ale każdy przed dokonaniem tego transferu stawiał na scenariusz, w którym Ibrahimović bardziej zmęczy się tym, że ma wokół siebie dużo słabszych kolegów, nie będących w stanie mu dorównać, a następnie odejdzie. Ta sytuacja trochę przypomina mi analogiczną z Gonzalo Higuainem. Gdy przyszedł w 2018 roku, starał się grać jak Ibra, który rzadko operuje wyłącznie w polu karnym, tylko stara się cofać i często widać go w środku pola. Jest mózgiem, a nie tylko napastnikiem. Higuain próbował podobnych rzeczy, ale jak mu nie wychodziło lub zawodnicy nie stawali na wysokości zadania, to wkurzał się i popadał w furię. Ze Zlatanem jest inaczej, pomimo krążących głosów o tym, że to człowiek, który nie akceptuje kolegów na niższym poziomie lub tych zwyczajnie słabszych. Z jego pobytu w Mediolanie trzeba dojść do wniosku, że on akceptuje sam fakt, iż ktoś może czegoś nie potrafić, ale nie że ktoś nie daje z siebie wszystkiego. To jest główna różnica i o niej wspominają sami piłkarze –opowiada o fenomenie Szweda Marcin. – Fajną rzecz, już jako trener Milanu, opowiedział Gennaro Gattuso po tym, jak odszedł z Włoch jako piłkarz i jeszcze zahaczył o FC Sion. Gdy był w Szwajcarii, na początku nie mógł się przestawić, że nagle nie gra w jednym z największych klubów świata, tylko w zdecydowanie słabszym, a wokół siebie ma o wiele gorszych kolegów. Nie było to dla niego łatwe. Gattuso mówił o tym w kontekście Higuaina, że trzeba starać się jak najlepiej dostosować do nowej sytuacji. Gonzalo tego nie potrafił, a Ibrahimović odnalazł się w tym doskonale. 

Fot. PressFocus
3-5-2 INTERU

Trzy zwycięstwa, pięć remisów, dwie porażki. Tak prezentuje się bilans zespołu Antonio Conte po siedmiu kolejkach Serie A i trzech Ligi Mistrzów. Nie ma co się bawić w ubieranie tego w ładne słówka, bo biorąc pod uwagę wiele czynników, Inter na razie rozczarowuje na obu frontach. Jednak na Półwyspie Apenińskim idzie im nieco lepiej, od wspomnianego bilansu trzeba odjąć jedno lanie i dwa remisy. 3-3-1 wygląda już w miarę porządnie, ale nadal, to są tylko pozory. 

Na razie jest słabo. Inter traci dużo goli, w defensywie wygląda y o wiele gorzej niż w pierwszym sezonie Conte czy za kadencji Spallettiego. W ofensywie Nerazzurri są uzależnieni od Romelu Lukaku. Poza Belgiem, Barellą i De Vrijem, zawodnicy mają spore wahania formy, w szczególności ci nowi – Vidal czy Kolarov. Tu są rezerwy. Potrzeba czasu, żeby tę ciągłość uzyskać. Bardzo często zdarzało się, iż pierwsza połowa była super, rywal nie miał za wiele do powiedzenia, tylko brakowało wykończenia i szczęścia. Jeśli chodzi o Ligę Mistrzów, to do głowy przychodzą mi jedynie dwa słowa: niedosyt i irytacja. Te trzy mecze można było wygrać, a pojawiały się błędy, które nie przystają na takim poziomie. Przykładowo sytuacja z Hakimim, gdzie Marokańczyk sam podarował bramkę Realowi. W pierwszych kilkunastu minutach drugiej połowy ekipa Conte siada, vide spotkanie z Parmą i dublet Gervinho w tym okresie.  W tym aspekcie jest sporo do poprawy – mówi redaktor Calcio Merito, Aleksander Bernard. 

Zacznijmy od zwycięstw. Sympatyczne Benevento dostaje w mazak od każdego, nawet Spezia wrzuciła im trójeczkę i nie ma co ukrywać – ekipa Kamila Glika jest głównym kandydatem do spadku. Fiorentina ze swoim byłym już trenerem Beppe Iachinim też zaliczyła, delikatnie rzecz ujmując, falstart. No i na sam koniec Genoa, która znów będzie biła się o utrzymanie na najwyższym szczeblu. To jest spis ofiar Interu Antonio Conte, a jeszcze większej szczypty pesymizmu dodaje fakt, iż w tych trzech spotkaniach Nerazzurri stracili pięć goli. Zremisowali z Lazio i Atalantą, grając oba mecze na wyjeździe i tu można zaakceptować te rezultaty, ale jedno oczko z Parmą na Meazza musi uchodzić za kompletną aberrację. 

A jak spisują się nowe transfery Conte, o które była taka dyskusja w trakcie letniego mercato?

– Hakimi to był największy transfer i największe nadzieje z nim związanie. Na razie nie pokazuje pełni potencjału. Też mam pewne obawy związanie z przejściem Darmiana do Interu, bo wydaje mi się, że Conte między wierszami bardziej będzie stawiał na Matteo. W skali 0-10 dałbym Achrafowi 7. Z Pinamontim doszło do nieporozumienia. Andrea był efektem umowy i obietnicy między Genoą a Interem, którzy dogadali się na niską kwotę wykupu AP, a w drugą stronę na wypożyczenie poszedł Darian Males. Conte nie ufa Pinamontiemu i jeżeli jego sytuacja się nie zmieni, to w styczniu będzie kartą przetargową w negocjacjach z np. Parmą. Kolarov jest najgorszym transferem Nerazzurrich i zarazem pokłosiem niepotrzebnego szukania oszczędności. Miewał przebłyski, ale popełnił wiele błędów, między innymi rzut karny z Milanem. Darmian, podobnie jak Pinamonti, też wziął się z transakcji wiązanej. Parma wykupiła go z Manchesteru United, a następnie Włoch trafił do Interu. Pierwszy mecz Matteo z Borussią Moenchengladbach wypadł bardzo obiecująco, ale im dalej w las, tym było gorzej. Obawiam się, że wkrótce Conte może zdecydowanie chętniej korzystać z Darmiana niż z Hakimiego. Co do Arturo Vidala, to na razie pokazuje on takie swoje dwie twarze. Widać, że to nie jest jeszcze jego top forma, ale na razie nawet nie ma specjalnie jak z niego zrezygnować. Stefano Sensiego trapią kontuzje już od dłuższego czasu, a wstawienie do składu czy to Nainggolana, czy Vecino, wiązałoby się ze sporą stratą jakościową. 

Fot. PressFocus

Nie zrozumcie nas źle – to nie jest tak, że w tym Interze to Stajnia Augiasza, że tam trzeba zmiany trenera i gwałtownych zmian. W meczach, w których mediolańczycy tracili punkty, czy to na krajowym podwórku czy zagranicznym, w głównej mierze największymi przeciwnikami byli oni sami. A tu Kolarov się machnął, a tu Perisić ładował wrzutki na potęgę, Handanović się obciął i tak dalej, Mecz z Szachtarem, koniec końców zremisowany, powinien skończyć się po trzydziestu minutach, gdy Włosi wykreowali multum sytuacji do wyjścia na prowadzenie. Przegrane Derby z Milanem? Już pomijamy juniorską grę w defensywie, ale skuteczność znów zawodziła. I to jest pewne błędne koło. 

– Kredyt zaufania do Conte został wyczerpany w lecie. Dostał zawodników, jakich chciał, kosztem projektu długoletniego, czyli takiego Marasha Kumbulli (ostatecznie AS Roma – przyp. red.) czy Sandro Tonalego (ostatecznie AC Milan – przyp. red.). Jeżeli nie wyjdzie mu w Lidze Mistrzów, a wiele rzeczy tak wskazuje, to wszystko będzie postawione na ligę i wywalczenie Scudetto. W innym wypadku nie wyobrażam sobie, żeby Antonio został trenerem Interu na sezon 21/22. Jego ewentualne zastępstwo zależy od tego, jaka sytuacja będzie na rynku trenerskim. Mi po głowie chodzi w zasadzie jedno nazwisko – Allegri. Jedyna opcja, która gwarantuje trofea i powodzenie projektu Nerazzurrich – tłumaczy sytuację aktualnego szkoleniowca Interu Bernard. 

I gdyby taki start Inter zanotował w pierwszym roku pracy Conte, to okej, można byłoby traktować z pewną rezerwą. Ale po letnim okienku, gdy szkoleniowiec zrezygnował z Kumbulli i Tonalego, a sprowadził na własne życzenie doświadczonych zawodników w ich miejsce i do tego pokłócił się chyba z całą Lombardią – sorry, tu wyniki potrzebne są na wczoraj. 

TRUDNE POCZĄTKI DON ANDREI

Z pewnym zaciekawieniem obserwujemy początki kariery Andrei Pirlo. Na razie stronimy od wyciągania jakichkolwiek pochopnych wniosków, bo trzeba przyznać, że ten sezon to spora przebudowa Juve. Zarówno jeśli chodzi o rotacje kadrowe, ale i taktykę. Nie można również zapominać, iż obecne rozgrywki obfitują we wszelkiego rodzaju kontuzje czy zawieszenia, a w przypadku turyńczyków oznaczało to utratę najważniejszych ogniw. Zespół nadal czeka na powrót Mathijsa De Ligta, Cristiano Ronaldo dopiero co wyleczył się z koronawirusa, problemy z odnalezieniem formy ma Paulo Dybala. Ogólnie rzecz biorąc początek sezonu nie należy do najlepszych. O Pirlo wypowiedział się Michał Borkowski, ekspert od calcio.

– Pirlo ma ciężki początek przede wszystkim jeśli chodzi o wyniki, bo terminarz nie należał do najtrudniejszych. Zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę walkower z Napoli. Trzy punkty przypisał sobie za nic. Wiadomo było, że będzie mu trudno. Przejął drużynę, która nie miała okresu przygotowawczego, a oczekiwano od niego lub on sam chciał przeprowadzić rewolucję. I tu można zadać pytanie, czy on powinien zrobić tak nagły przewrót, czy raczej krok po kroku przeprowadzać mniejsze zmiany. Kiedy Max Allegri przejmował Juventus po Antonio Conte, to tam też było lekkie zamieszanie, ponieważ Conte zrezygnował w ostatnim momencie presezonu. Allegri był bardziej rozważny, zamiast rewolucji postawił na ewolucję, nie skasował wszystkiego od razu, tylko na początku kontynuował grę w systemie poprzednika, a później stopniowo zmieniał pewne elementy, aż zmienił wszystko. Pirlo ma też trochę pecha, bo parę tych spotkań, w których potracił punkty, na spokojnie mógł wygrać. Choćby ostatnie starcie z Lazio. Juventus był lepszy, stworzył sporo okazji. Zabrakło trochę szczęścia, trochę więcej koncentracji w końcówce. Bentancur dał sobie założyć siatę, wpuścił rywala autostradą w pole karne, piłkarski kryminał. Jeśli chodzi stricte o grę, to co prawda faktycznie były fajne momenty, ale brakuje jednego bardzo ważnego aspektu z czasów Allegriego – kontroli nad meczem. 

Nie spodziewałem się wiele po Pirlo, gdyż mówimy o człowieku, który nigdy nie trenował. Lubię to, że ma swoje pryncypia futbolu, pomysł na grę, filozofię. Fajnie się czyta lub słucha tego na konferencjach. W praktyce to tak za bardzo nie wygląda, trudno przychodzi mu przełożenie teorii na boisko. Oczywiście okoliczności nie pomagają, ciągle wypada Chiellini, nie ma Alexa Sandro, De Ligt wraca dopiero po kontuzji, problemy mieli Dybala czy Ronaldo, ale gdy grasz z Crotone lub Hellasem, nie można zrzucać wyniku lub gorszej gry na to, że brakuje ci kilku zawodników. Umówmy się – na ławce Juventusu siedzą lepsi piłkarze niż ci występujący w pierwszych jedenastkach powyższych. 

Uzupełniając wypowiedź Borkowskiego, tak oto prezentuje się zestaw meczów Juventusu w tym sezonie ligi włoskiej.  

vs Sampdoria 3:0 – dom

vs Roma 2:2 – wyjazd

vs Napoli 3:0 (walkower) – dom

vs Crotone 1:1 – wyjazd

vs Hellas 1:1 – dom

vs Spezia 4:1 – wyjazd

vs Lazio 1:1 – wyjazd

Słabizna. O ile faktycznie podział punktów ze stołecznymi ekipami można zrzucić na klasę rywala, o tyle remisy z Hellasem i Crotone to jest tragedia. Oczywiście, oprócz rodzimych rozgrywek jest jeszcze Liga Mistrzów, natomiast tu również wielkiej rewelacji nie ma. Pewne wygrane z Dynamem Kijów i Ferencvarosem, w czapkę z Barceloną. Do pewnego momentu winą da się obarczyć Andreę Pirlo, natomiast przede wszystkim też więcej wymaga się od jednostek. A kto najbardziej rozczarowuje? 

– Bentancur był zawsze piłkarzem bezpiecznym i tego nie można mu było zarzucić. Jak dałeś mu piłkę, to on jej nie tracił jakimś głupim dryblingiem czy podaniem. Za wiele nie kreował, ale przekazywałeś futbolówkę do sejfu. Od wznowienia po lockdownie jest swoim zupełnym przeciwieństwem. Pełno zawalonych bramek, idiotycznych strat. A w tym sezonie to już w ogóle ciężko wskazać jakiekolwiek dobre momenty Urugwajczyka – krytykuje Rodrigo Michał.

Fot. PressFocus

Wiele osób zawodzi, nie mniej jest człowiek, o którym póki co mówi się w prawie samych superlatywach. 

– Gdybym miał wskazać najlepszego piłkarza Juventusu w tym sezonie, to byłby nim Morata. Nie dość, że strzelił kilka bramek, dołożył do tego dwie asysty, to musimy pamiętać, iż kilku mu nie uznano. On sam się śmieje, że może gdyby ta jego stopa była kilka centymetrów krótsza, to miałby więcej goli na koncie. Ściągnięcie Moraty do Juventusu to był dobry pomysł i tak sądziłem od samego początku. Nie spodziewałem się natomiast, że facet będzie aż tak dobry i stanie się kluczową postacią klubu – prędzej myślałem, że będzie odpowiednim facetem do rotacji, dawania ‘luzu’ Dybali lub Ronaldo. 

Wiele rzeczy wskazuje na to, że następne tygodnie będą idealną okazją do rozpędzenia się i złapania odpowiedniego boiskowego flowu. Po starciu z Cagliari, drużyna Pirlo zagra z Benevento, Torino i Genoą. A po takiej rozgrzewce czeka Atalanta, również ze swoimi problemami, ale cały czas bardzo nieprzewidywalna i zabójczo niebezpieczna. 

SYTUACJA FIORENTINY

We Florencji od kilku lat jest ta sama gadka. Zmieniają się tylko trenerzy. W tym roku też się nie zawiedliśmy – Fiorentina, jak na standardy ligowe, jest absolutnym przeciętniakiem. A biorąc pod uwagę personalia, wręcz nie ma prawa tym przeciętniakiem być. 

Spójrzmy choćby, jaką trójkę w środku pola można skleić:

Soufyan Amrabat, jedno z odkryć zeszłego sezonu – Gaetano Castrovilli, jeden z ciekawszych młodych włoskich pomocników – Erick Pulgar, marka we Włoszech i chłopak o naprawdę dużych umiejętnościach

Dla ludzi, którzy nie pasjonują się Serie A te nazwiska mówią niewiele i też nic w tym dziwnego, lecz w samej lidze nie ma wielu zespołów, które dysponują lepszymi zasobami ludzkimi w tej formacji niż Viola. A do tego dochodzi jeszcze Giacomo Bonaventura czy Alfred Duncan. Biedy nie ma i tu wrzucamy duży kamyczek do ogródka poprzedniego trenera Fiorentiny, który posadę stracił kilka dni temu. Do niego jeszcze przejdziemy. 

Oprócz środka pola, Viola ma bardzo solidne wahadła (Lirola plus Biraghi), w ataku zasuwa Kouame i pyka Franck Ribery, w obronie utalentowany Nikola Milenković i bardzo solidny, wspomniany już German Pezzella. W bramce Bartłomiej Drągowski. Serio, to nie jest ekipa na dwunaste miejsce. 

Wiadomo, tak jak w przypadku Juventusu, ciężko zwalać całą winę na trenera Beppe Iachiniego, bo przecież sam siebie nie zatrudnił, potem sam siebie nie pozostawił na stanowisku. Jednak dajemy sobie rękę uciąć, iż z odrobinę lepszym szkoleniowcem o Fiorentinie mówiłoby się zupełnie w innym tonie. 

– Wydawało się, że gdy jesteś Fiorentiną, masz duże ambicje, zasobny portfel, chcesz się rozwijać i masz takiego szkoleniowca w zasięgu, to zwyczajnie go bierzesz. Podobno Rocco Commisso był zadowolony z tego, jak Iachini poradził sobie w zeszłym sezonie i chciał mu się odwdzięczyć za takie ogarnięcie Violi. Jeżeli ktoś trochę dłużej śledzi Serie A, to wie, jakim trenerem jest Beppe Iachini – osoba od ratowania, typowy strażak. W żadnym klubie nie stworzył nic długofalowego. Spinał defensywę, konsolidował zespół i zwykle jego ekipy wywalczały utrzymanie w lidze, a po sezonie odchodził. Myślałem, że znów tak będzie. A szkoda, bo Fiorentina ma kilku niezłych zawodników – Gaetano Castrovilli, Franck Ribery, wiekowy, ale nadal ma sporo do pokazania, Nikola Milenković, Erick Pulgar, którego jestem dużym fanem. Jest kim grać, nawet teraz przyszedł Callejon, natomiast nie wyglądało to absolutnie, poza pojedynczymi zrywami jak na przykład z Interem. Tam wynik dla Iachiniego nie był zły, ale pod względem gry przepaść. Murowanie pod własnym polem karnym i laga do przodu. Oczywiście, jest to jakiś pomysł, ale na pewno nie dla zespołu, który celuje w coś więcej niż tylko utrzymanie – o Fiorentinie opowiada Borkowski. 

Fot. PressFocus

Rocco Commisso, właściciel, popełnił błąd, podejmując decyzję o pozostawieniu Iachiniego na stołku, czego rezultatem niemrawy początek Violi i rozczarowująca pozycja w tabeli. W końcu miliarder powiedział dość i zwolnił Giuseppe, a zatrudnił dobrze znanego we Florencji Cesare Prandellego. I tu też, mając w pamięci przygodę ów trenera np. z Genoą, szału nie ma. 

Całą karierę Cesare Prandellego po euro w 2012 roku można określić jako bardzo słabą lub tragiczną. Nie spodziewam się, że będzie to wielka Fiorentina ani że nawiąże do tej z pierwszej kadencji Prandellego, gdy grali w Lidze Mistrzów, zajęli czwarte miejsce w lidze, walczyli z Bayernem. Kogoś musieli wziąć, bo zwolnili Iachiniego. Też nie było zbyt wielu kandydatur na rynku, ponieważ zarówno Sarri, jak i Spalletti mają obowiązujące wysokie kontrakty z odpowiednio Juventusem i Interem, z których nie chcą rezygnować. Prandelli zna ten klub od podszewki, do tego potrafi się dogadać z kibicami, piłkarzami i prezesami. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to jest szansa, że Cesare ten zespół scementuje – ocenia ekspert. 

*

Przed całą czwórką zespołów bardzo ważne tygodnie, które też pozwolą zweryfikować ich poszczególne cele. O ile w Fiorentinie wydaje się, że gorzej już po prostu być nie może, o tyle jak np. w przypadku Milanu – trzeba utrzymać tempo z początku. Ostatnie dwa mecze to remis z Hellasem i porażka z Lille w Lidze Europy. Rossoneri znów kreowali sobie sytuacje, ale tym razem rywale byli do bólu skuteczni, a ekipa Piolego wręcz przeciwnie. Juventus i Inter z kolei muszą się ogarnąć, jeśli chcą powalczyć o Scudetto, bo w czubie robi się niesamowity ścisk. 

Jakkolwiek spojrzeć, czekają nas bardzo ciekawe tygodnie na Półwyspie Apenińskim. 

DOMINIK KLEKOWSKI