Chiesa zaskoczył The Blues. Błyskawiczna bramka dała Juve trzy punkty

Share on facebook
Share on twitter
chiesaj

Po wtorkowym „Oil Clasico” nadszedł czas na kolejny szlagier 2. kolejki najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywek klubowych. Naprzeciwko armii Massimiliano Allegriego stanęli zwycięzcy poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. W szeregach gości zabrakło jednak najważniejszego ogniwa, a więc N’golo Kante. Absencja Francuza była widoczna gołym okiem, a na defensywę Chelsea rekordowo szybko na początku drugiej części spotkania znalazł receptę znakomity Federico Chiesa.

W pierwszych minutach oba zespoły wyglądały nieco pasywnie. Pierwsze realne zagrożenie stworzyli sobie piłkarze z Londynu. Niebezpiecznie z dystansu w 7. minucie spotkania po sprytnym rozegraniu rzutu rożnego uderzył Lukaku, ale Wojtek Szczęsny zachował spokój i należytą czujność. Powoli jednak piłkarze The Blues wypracowywali sobie przewagę nad włoskim zespołem, pozwalając mu jedynie na sporadyczne kontrataki. Podopieczni Tuchela mądrze ustawiali się w defensywie i czyhali tylko na błędy Bianconerich.

Jednocześnie im samym zdarzało się czasem popełniać gafy. Bardzo nerwowo grali hiszpańscy wahadłowi Chelsea – Cesar Azpilicueta oraz Marcos Alonso. Szczególnie ten drugi raz po raz notował straty, zarobił żółtą kartkę, a poza tym nie miał większego pomysłu na grę. Jego wrzutki w pole karne z łatwością blokowali defensorzy Juve i tym samym rozpoczynali zabójcze kontry. Jedna z nich mogła zakończyć się powodzeniem, ale Rabiot w sytuacji dwóch na jednego za mocno podał do wychodzącego na czystą pozycję Federico Chiesy. Włoch miał jeszcze jedną sytuację, gdy po przejęciu piłki przeszarżował pół boiska i znalazł się oko w oko z golkiperem Chelsea, ale jego strzał z ostrego kąta w końcowym rozrachunku otarł się tylko o słupek. Była to z całą pewnością najgroźniejsza okazja w pierwszej części spotkania.

Druga odsłona rozpoczęła się za to zgoła inaczej. Chelsea praktycznie nie zdążyła jeszcze wyjść z szatni i od razu dostała bramkę. Chiesa, który w pierwszych czterdziestu pięciu minutach przegrał pojedynek z Mendym, urwał się obrońcom i dziesięć sekund po gwizdku sędziego mocnym, precyzyjnym strzałem w okienko zaskoczył senegalskiego bramkarza. Jednym słowem – wymarzona rehibilatacja skrzydłowego Juve i świetna asysta, której autorem był drugi Federico, a mianowicie Bernardeschi.

Co ciekawe, zdobyta bramka mogła szybko odbić się czkawką. Rozsierdzona Chelsea zaczęła atakować coraz groźniej, a i Juventus w obronie nie był aż tak pewny jak dotychczas. Mało brakowało, a Locatelli mógł pokonać Szczęsnego i zanotować tym samym trafienie samobójcze, ale na szczęście dla kibiców Bianconerich piłka minęła lewy słupek bramki i skończyło się finalnie tylko na kornerze, z którego i tak nic większego nie wyniknęło.  

W dalszym ciągu grę prowadzili gracze Allegriego, ale goście nie mieli zamiaru się poddawać. Thomas Tuchel wprowadził w 62. minucie na boisko trzech młodych, dynamicznych zawodników, którzy mieli za zadanie wprowadzić odrobinę świeżości z przodu. Nie można jednak w takich momentach zapominać i o obronie, o czym The Blues szybko mogli się przekonać. Fatalnie jednak z kilku metrów przestrzelił Bernardeschi i po chwili został zdjęty z boiska, a w jego miejsce wszedł Szwed, Dejan Kulusevski.

I choć Chelsea starała się doprowadzić do remisu ze wszystkich sił, ta sztuka niestety im się nie udała. Najbliżej strzelenia bramki byli „Big Rom” i Kai Havertz, ale zarówno Belg, jak i Niemiec najzwyczajniej w świecie nie zdołali wstrzelić się w bramkę, której dzielnie przez ponad dziewięćdziesiąt minut strzegł Wojtek Szczęsny. Polak zachował czyste konto i udowodnił, że po kilku słabszych spotkaniach nadal należy mu się miejsce między słupkami Juve.

Juventus Turyn – Chelsea Londyn 1:0 (0:0)

Bramki: Chiesa 46’

Juventus: Szczęsny – Sandro, de Ligt, Bonucci, Danilo – Rabiot (77. McKennie), Bentancur (83. Chiellini), Locatelli, Cuadrado – Bernardeschi (66. Kulusevski), Chiesa (78. Kean)

Trener: Massimiliano Allegri

Chelsea: Mendy – Rudiger, Silva, Christensen (75. Barkley) – Alonso (46. Chilwell), Jorginho (62. Chalobah), Kovacic, Azpilicueta (62. Loftus-Cheek), Havertz, Ziyech (62. Hudson-Odoi) – Lukaku

Trener: Thomas Tuchel

Żółte kartki: Cuadrado -Alonso, Ziyech, Rudiger

Sędzia: Jesus Gil Manzano

Piotr Sornat

Fot. Squawka