Brzęczek musi odejść! Holendrzy górą

Share on facebook
Share on twitter
2020.11.18 Chorzow
Pilka nozna kadra reprezentacja Polski UEFA Liga Narodow
Polska - Holandia
N/z Emocje reakcja Jerzy Brzeczek
Foto Lukasz Sobala / PressFocus

2020.11.18 Chorzow
Football UEFA Nations League
Poland - Netherlands
Emocje reakcja Jerzy Brzeczek
Credit: Lukasz Sobala / PressFocus

Po ostatniej porażce z Włochami (0:2) reprezentanci Polski przystępowali do ostatniego spotkania w Lidze Narodów w burzliwych nastrojach. Styl gry Polaków w Reggio Emilia pozostawiał wiele do życzenia, choć w wywiadach wszystko starał się tłumaczyć Jerzy Brzęczek. Mecz z Holandią miał rozwiać wszelkie wątpliwości związane z posadą naszego selekcjonera.

Od pierwszych minut biało-czerwoni starali się przejąć inicjatywę i rozpocząć mecz z wysokiego „C”. Namiastkę tego dawały akcje oskrzydlające – bardzo aktywni byli nasi boczni pomocnicy, a więc Płacheta i Jóźwiak. Drugi już w 5. minucie znakomicie wyprzedził Klaassena na lewej flance i pokonując dobre kilkadziesiąt metrów sam wykończył akcję. Piłka, mimo że strzał był dość lekki, odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki. Był to pierwszy gol zawodnika Derby County w jego dziewiątym meczu w narodowej reprezentacji.

Holendrzy natychmiastowo przystąpili do kontrataków. Groźnie w polu karnym Polaków zrobiło się jeszcze przed upływem pierwszego kwadransu gry, a swoje okazje mieli Wijnaldum, Klaassen oraz Malen. W każdym przypadku brakowało odpowiedniego wykończenia. Trzeba przyznać, że zostawialiśmy Holendrom wiele swobody, ale również i nasi rywale nie strzegli się błędów. Nadal aktywność naszych skrzydłowych stała na bardzo wysokim poziomie, a blisko bramki był Płacheta, który pomylił się dosłownie o centymetry i trafił w słupek.

Przemek próbował dalej – pomocnik Norwich zdecydowanie w pierwszej połowie miał najbardziej widoczny ciąg na bramkę Krula. Często pokazywał się kolegom z drużyny w prawym sektorze boiska, ale też schodził do środka pola i strzelał z dystansu. W zespole holenderskim śmiało można w ten sam sposób wyróżnić Stengsa. Młody, 21-letni gracz AZ Alkmaar co prawda nie strzelał tyle co Płacheta, ale był ważnym ogniwem w drużynie – często starał się szybko rozgrywać oraz dośrodkowywać futbolówkę w pole karne.

W przerwie miała miejsce bardzo ciekawa zmiana – w miejsce Roberta Lewandowskiego trener wprowadził Krzysztofa Piątka. Ci uważniejsi już w pierwszych 45-ciu minutach mogli zauważyć na niektórych przebitkach, że w relacji Brzęczek-Lewy jest coś na rzeczy. Widać było po napastniku Bayernu Monachium, że nie bardzo miał ochotę do gry i wyższego pressingu. Nasz kapitan skupiał się głównie na ustawianiu kolegów z drużyny. Można po części to zrozumieć, zwłaszcza po roli jaką Robert odgrywa w reprezentacji, ale koniec końców sama jego obecność w pierwszej jedenastce nie zwalnia go z brania czynnego udziału w grze.

Wejście Piątka nieco ożywiło grę Polaków. Tuż po starcie drugiej części spotkania Polacy rzucili się do szaleńczej kontry – Piątek zagrywał do Zielińskiego, a pomocnik Napoli do najlepszego zawodnika pierwszej połowy, czyli Płachety. Były zawodnik Śląska Wrocław niestety przestrzelił, może i dlatego, że oddawał strzał swoją gorszą, prawą nogą.

Kolejne minuty upływały pod znakiem niezwykle niebezpiecznych prób Holendrów – czy to ze stałych fragmentów gry czy z akcji. Swoich okazji szukali głównie zawodnicy ze szpicy, czyli Malen i Depay. Polaków ratowały interwencje Łukasza Fabiańskiego, ale też nierzadko odgwizdywane pozycje spalone czy nawet obramowanie bramki. Wraz ze zbliżaniem się ostatniego gwizdka sędziego rosła przewaga Holendrów, którzy dostali od sędziego z Izraela również rzut karny. Bednarek przytrzymywał jednego z przeciwników i arbiter wskazał na wapno. Z jedenastu metrów nie pomylił się Memphis Depay, który można śmiało powiedzieć – dopiął swego, bo jego trafienie po prostu wisiało w powietrzu.

Zmiany wprowadzane przez trenera de Boera momentalnie paraliżowały ustawienie Polaków i tak w 85. minucie po wejściu na boisko kolejnego napastnika, występującego na co dzień w Sevilli de Jonga, rywale wyszli na prowadzenie po strzale głową Wijnalduma z rzutu rożnego. Pomocnika Liverpoolu nie upilnował Piątek, który nie oszukujmy się – poza kilkoma akcjami nie odznaczał się niczym szczególnym i nie błyszczał tak jakbyśmy wszyscy chcieli. Było to ostatnie trafienie w tym spotkaniu i ustaliło jego wynik.

Mówiąc całkowicie szczerze – graliśmy bardzo dobrze do pewnego momentu. Rezerwowi, których wprowadził Brzęczek nieco zmienili nasze ustawienie. Zabrakło prawdziwego powiewu świeżości i jakości jaka biła np. od Przemysława Płachety, Kamila Jóźwiaka czy Mateusza Klicha. Niepokojąco wyglądają również kontakty Lewandowskiego z trenerem. Czy to oznacza, że to już koniec przygody „Wuji” w kadrze? Wszystko wskazuje na to, że jak najbardziej tak.

Polska – Holandia 1:2 (1:0)

Polska: Fabiański – Reca (81. Rybus), Bednarek, Glik, Kędziora – Krychowiak (71. Linetty), Klich, Jóźwiak, Zieliński (71. Moder), Płacheta (75. Grosicki) – Lewandowski (46. Piątek)

Trener: Jerzy Brzęczek

Holandia: Krul – Van Aanholt (70. Wijndal), Blind (84. L. de Jong), de Vrij, Hateboer (57. Dumfries) – F. de Jong, Wijnaldum, Klaasen (70. van de Beek) – Malen, Depay, Stengs (70. Berghuis)

Trener: Frank de Boer

Żółte kartki: Krychowiak, Bednarek, Jóźwiak

Sędzia: Omel Grinfeld (Izrael)

Piotr Sornat