Bolesna wpadka Wisły Płock. „Nie wieszajmy piłkarzy na krzyżu”

Mariusz Misiura

W niedawnym wywiadzie dla naszego portalu Dominik Kun przekonywał, że Wisła Płock musi do samego końca wywierać presję na przewodzące w tabeli Betclic 1. Ligi Bruk-Bet Termalicę oraz Arkę. I rzeczywiście tak było, aż do niespodziewanej porażki u siebie ze Zniczem Pruszków 2:3. Trener Mariusz Misiura po ostatnim gwizdku sędziego przestrzegał przed „krzyżowaniem” jego podopiecznych, gwarantując dalszą walkę o awans do PKO BP Ekstraklasy.

Murowanym faworytem poniedziałkowego starcia zamykającego 29. kolejkę była Wisła. I kiedy Jimemez Rodriguez już w 8 minucie wyprowadził swój zespół na prowadzenie wydawało się, że wszystko potoczy się zgodnie z przewidywaniami. Kolejne trzy ciosy wyprowadzili jednak przyjezdni (dwa przed przerwą i jeden po zmianie stron). Nafciarze długo bili głową w mur i dopiero w 90 minucie Nemanja Mijušković zdołał umieścić piłkę w bramce Znicza. Na wywalczenie choćby punktu było już jednak za późno.

Po ostatnim gwizdku sędziego załamani piłkarze w niebieskich strojach padli na murawę, nie dowierzając, że ulegli zdecydowanie niżej notowanemu rywalowi. Zdawali sobie przy tym sprawę, że porażka ta zmniejszyła ich szanse na bezpośredni awans niemal do zera. Trener Misiura również nie krył rozczarowania, lecz ani myśli tracić wiary w swoich podopiecznych.

„Na tym właśnie polega piękno sportu, że wynik nie zawsze odzwierciedla przedmeczowe przewidywania. Inaczej byłoby po prostu nudno i smutno. Teraz właśnie jest kluczowe, jak my na tę porażkę zareagujemy. Wierzę w to, że w szatni mamy grupę wojowników z dużym charakterem, którzy będą cierpieć z powodu tej porażki, ale już od jutra ci zawodnicy, którzy będą zdrowi i dostępni, będą chcieli przygotować się jak najlepiej pod kątem kolejnego meczu” – powiedział na gorąco po spotkaniu szkoleniowiec Nafciarzy.

Porażka ze Zniczem jest o tyle zaskakująca, że Wisła bardzo dobrze spisywała się dotąd na Orlen Stadionie. Pod tym względem ustępuje w 1. Lidze jedynie Arce Gdynia. Podopieczni trenera Misiury spośród 54 punktów aż 31 wywalczyli w meczach u siebie.

Kibice śledzący na bieżąco rozgrywki pierwszoligowe pamiętają jednak, że atut własnego boiska nie zawsze jest w pełni wykorzystywany przez drużyny grające w barażach. Dwa lata temu boleśnie przekonała się o tym Bruk-Bet Termalica, a przed rokiem Arka (obie przegrały decydującą batalię o ostatnie miejsce gwarantujące awans). Szkoleniowiec płocczan nie zamierza jednak sugerować się nie tak odległą przeszłością.

„Uważam, że atut własnego boiska bardzo pomaga i my chcemy grać jak największą ilość meczów u siebie, również ze względu na naszych kibiców. Nie wierzę w różnego rodzaju zabobony. Obaliliśmy już różnego rodzaju przepowiednie oraz mity. Jeżeli zagramy w barażach, to tak, jak w żużlu wybiera się najlepszy dla siebie tor, tak ja biorę trzecie miejsce w tabeli, które oznacza grę u siebie.” – zdradził swoje preferencje trener Misiura.

W drużynie Nafciarzy z pewnością nie zabraknie determinacji i nie chodzi wyłącznie o sportową złość, jaką każdy odczuwa po porażce. W szeregach Wisły znajduje się bowiem kilku piłkarzy, którzy urodzili się w Płocku i wciąż stanowią istotne ogniwa w układance trenera Misiury. Należą do nich przede wszystkim Bartłomiej Gradecki, Fabian Hiszpański oraz Łukasz Sekulski. Ten ostatni może liczyć na szczególny kredyt zaufania ze strony 43-letniego szkoleniowca.

„Zobaczmy, że dziś trzymałem Łukasza na boisku, bo w niego wierzyłem. Chciałbym mieć na murawie właśnie takich zawodników w decydujących momentach, kiedy wiem, że będziemy gnietli przeciwnika i będzie dużo piłek posyłanych w pole karne. Jest to człowiek, który nie boi się wziąć odpowiedzialności na siebie i rzeczywiście walczył o te sytuacje, „rozbijał się”, był dobrze kryty przez obrońców” – kończy trener płocczan.

Do zakończenia rozgrywek pozostały jeszcze cztery kolejki, a w nich Nafciarze zmierzą się z drużynami, które walczą o strefę barażową lub aktualnie się w niej znajdują. Pojedynki z Wisłą Kraków (w), Arką Gdynia (d), Górnikiem Łęczna (w) oraz Miedzią Legnica (d) z pewnością nie będą należeć do łatwych, jednak jeśli chce się awansować do Ekstraklasy, trzeba wpierw stawić czoła najlepszym na jej zapleczu. W Płocku zdają sobie z tego sprawę, dlatego na finiszu sezonu możemy oczekiwać sporych emocji w meczach z udziałem Wisły.

Laura Tomczyk