Nie ma chyba lepszego sposobu na rozpoczęcie soboty niż mecz lidera z drugim zespołem w tabeli Premier League. A właśnie to czeka nas już dzisiaj! O 13:30 Manchester City ugości na Etihad Stadium ekipę Chelsea!
Dla The Blues będzie to okazja do zmniejszenia straty punktowej, aby realnie zacząć marzyć o tym, że uda się jeszcze dogonić drużynę z Manchesteru i powalczyć z nią o mistrzostwo Anglii. Obywatele z kolei mają szansę do zwiększenia swojej przewagi i najprawdopodobniej wyeliminowania Chelsea z wyścigu mistrzowskiego. Może to też być swoisty rewanż za finał Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu, który przegrali 0:1.
Chelsea chce pokazać, że nadal liczy się w walce o tytuł
Drużyna Thomasa Tuchela ostatnimi czasy ma swoje problemy. Niefortunny wywiad Romelu Lukaku, przedłużające się negocjacje kontraktowe z niektórymi zawodnikami, paru graczy wyrażających chęci odejścia z klubu i sporo pechowych remisów w grudniu. To wszystko nie napawało optymizmem na nowy rok fanów londyńskiej ekipy. Pomimo temu niemieckiemu szkoleniowcowi udało się podnieść drużynę. Dobitnym pokazem tego, że Chelsea wstaje z kolan, jest zremisowane 2-2 spotkanie z Liverpoolem na początku tego roku. Wykazali się w tym spotkaniu ogromnym zaangażowaniem i nie poddali się, gdy przeciwnicy prowadzili dwiema bramkami. Co pokazuje, że Tuchel potrafi zmotywować swoich zawodników na najważniejsze momenty sezonu. Niedawno w dobrym stylu wygrali oba spotkania pucharowe z Tottenhamem i awansowali do finału EFL Cup.
Co prawda Chelsea wciąż daleko do dyspozycji z początku sezonu, ale po chwilowym kryzysie forma zdaje się wracać do normy. Natomiast pojawiły się inne kłopoty. The Blues zmagają się obecnie z wieloma kontuzjami, a na dodatek zespół opuścił Edouard Mendy, który udał się na Puchar Narodów Afryki. Nadal niedostępni są również Reece James oraz Ben Chilwell, co uderza w największy atut drużyny Tuchela, czyli wahadła. Jeśli Niemiec zdecyduje się nie zmieniać systemu, to na mecz z City z lewej strony z pewnością zobaczymy Marcosa Alonso. Natomiast drugą flankę obsadzi ktoś z trójki Azpilicueta, Pulisic lub Hudson-Odoi. Żaden z tych piłkarzy nie jest naturalnym wahadłowym, co jest sporym osłabieniem. Można założyć, że właśnie tą stroną głównie atakować będą podopieczni Pepa Guardioli.
City musi po prostu zrobić swoje
W zupełnie innej sytuacji znajdują się obecnie gospodarze jutrzejszego starcia. Manchester City ostatni mecz ligowy przegrał w październiku, a w grudniu wygrał wszystkie swoje mecze, oprócz starcia w Lidze Mistrzów z Lipskiem. Pep Guardiola nie może też zbytnio narzekać na kontuzje. Większość piłkarzy pierwszego zespołu jest zdrowa, a do Afryki wyjechał tylko Riyad Mahrez. Nawet brak tak ważnego skrzydłowego nie jest problemem, ponieważ ostatnio do dobrej formy wraca Raheem Sterling i z pewnością godnie zastąpi Algierczyka. Największą „wpadką” Manchesteru City w ostatnim okresie jest stracenie trzech goli z Leicester, jednak to, że minusów w grze zespołu szukamy, gdy ten strzela sześć goli, dużo mówi o ich obecnej dyspozycji. Mają już za sobą pierwszy trudny test w tym roku – spotkanie wyjazdowe z Arsenalem. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, zespół Guardioli uratował Rodri, który zapewnił swoim strzałem trzy punkty ekipie lidera. Manchester City jest obecnie uznawany za jeden z najlepszych zespołów globu i swoimi świetnymi występami stale to potwierdza.
W przeciwieństwie do stołecznej Chelsea, mają oni do dyspozycji swojego podstawowego prawego obrońcę, który jednocześnie jest jednym z ich najlepszych zawodników. Pomimo grania w defensywie, wiele akcji bramkowych City przechodzi właśnie przez Joao Cancelo. Przygasł za to inny Portugalczyk, Bernardo Silva. Przez długi okres to on był najjaśniejszym punktem w układance Guardioli, ale od sześciu ligowych spotkań nie zanotował ani jednej asysty, ani nie strzelił żadnego gola. Trzeba powiedzieć sobie jasno, że to nie indywidualności błyszczą w drużynie „The Citizens”. Na dobre wyniki składa się wiele czynników, a zawodnicy wspólnie grają piękną piłkę i świetnie się dopełniają.
Najbliższe spotkania mogą wyłonić mistrza
Manchester City jest najrówniejszym zespołem z czołowej trójki w Premier League. Prezentują stabilną formę i pewnie kroczą po kolejne, już czwarte za kadencji Guardioli trofeum mistrza Anglii. Jeśli wygrają z Chelsea, to będą mieli aż 13 punktów przewagi nad drugim miejscem. Oczywiście w wyścigu liczy się jeszcze Liverpool, który ma dwa zaległe mecze. Wydaje się, że jest to niezła pozycja do gonienia i nadrabiania strat, jednak trzeba zaznaczyć, że najbliższe spotkania The Reds będą rozgrywać bez Sadio Mane oraz Mohameda Salaha, co już bardziej komplikuje sprawę. W najgorszym wypadku City będzie miało pięć „oczek” przewagi nad drugim Liverpoolem (jeśli ten wygra swoje zaległe spotkania). Jest to najgorszy scenariusz, a i tak mieliby wtedy całkiem komfortową przewagę. Jeśli natomiast zdobędą w sobotę trzy punkty, a Liverpool się potknie, to kibice z niebieskiej części Manchesteru mogą już powoli chłodzić szampany na mistrzowską fetę. Z kolei, jeśli The Blues chcą jeszcze pomarzyć o mistrzostwie, to koniecznie muszą wyjść dzisiaj z bojowym nastawieniem i dać z siebie na boisku 100%, a może nawet i więcej.