Bezlitosne mistrzynie Polski wyrzucają Lechitki z pucharu przy rekordowej widowni

lech uam gks 1

Jeśli szukać meczu piłkarskiego będącego definicją „wynik nie oddaje przebiegu gry”, to ten nadaje się do tego idealnie. W półfinale kobiecego Pucharu Polski Lech Poznań UAM uległ u siebie GKSowi Katowice 0:5 (0:3), choć długimi fragmentami to zawodniczki Kolejorza spędzały w polu karnym rywalek. Kluczowa okazała się jednak organizacja gry defensywnej i świetne wykorzystywanie nadarzających się okazji, co Katowiczanki opanowały do perfekcji.

To od początku był wyjątkowy mecz dla Poznanianek. Nie dość, że zaszły w Pucharze Polski tak daleko po raz pierwszy w historii, zrobiły to bez straty bramki we wcześniejszych czterech meczach, a tego dnia po raz drugi grały na stadionie przy ulicy Bułgarskiej. Co więcej, samo spotkanie było od wielu dni promowane jako wielkie piłkarskie święto, a ilość odebranych biletów wyraźnie przekraczała wszelkie klubowe rekordy. Ostatecznie na trybunach zasiadło 8311 widzów, czyli wiele więcej niż na poprzednim rekordowym w polskiej piłce klubowym meczu, czyli rywalizacji… GKSu Katowice ze Stomilankami Olsztyn na koniec zeszłego sezonu. Gościnie za to przyjeżdżały do Wielkopolski jako faworytki do wygranej i nie zamierzały zawieść swoich kibiców.

Ofiarność i zaangażowanie nie wystarczyły Lechitkom, by uniknąć straty kilku bramek, choć z pewnych aspektów meczu mogą być zadowolone.

Skuteczność GKSu zabójcza dla Lechitek

Pierwsza szansa na otworzenie wyniku pojawiła się już w 3 minucie. Dżesika Jaszek pognała prawą stroną, zagrała piłkę w pole bramkowe, a Jagoda Sapor odbiła ją pod nogi Patrycji Kozarzewskiej. Strzał piłkarki gości minął się jednak z bramką o centymetry. Spotkanie od początku było jednak wyrównane, często pod bramką rywalek znajdowały się Lechitki, które w pierwszych 20 minutach wywalczyły aż 5 rzutów różnych. Problemem było dowiezienie konkretów – z żadnego kornera nie udało się gospodyniom stworzyć dogodnej sytuacji.

Jeden rzut rożny wystarczył za to mistrzyniom Polski, żeby wyjść na prowadzenie. Kapitanka Gieksy, Patricia Hmirova podkręciła z rzutu rożnego, a stojącą na linii bramkowej Sapor popełniła błąd i piłka po jej palcach wpadła do siatki. Chwilę później było już 0:2. Szybką kontrę podopiecznych Karoliny Koch napędziło świetne podanie Hmirovej, dzięki któremu na pozycji sam na sam znalazła się Klaudia Maciążka. Napastniczka gościń podcięła piłkę nad bramkarką Lecha i po pięknym lobie mistrzynie Polski wyszły na dwubramkowe prowadzenie.

Po bramkach dla Gieksy obraz gry zbytnio się nie zmienił – Katowiczanki cofnęły się, oddając piłkę gospodyniom, które próbowały sforsować żółto-zielony mur. Ten jednak nie pękał i w przeciwieństwie do tradycyjnego wyobrażenia o murze, wyprowadzał ciosy. Tuż przed przerwą Maciążka wygrała pojedynek biegowy z Martyną Łuczak, ominęła bramkarkę Lecha UAM i wpakowała piłkę do pustej bramki. Do przerwy Gieksa wygrywała w Poznaniu 3:0.

Klaudia Maciążka mija Jagodę Sapor i w 44 minucie podwyższa prowadzenie Gieksy na 3:0. To szczególnie bolesny cios przed przerwą dla Lechitek.

Lech gra, Gieksa strzela

Druga połowa nie różniła się z początku zbyt wiele od pierwszej części rywalizacji. Lechitki grały w piłkę, ale dobra organizacja gry obronnej GKSu nie pozwalała im na zbyt wiele. Do czasu – w końcu bowiem gospodynie zaczęły poważnie zagrażać bramce Wiktorii Marzec. Do sytuacji sam na sam doszła Julia Przybył, przegrała jednak pojedynek oko w oko z bramkarką rywali. Chwilę później pięknie uderzyła Marta Kwiatkowska, trafiła jednak w spojenie słupka z poprzeczką. Nie sprawiło to jednak, że prowadzące w spotkaniu piłkarki Gieksy spróbowały podejść wyżej, wręcz przeciwnie – dalej trwały w zamknięciu, gdzie wyraźnie czuły się dobrze, oczekując na momenty do kontrataków. Widać było, że taki był ich plan taktyczny na ten mecz i egzekwowały go perfekcyjnie.

Im bliżej było końca regulaminowego czasu gry, tym bardziej słabły poszukiwania honorowego gola Lechitek. W końcu dopiero drugi rzut rożny w tym spotkaniu miał GKS i co niesamowite – drugi raz zakończył się bramką. Tym razem to Andjela Milovanović zgubiła kryjącą ją rywalkę, nabiegła w wolne pole i świetnie skontrowała nadlatującą z prawej strony piłkę główką, zdobywając już czwartą bramkę tego dnia dla swojej drużyny. To jednak nie był jeszcze koniec – mimo głośnego dopingu kibiców na Bułgarskiej, nie przyniosło to upragnionego trafienia dla zespołu Lecha UAM. Przejętą na połowie rywalek piłkę otrzymała Julia Langosz, nawinęła Łuczak i pięknym strzałem zza pola karnego w okienku ustaliła wynik spotkania.

Wielka radość jednych, podniesione czoło drugich

Choć gospodynie przyjęły „manitę”, to raczej zasnęły po meczu w dobrych humorach. Oczywiście, wysoka porażka sama w sobie nie może być powodem do zadowolenia, ale trzeba popatrzeć na szerszy kontekst. Lech Poznań UAM to drużyna, która w obecnym sezonie zadebiutowała w Ekstralidze, co więcej, po raz pierwszy dotarła na tak daleki etap rozgrywek Pucharu Polski. To także bardzo młody zespół – średnia wieku pierwszej jedenastki na to spotkanie wyniosła zaledwie… 20 lat! Takie wydarzenie, do tego na Enea Stadionie przy ul. Bułgarskiej, to dla wielu z zawodniczek było po prostu spełnienie marzeń. – To są dziewczyny, które są prawdziwymi Lechitkami i by się pocięły za ten klub. To była fantastyczna sprawa i ogromne przeżycie. Cieszę się, że jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy – podsumowała po meczu trenerka gospodarzy, Alicja Zając.

GKS za to może w końcu zacząć myśleć o obecnym sezonie w kategorii udanego. Trzy ligowe przegrane jesienią (o dwie więcej, niż w poprzednich rozgrywkach) i seria trzech remisów w marcu sprawiła, że obrona tytułu mistrzyń Polski zdecydowanie się oddaliła. Wysoka wygrana z mniej doświadczonymi rywalkami w krajowym pucharze może dać piłkarkom Gieksy dużego mentalnego kopa przed decydującą fazą zmagań ligowych. Co więcej, teraz przed Katowiczankami jeszcze tylko jedna przeszkoda, by po raz drugi w historii wznieść trofeum Pucharu Polski – Czarni Sosnowiec, które pokonały po karnych Pogoń Szczecin. A po takim meczu jak ten w Poznaniu, podopiecznym Karoliny Koch żadne wyzwanie nie powinno być straszne.

Lech Poznań UAM – GKS Katowice 0:5 (0:3)
Hmirova 22′, Maciążka 24′, 44′, Milovanović 84′, Langosz 90+2′

Lech: Sapor – Poniedziałek, Łuczak, Kuleczka – Kuśmierczyk, Kwiatkowska, Piechocka (Sworska 83′), Wojtkowiak (Wiśniewska 83′), Przybył – Borowa (Rogus 46′), Związek (Szoliba 83′).

GKS: Marzec – Nowak, Milovanović, Vojtkova (Kalaberova 66′), Bińkowska, Maciążka (Malesa 66′), Hmirova (Langosz 85′), Włodarczyk (Vuskane 77′), Kozarzewska, Zawadzka, Jaszek (Brzęczek 66′).

Żółte kartki: Poniedziałek 81′.

Sędzia: Marta Majszczyk.

Patryk Chyła