Bednarek i ”Święci” w Lidze Mistrzów? Niespodzianki w Premier League

Share on facebook
Share on twitter
Southampton's Jan Bednarek during the Premier League match between Southampton and Chelsea at St Mary's Stadium, Southampton, England on 6 October 2019. Photo by Stuart Martin.
2019.10.06 Southampton
Pilka nozna liga angielska
Southampton - Chelsea
Foto Stuart Martin/Digital South/MB Media/PressFocus

Dzieje się, oj dzieje się na Wyspach! Faworyci zawodzą, a outsiderzy z zeszłego sezonu niespodziewanie zachwycają. W szlachetnym gronie TOP4, choć co prawda na jego skrawku, zasiada aktualnie ekipa Southampton, a co za tym idzie – nasz środkowy obrońca, Jan Bednarek.

Myślę, że każdy miłośnik futbolu spoglądając w tym momencie na tabelę ligi angielskiej przeciera oczy ze zdumienia i nie wierzy w to co widzi. Rok 2020 już pokazał jak bardzo można namieszać w świecie, ale czy to jest normalne żeby takie marki jak Manchester City, United czy Arsenal znajdowały się w drugiej części tabeli? Brzmi jak żart, ale niestety jest to rzeczywistość, szczególnie bolesna dla fanów wymienionych klubów. O ile miejsca Czerwonych Diabłów i Kanonierów nie szokują aż tak bardzo, to odległa 10-ta lokata Obywateli to spore, ale to spore zaskoczenie. Kto zatem zajął ich miejsce? 

Na wyróżnienie zdecydowanie zasługuje Aston Villa. Początek sezonu nie zapowiadał się dla drużyny Deana Smitha jakoś wyśmienicie, ale wszystko zmieniło się po wygranej 7:2 nad broniącym tytułu Liverpoolem. Drużyna, która jeszcze przed sezonem walczyła o utrzymanie odniosła zwycięstwo nad naszpikowanym gwiazdami mistrzem Anglii. Salah, Mane, Firmino musieli zasmakować goryczy porażki – przecież to się w głowie nie mieści! Zespół z Birmingham zdecydowanie po tym spektakularnym zwycięstwie poczuł się pewniej i potwierdzają to ostatnie wyniki. Kluczowymi graczami dla ekipy rozgrywającej mecze na Villa Park są w pierwszej kolejności Jack Grealish oraz Ollie Watkins. Ten drugi wręcz szokuje statystykami, które może jeszcze bardziej wyśrubować – sześć goli w siedmiu meczach to jak na standardy Premier League bardzo dobry rezultat, zwłaszcza że na Wyspach liczy się powtarzalność. Były napastnik Brentford znacznie przyczynił się również do ostatniego wyjazdowego zwycięstwa nad Arsenalem (3:0), gdzie strzelił dwie bramki.

Dużą rolę odgrywa także bramkarz The Villains, czyli Emiliano Martinez. Emi przed sezonem jeszcze w trakcie gry dla Kanonierów zastąpił w bramce Bernda Leno, który nabawił się kontuzji w meczu z Brighton. Od tamtej pory jest w wysokiej formie i broni jak w transie. Klub z Birmingham zapłacił za Argentyńczyka 17,4 mln euro, ale śmiało można powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę. Dzięki niemu Aston Villa straciła tylko dziewięć bramek w lidze, na równi z takimi zespołami jak prowadzący Leicester, czy drugi Tottenham. Warto też wspomnieć, że podopieczni Deana Smitha mają w zanadrzu jeden zaległy mecz i mogą wskoczyć na pozycję lidera.

Ten sam fotel, na który w piątkowy wieczór wbił się właśnie Southampton. Popularni Święci są niepokonani od sześciu meczów – ich bilans to pięć wygranych i remis z Chelsea. Po drodze odnieśli zwycięstwa nad Evertonem (2:0) i wspomnianą Aston Villą (4:3). Bednarek i spółka błyszczą skutecznością oraz mają bardzo duże szanse na utrzymanie dobrej lokaty przynajmniej do końca roku. W drużynie Ralpha Hasenhuttla ciężko doszukać się jednoznacznej gwiazdy, ale można oddać to miano Danny’emu Ingsowi. Anglik śmiało może konkurować z Watkinsem i trzeba przyznać, że depcze mu po piętach, gdyż na swoim koncie ma tylko jedną bramkę mniej niż snajper z Villi.

Jeżeli chodzi o naszego obrońcę, to trzeba przyznać, że Bednarek został doceniony przez angielskie media po meczu z Newcastle (2:0) i zebrał wysokie noty. Rozegrał pełne spotkanie i uzyskał osiem punktów na dziesięć według portalu Hampshire.Live. Niewątpliwie przyczynił się do tego, że Southampton został pierwszy raz liderem od czasu powstania Premier League, a w ogólnym rozrachunku ligi angielskiej aż po 32 latach. Co prawda Leicester, Spurs i Liverpool przeskoczyli już Świętych i zepchnęli ich na 4. miejsce, ale sądzę że dalej jest to bardzo wysoko, a sama strata do Lisów wynosi na ten moment tylko dwa oczka. Przed Świętymi jednak niemałe wyzwanie – spotkania z Wolves oraz Manchesterem United.

Skoro już o drużynie z King Power Stadium mowa to byłoby mocno nie na miejscu, gdyby nie napisać kilku słów o Jamiem Vardym. Napastnik Leicester jest aktualnie królem strzelców angielskiej ekstraklasy z dorobkiem ośmiu bramek. Tyle samo mają Son ze Spurs oraz Calvert-Lewin z Evertonu. Gol Vardy’ego w miniony weekend przypieczętował zwycięstwo nad Wolves (1:0), choć sam snajper miał jeszcze okazję z drugiego rzutu karnego, ale jej nie wykorzystał. Brendan Rodgers i jego podopieczni nie zwalniają tempa – w Lidze Europy idzie im równie dobrze i wiele wskazuje na to, że mogą zajść daleko i w tych rozgrywkach. Odżywają także wspomnienia z sezonu 2015/16, kiedy to Lisy zdobyły niespodziewanie mistrzostwo Anglii. Trzeba przyznać, że mają predyspozycje do powtórzenia tego wyczynu.

Z kolei warto też wspomnieć o największym rozczarowaniu jak dotychczas i nie – nie jest to ani drużyna Guardioli ani Artety ani Solskjaera. Chodzi tutaj o drużynę z Sheffield. Szable są obecnie czerwoną latarnią Premier League i w ośmiu spotkaniach zdołali zdobyć tylko jeden punkt. W zeszłym sezonie zawodnicy Chrisa Wildera obijali się o europejskie puchary, ale na finiszu wyprzedził ich zespół z Wolverhampton, a także Arsenal. Przykro się patrzy na sytuację, w jakiej się znajdują – w letnim okienku klub opuścił znakomicie spisujący się Dean Henderson, który wrócił z wypożyczenia do United i od razu obrona zaczęła się sypać. Może to tylko chwilowy kryzys i może Wilder znajdzie sposób na wykaraskanie się jego zespołu z samego dna? Czas pokaże.

Piotr Sornat