Bezlitosny lider. Lech Poznań UAM przegrywa u siebie z Górnikiem Łęczna

fot. Igor Dziedzic

Lech Poznań UAM drugi sezon w Orlen Ekstralidze Kobiet zaczął w kratkę. Piłkarki Kolejorza zainaugurowały rozgrywki od wyjazdowej wygranej 2:0 z beniaminkiem Ślęzą Wrocław. Później przyszła jednak bolesna domowa porażka 0:5 z GKS-em Katowice, a następnie przegrana 3:4 po dreszczowcu z Legia Ladies. Drugie domowe spotkanie dla podopiecznych Alicji Zając jawiło się jako niemniej trudne wyzwanie niż starcie z GieKSą. Do Plewisk przyjechał bowiem Górnik Łęczna, któremu komplet zwycięstw po trzech kolejkach zagwarantował pozycję lidera.

W minionych rozgrywkach piłkarki z Łęcznej musiały obejść się smakiem medali choćby z brązowego kruszcu. Zielono-czarne uzbierały bowiem punkt mniej niż trzeci GKS Katowice. Trudno więc o lepszą definicję sportowej złości niż początek sezonu w wykonaniu klubu z Lubelszczyzny. Determinację w wykonaniu podopiecznych Piotra Mazurkiewicza było widać od pierwszych minut, gdy konsekwentnym wysokim ustawieniem zamykały lechitki na własnej połowie. Zeszłoroczny beniaminek starał się konsekwentnie budować akcje od własnej bramki, ale miał olbrzymie problemy z przeniesieniem ciężaru gry na połowę rywalek. 

Zdecydowane wejście w mecz szybko spłaciło się przyjezdnym. W dziewiątej minucie zebrały górną piłkę, opanowała ją Julia Jędrzejewska i płaskim strzałem przy słupku tuż zza pola karnego pokonała Jagodę Sapor, która tego dnia miała dużo pracy. W drugim pojedynku ze snajperką Górnika pod koniec pierwszej połowy okazała się bowiem lepsza, broniąc kolejny niebezpieczny strzał po ziemi, tym razem z pola karnego. Jeszcze przed zejściem do szatni skapitulowała jednak po raz drugi. Tym razem to przyjezdne posłały górne podanie na prawe skrzydło, gdzie rozpędziła się Inez Sikora, po czym wpadła w „szesnastkę” i wystawiła piłkę do Jędrzejewskiej, która w takiej formie nie mogła się pomylić. Pozyskana latem ze Śląska Wrocław zawodniczka w ten sposób zdobyła bramkę w trzecim meczu z rzędu, a szóstą w całym sezonie. Chociażby w poprzedniej kolejce popisała się hat-trickiem w wygranym 5:1 meczu z Rekordem Bielsko-Biała.

Schodząc do szatni Poznanianki mogły czuć rozgoryczenie. Parę minut przed stratą drugiego gola Oliwia Związek znalazła się za linią obrony Górnika i ruszyła do sytuacji sam na sam. Zanim zbliżyła się do pola karnego, ku wściekłości gospodarzy został odgwizdany spalony. Napastniczka pozbawiona w tym spotkaniu klarownych sytuacji strzeleckich wprawdzie wyraźnie stała za rywalkami, ale piłka, którą zdołała opanować, trafiła do niej bezpośrednio po wybiciu z autu bramkowego, a w takiej sytuacji spalony nie powinien być odgwizdany. Powodów do złości dostarczał lechitkom też fakt, że nie potrafiły realnie zagrozić bramce strzeżonej przez Natalię Piątek. Górnik dobrą organizacją nie pozwolił na konstruowanie licznych płynnych ataków więc zawodniczki Alicji Zając parę razy próbowały strzałów z dystansu, ale albo przelatywały one poza światłem bramki, albo nie były dostatecznie precyzyjne i silne, by zmusić kapitankę gości do wysiłku.

Po trudnym pierwszym kwadransie zawodniczki Kolejorza oddaliły ciężar gry od własnej bramki, ale musiały zachowywać czujność, bo rywalki ustawiły się w średnim bloku tak, by nie dać się zepchnąć pod własne pole karne i jednocześnie móc wyprowadzać sprawne szybkie ataki. Po przerwie Łęcznianki zafundowały lechitkom równie nieprzyjemny początek, co w pierwszej połowie. W 48. minucie Sapor wyciągnęła się przy strzale z rzutu wolnego, zbijając piłkę na poprzeczkę, ale przy dobitce Małgorzaty Mesjasz była bezradna. Parę minut później utrzymała jeszcze swój zespół przy życiu, zatrzymując w jednej akcji dwa strzały Roksany Ratajczyk, a w innej sytuacji wybroniła strzał z przewrotki Charlotte Cromack. 

W dalszej części spotkania napór lidera tabeli, który tym występem utrzymał swój status nie był już tak mocny, a reszta drugiej połowy przybrała podobny obraz, co przed przerwą. –  Twierdzę jako trener, że to nie był najlepszy mecz Górnika Łęczna, pomimo tego, że wygraliśmy. Dziewczyny rzeczywiście zostawiły, tak jak w każdym meczu, dużo ambicji, takich cech wolicjonalnych, ale one same po meczu mówiły: „Trenerze pierwsza połowa to rzeczywiście nie była najlepsza”. Zwróciłem w przerwie uwagę na to, że tak Górnik Łęczna nie gra – stwierdził Piotr Mazurkiewicz, komplementując również zespół rywali: – Lech jest młodym zespołem. Uczulałem, że młodość ma to do siebie, że jest niekonwencjonalna. Troszeczkę czasami jest takiego chaosu i szaleństwa. Ale jeśli chodzi o umiejętności indywidualne, to przypuszczam, że dwa-trzy lata, jeśli się utrzyma kształt tego zespołu, to spokojnie będzie walczył o czołówkę – ocenił. Pomimo uwag szkoleniowca, piłkarki Górnika Łęczna potwierdziły, że zasługują na fotel lidera na początkowym etapie rozgrywek, zgłaszając ambicje, by powrócić na ligowe podium po trzech sezonach przerwy.  

Pierwsze cztery kolejki zwiastują, że dla Lecha Poznań walka o takie cele to melodia przyszłości, sięgająca dalej niż kampania 2026/2027. – Jest to zespół bardzo doświadczony i też transfery, które zrobili – reprezentantki Polski czy to kadr młodzieżowych, czy nawet pierwszej drużyny. Gosia Grec wchodząca w drugiej połowie, no to są nazwiska, które my dopiero budujemy. Wierzę, że one kiedyś będą tymi doświadczonymi i w takich meczach będą rywalizować, i to one będą po prostu zawodnikami lepszymi. Wiemy, że na to trzeba czasu, jest to młody zespół i cierpliwie, cierpliwie będziemy szukać swoich punktów w kolejnych meczach – oceniła Alicja Zając, stwierdzając przy tym, że wymagania wobec jej zespołu naturalnie wzrosły: – W tamtym sezonie na pewno kalendarz był bardziej dla nas łagodny, teraz mamy trudniej, ale nie jesteśmy już beniaminkiem i musimy się z tym liczyć i być mądrzejsi na pewno o tamten sezon. Też nie chcę szukać tłumaczeń. Będziemy cierpliwie pracować, szukać swoich szans i tych momentów, żeby strzelać bramki, a nie tracić ich wcale. Dużo, dużo pracy, ale jesteśmy cierpliwi i będziemy dalej starać się te dziewczyny rozwijać. 

Spokój opiekunki lechitek wyrażał się też w jej stwierdzeniu, że prawdopodobnie po przerwie na kadrę do dyspozycji będą dwie ważne zawodniczki – kapitanka Klaudia Wojtkowiak i pozyskana latem ze Śląska Wrocław Marcelina Buś, autorka ponad 50 trafień w ponad 150 meczach na poziomie Ekstraligi. Za tydzień lechitki zagrają ostatni mecz przed miesięczną przerwą na wrześniowe Mistrzostwa Świata do lat 20 w Polsce. W delegacji podejmą KS Uniwersytet Jagielloński, z którym w zeszłym sezonie na wyjeździe zremisowały 1:1, a u siebie wygrały 4:1. Natomiast Górnik Łęczna na walkę o punkty poczeka do 27 września.

Igor Dziedzic