Belgijskie niebo płacze! Lech wraca do pucharów

Share on facebook
Share on twitter
2020.09.20 Poznan
Pilka nozna Ekstraklasa sezon 2020/2021
Lech Poznan - Warta Poznan
N/z Dani Ramirez gol radosc bramka nieuznany gol
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2020.09.20 Poznan
Football Polish Ekstraklasa season 2020/2021
Lech Poznan - Warta Poznan
Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus

Polska wraca do europejskich pucharów! Lech pokonuje Charleroi 2:1 na wyjeździe, tym samym awansując do fazy grupowej Ligi Europy. Bramki zapewniał duet Ramirez – Puchacz oraz Fall. To koniec 3-letniej pucharowej posuchy w Polsce i 5-letniej w Poznaniu.

Lechici zachwycali w dotychczasowych fazach eliminacji do Ligi Europy. 11 bramek i zero straconych bramek, najwięcej oddanych strzałów w całej LE. Pięknie to wyglądało, ale teraz na ich drodze miał stanąć nie byle kto, bo lider ligi belgijskiej – Royal Charleroi. Nazwa klubu raczej większości polskich kibiców niczego nie powie, tymczasem jest to drużyna jak dotąd jako jedyna niepokonana w najwyższej belgijskiej klasie rozgrywkowej. Na szczęście trener Dariusz Żuraw i jego debeściaki wyszli na spotkanie bez żadnych kompleksów oraz chcąc grać swoją piłkę.

Spotkanie od początku było bardzo wyrównane. Przez dłuższy czas obie drużyny nie potrafiły stworzyć pełnowartościowej akcji, pojawiały się głównie ich zalążki, które były eliminowane jeszcze przed polem karnym. Po 10 minutach to Belgowi zaczęli lekko przeważać, pierwszy strzał został oddany właśnie przez nich w 11. minucie. Niemniej jednak Lech grał jak równy z równym, Charleroi miewało problemy z zakładanym przez lechitów pressingiem, a polska obrona zazwyczaj w ostatnich momentach stopowała zagrożenie. Groźnie zaczęło być w 19. minucie, Nicholson wykorzystał błąd Polaków i uderzył, ale przeniósł futbolówkę ponad poprzeczkę. Groźby groźbami, gole strzelać zaczął Lech. 33. minuta, Ramirez przed polem karnym dostaje piłkę od Puchacza, a jego strzał koziołkuje po murawie i zaskakuje golkipera! Chwilę potem Kamiński po podaniu Modera zakręcił się w polu karnym razem z przeciwnikami, jednak jego strzał z ostrego kąta zatrzymał się na bocznej siatce. Nastąpił szybki kontratak Belgów, centra ze skrzydła, Gholizdeh główkuje i z ogromnym szczęściem tylko słupek. W 39. minucie świetną sytuację zmarnował Fall, po zamieszaniu w szesnastce dostał piłkę na jej skraju, jednak zamiast się zastanowić, to uderzył nad poprzeczką. Zemściło się to na liderze ligi belgijskiej, Kamiński wystawił piłkę Puchaczowi, a ten w 42. minucie puścił petardę z dystansu wprost w prawy dolny róg siatki, nie zostawiając większych szans Penneteau. Ależ dobrze się tego Lecha ogląda!

Druga połowa zaczęła się już dużo gorzej i w kałużach deszczu. W 50. minucie Šatka sfaulował przedzierającego sę przez pole karne Falla, choć trudno powiedzieć, czy sędzia podjął odpowiednią decyzję. Zawodnik belgijskiego zespół dał coś od siebie przy tej wywrotce. Zresztą, co z tego, Razeai uderzył w lewy dolny róg, jednakże Filip Bednarek wybrania to cudowną interwencją!

Chwilę potem znowu golkiper musiał bronić, gdyż rywal chciał zaskoczyć zasłoniętego Bednarka płaskim strzałem. Co się odwlecze, to nie uciecze – zespołowa akcja Charleroi, Gholizadeh dogrywa z prawej strony, a Fall bezbłędnie wykańcza w 56. minucie. Później jeszcze Kayembe wykazał się dopieszczonym dośrodkowaniem do Falla, jednakże Senegalczyk spudłował. Lechici w końcu doszli do głosu w 68. minucie, Jakub Kamiński huknął wtedy zza pola karnego, jednakże obok bramki. Trzy minuty później Czerwiński w przypływie oświecenia zagrał z boku boiska do Ishaka, ale wolej Szweda walnął tylko w zewnętrzną część słupka. W 77. minucie Lech sam skomplikował sobie sytuację, Šatka według arbitra nieprzepisowo zatrzymał Razaeiego i dostał drugą żółtą kartkę, choć nietrudno się w tym wypadku nie zgodzić z sędzią. Wywołało to rzut rożny, uderzenie Morioki z lewy dolny róg bramki pokozłowało jeszcze po murawie, jednakże Bednarek zdołał sparować je na słupek. Kolejny stały fragment, kolejne zagrożenie, w 83. minucie Japończyk wrzucił na głowę kapitana Belgów, ale strzał ląduje poprzeczka ratuje bramkarza. Parę minut później dośrodkowanie na długi słupek na wślizgu wykańczał Dessoleil, znowu na posterunku był polski golkiper. W samej końcówce Jakub Kamiński miał idealną okazję do podwyższenia wyniku, po rajdzie przez całą połowę był sam na sam, okiwał bramkarza, jednakże nie trafił w piłkę i gola nie było. Belgijskie niebo się otworzyło, zalało boisko łzami, zaś przed Lechem otworzyły się europejskie wrota.

W końcu! Pierwszy raz od 3 lat polski zespół nie kończy rozgrywek europejskich na fazie eliminacyjnej. I to w jakim stylu! Lech, choć w drugiej połowie osłabł, to w pierwszej niczym nie odstawał od swojego konkurenta, 2:0 nie wzięło się z niczego. Do tego należy dodać poprzednie tegoroczne spotkania i dostajemy obraz naprawdę świetnie ułożonego zespołu. Kolejorza ogląda się ze zwyczajną przyjemnością, przyjechali do Belgii do lidera ligi i grali tak, jak gdyby to był mecz w babcinym ogródku. Zero presji, zero kompleksów, zero niepotrzebnego nadrespektowania. Charleroi dało się pokonać i lechici dobrze to wiedzieli. Cała drużyna zachwyciła, od fenomenalnego człowieka-ściany Filipa Bednarka, po skupiającego na sobie uwagę Ishaka. Jakub Kamiński niesamowicie na tym meczu powinien się wybić, jeśli skauci jakichś klubów go dzisiaj obserwowali, to pewnie już jutro na biurkach osób odpowiadających za transfery pojawią się raporty wychwalające Kubę ponad niebiosa. Jakub Moder był wszędzie, odbierał, podawał, uderzał, biegał, robił wszystko, co może robić piłkarz z pola. Sztuką jest przetrwać taki napór przeciwnika mając jednego piłkarza mniej, choć można się sprzeczać, czy sędzia podjął właściwą decyzję o usunięciu Šatki z boiska. To nie jest jednak w tej chwili ważne – najważniejsze jest to, że przed nami przynajmniej 6 więcej spotkań Lecha Poznań w Lidze Europy!

Royal Charleroi SC – Lech Poznań 1:2

Bramki: Mamadou Fall 56’ – Dani Ramírez 33’, Tymoteusz Puchacz 41’

Żółte karti: Kaveh Rezaei, Shamar Nicholson – Dani Ramirez, Lubomir Šatka x2.

Czerwone kartki: Lubomir Šatka 77’ (za drugą żółtą kartkę)

Royal Charleroi SC: Nicolas Penneteau – Maxime Busi (57’, Modou Diagné), Steeven Willems (83’, David Henen), Dorian Dessoleil, Joris Kayembe – Mamadou Fall, Ryōta Morioka, Marco Ilaimaharitra (89’, Lucas Ribeiro Costa), Shamar Nicholson, Ali Gholizadeh – Kaveh Rezaei.

Lech Poznań: Filip Bednarek – Alan Czerwiński, Lubomír Šatka, Đorđe Crnomarković, Wasyl Kraweć (71’, Michał Skóraś) – Jakub Kamiński, Jakub Moder, Pedro Tiba, Dani Ramirez (79’, Thomas Rogne), Tymoteusz Puchacz – Mikael Ishak (87’, Filip Marchwiński).

Sędzia: Felix Zwayer (Niemcy)

Stadion: Stade du Pays de Charleroi

MVP: Filip Bednarek