Być albo nie być, czyli zapowiedź Finału Pucharu Polski

Puchar Polski

Piątkowy mecz pomiędzy Pogonią Szczecin a Legią Warszawa odpowie kibicom obu ekip na bardzo ważne pytania. Po pierwsze – czy Portowcom uda się w końcu sięgnąć po trofeum? A po drugie – czy w przyszłym sezonie zobaczymy Wojskowych w europejskich pucharach?


Jedno jest pewne – oba zespoły mają coś do udowodnienia i oba zrobią wszystko, żeby ten puchar zdobyć. Szczecinianie przede wszystkim muszą odpokutować się fanom za poprzednią majówkę, bo ta z pewnością nie należała do najlepszych. Większości, która była wówczas w Warszawie, ale i oglądała te zmagania przed telewizorami, w głowie nadal siedzi gol Angela Rodado na wagę zwycięstwa, strzelony w 93. minucie. Od tamtej, pamiętnej porażki w Finale Fortuna Pucharu Polski, słynna łatka “zero tituli” coraz bardziej zaczęła uwierać granatowo-bordową skórę. Przecież miniony sezon był idealnym momentem, by jej się pozbyć, a razem z nią, memów z pustą gablotką. Nie dość, że Pogoń była pewna siebie, bo przecież grała z pierwszoligowcem, to na dodatek dostała baty na własne życzenie. Znowu. Wprawdzie, był to już czwarty raz w historii, kiedy zespół z Pomorza Zachodniego został finalistą tych rozgrywek (1981, 1982, 2010, 2024). Niestety za drugie miejsca pucharów nie dają. A szkoda, bo Pogoń na pewno zdołałaby pozbyć się wówczas swojej łatki. Kilka „tituli” to już coś.


Legia natomiast nie musi się wstydzić swojej historii. Piętnaście Mistrzostw kraju i dwadzieścia Pucharów Polski to coś, o czym ekipa ze Szczecina może póki co pomarzyć. Ale nie samą historią człowiek żyje. Dla stołecznego klubu to przecież szansa na dwudzieste pierwsze zwycięstwo w tych rozgrywkach. Ostatnie miało miejsce 2 lata temu, w 2023 roku, kiedy to podopieczni Kosty Runjaicia, po 120. minutach gry nie zdołali oddać celnego strzału na bramkę Rakowa Częstochowa, ale i tak sięgnęli po Puchar w serii jedenastek. Oczy krwawiły wówczas zarówno kibicom Medalików, jak i Wojskowych. Ale liczy się zwycięstwo, a to Legii udało się osiągnąć. Tak, jak udało się wywalczyć awans do finału tegorocznej edycji. Dzięki zajęciu miejsca w top 3 na koniec poprzedniego sezonu Ekstraklasy, Legioniści swoją przygodę z Pucharem Polski rozpoczęli dopiero w 1/16, gdzie pokonali na wyjeździe Miedź Legnicę 2:1. Potem pewnie wygrali z ŁKS-em Łódź 3:0, czym zapewnili sobie ćwierćfinał, w którym zmierzyli się z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok. Podopiecznym portugalskiego szkoleniowca udało się ograć zespół Adriana Siemieńca 3:1, a kolejno w półfinale zdemolować Ruch Chorzów aż 5:0.


Dla zespołu ze stolicy, mecz ten jest o tyle ważny, że w lidze Legia nie ma zbyt dużych szans na europejskie puchary. Zajmuje na ten moment dopiero piątą lokatę, z dorobkiem pięćdziesięciu punktów. Do miejsca premiującego grę w Europie, na którym obecnie zasiada Jagiellonia Białystok, brakuje im zatem pięciu oczek. Triumf w Pucharze Polski jest więc dla Warszawiaków rzeczą niezwykle istotną. Jak wiadomo, zwycięzca tych rozgrywek, oprócz nagrody pieniężnej w wysokości pięciu milionów złotych, dostanie też możliwość gry w eliminacjach do Ligi Europy, a tego nie gwarantują nawet miejsca 2-3 w ligowej tabeli.


Pogoń z kolei na puchary w przyszłym sezonie ma jeszcze szansę, bo strata do Jagi to w ich przypadku jedynie dwa punkty. Nie zmienia to jednak faktu, że Portowcy za wszelką cenę muszą wymazać z pamięci kibiców obraz ubiegłorocznego blamażu, a jedynym sposobem, żeby to zrobić, jest wygranie piątkowego spotkania. W końcu do pięciu razy sztuka.


Legia Warszawa do tego meczu podchodzi z trzema zwycięstwami z rzędu, (GKS Katowice 3:1, Lechia Gdańsk 2:1, Chelsea FC 2:1) w tym jednym na poziomie ćwierćfinału Ligi Konferencji. Legioniści, co prawda drugi mecz z londyńskim zespołem wygrali, ale porażka (0-3) w pierwszym spotkaniu przesądziła o wyniku końcowym. Tak czy siak, na przygodę warszawskiego klubu w tej edycji europejskich pucharów, trzeba patrzeć z podziwem. W końcu, razem z Jagiellonią powtórzyli pamiętny ćwierćfinał Lecha z Fiorentiną (sezon 2022/23) i nabili sporo punktów w rankingu UEFA. Inaczej ma się sytuacja w tabeli ligowej, bo tam Legia zajmuje dopiero 5. miejsce, co jak na standardy tego klubu, jest dla kibiców lekkim zdziwieniem. Przez grę na kilku frontach, podopieczni Goncalo Feio ewidentnie nie byli dobrze przygotowani do niektórych spotkań, a najbardziej dotkliwą porażkę w tym sezonie zaliczyli akurat podczas wizyty w Poznaniu, przy okazji „Derbów Polski” (2:5).


Wojskowi nie mają też zawodnika, który znacząco wybija się ponad wszystkich jeśli chodzi o strzelanie bramek. Najwięcej goli w Ekstraklasie uzbierali: Bartosz Kapustka (9) i Marc Gual (8). Potem ex aequo
Ilya Shkurin i Luquinhas (6), przy czym Brazylijczyk jest najlepszym strzelcem Legii w tej edycji Ligi Konferencji (5). Dla porównania, najskuteczniejszym graczem Pogoni jest Efthymios Koulouris, który w tym sezonie jest niekwestionowanym liderem klasyfikacji strzelców Ekstraklasy, z dorobkiem 25. bramek. Grek rozgrywa swój sezon życia, więc kibice z pewnością liczą na to, że w piątek przypieczętuje on swoją genialną dyspozycję.


Portowcy natomiast, na ostatnie pięć meczów przegrali tylko jeden (Piast Gliwice 1:2), a pozostałe wygrali (Puszcza Niepołomice 5:4, Raków Częstochowa 1:0, GKS Katowice 4:0, Puszcza 3:0). Ich droga do finału Pucharu Polski nie była co prawda tak kręta i zawiła, jak rok temu, ale nadal, ekipa Roberta Kolendowicza, musiała zacięcie powalczyć. Zaczynając od wygranej w Rzeszowie ze Stalą 3:0, przez zwycięskie męczarnie z Odrą Opole (1:0 po dogrywce), rollercoaster z Zagłębiem Lubin (4:3), aż po niezwykle trudny ćwierćfinał z Piastem Gliwice i łagodne zwycięstwo na koniec z Puszczą Niepołomice (3:0).


Mimo wszelkiego rodzaju perturbacji, związanych z chociażby brakiem wynagrodzeń dla piłkarzy, długami i istną „sagą właścicielską”, Pogoń w dalszym ciągu zajmuje czwarte miejsce w ligowej tabeli, z przewagą trzech punktów nad Legią Warszawa. Miejsce poza podium rzecz jasna nic Dumie Pomorza nie daje, więc oczywistym jest, że wszystkie działa skierowane są na PGE Narodowy.


Ostatnie pięć spotkań pomiędzy tymi drużynami to dwa remisy i tyle samo zwycięstw Portowców. Legia na przestrzeni tego czasu triumfowała za to tylko raz. Biorąc pod uwagę ostatnie dziesięć takich rywalizacji: czterokrotnie padał remis, cztery razy zwycięsko wychodziła Duma Pomorza, a tylko dwukrotnie zwyciężali Wojskowi. W tym wypadku, faworytem bukmacherów jest drużyna z Warszawy, która, grając w swoim mieście, będzie miała na trybunach zapewne więcej kibiców i postara się tę przewagę przekuć na triumf. O tym, czy Robert Kolendowicz wypełni w końcu lukę w gablocie Portowców, czy może to Goncalo Feio zdobędzie swoje pierwsze trofeum w roli trenera Legionistów, przekonamy się już 2 maja w Warszawie.


Pierwszy gwizdek sędziego Szymona Marciniaka już o 16:00. Arbitrowi z Płocka pomogą Adam Kupsik, Bartosz Heinig i Wojciech Myć, a w wozie VAR zasiądą Piotr Lasyk i Marcin Borkowski.


Adam Zaborowski