fbpx

Batalia o puchary zakończona zwycięstwem Lechii!

Share on facebook
Share on twitter
2020.05.31 Gdansk
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2019/2020
Lechia Gdansk - Arka Gdynia
N/z Flavio Paixao gol bramka radosc
Foto Piotr Matusewicz / PressFocus

2020.05.31 Gdansk
Football Polish PKO Ekstraklasa season 2019/2020
Lechia Gdansk - Arka Gdynia
Flavio Paixao gol bramka radosc
Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus

W ramach 33. kolejki PKO Ekstraklasy, Jagiellonia Białystok gościła w swoich okazałych progach, gdańską Lechię. Spotkanie zakończyło się skromnym zwycięstwem gości.

Dany mecz nie bez powodu był określany jako batalia o puchary. Jagiellonia przed pierwszym gwizdkiem zajmowała bowiem szóste miejsce, z kolei Lechia znajdowała się lokatę wyżej. Obie drużyny w przypadku wygranej mogłyby znacząco przybliżyć się do czwartego Śląska Wrocław, który ma dziś przed sobą bardzo trudne zadanie – starcie z silnym Lechem Poznań. Wspinaczka na taką pozycję może jeszcze potrwać, co podkreślił w krótkim wywiadzie przedmeczowym szkoleniowiec białostoczan, Iwajło Petew. Bułgar przypomniał, że do końca sezonu pozostało jeszcze kilka kolejek, ale jego zawodnicy będą w pełni sfokusowani na dzisiejszym spotkaniu.

Na tę chwilę nie wiadomo też czy usadzenie się na czwartym miejscu na koniec sezonu, coś da. W grze o Puchar Polski nadal znajdują się: Legia Warszawa, Lech Poznań, Lechia, Cracovia. Najprawdopodobniej, jeśli któryś z pierwszych zespołów wygra dane rozgrywki, to wtedy rzeczywiście dana pozycja w tabeli zapewni grę w eliminacjach do europejskich pucharów. Z kolei, jeśli zwycięży Cracovia bądź Lechia, na co, umówmy się, szanse są dosyć nikłe, to wtedy właśnie taka Jagiellonia czy chociażby Śląsk, tracą okazję do pierwszej rundy kwalifikacyjnej, łatwym kosztem.

Od pierwszego gwizdka, duża przewaga optyczna leżała po stronie gospodarzy. Białostoczanie napierali na bramkę rywali, a motorem napędowym był zdecydowanie Maciej Makuszewski. Nie bez powodu to właśnie skrzydłowemu najwięcej oberwało się podczas tejże połowy. „Maku” dwukrotnie zwijał się z bólu, ale pomijając te dwa przykre incydenty, nie oglądaliśmy kolokwialnie zwanej „mućki”. Każdemu zależało w tym spotkaniu na tym, żeby zrobić swoje. Podopieczni Piotra Stokowca po prostu inwestowali w chłodną, zimną, pozbawioną uczuć defensywę, natomiast piłkarze Petewa chcieli jak najwięcej zdziałać i na przerwę schodzić z co najmniej jednobramkową zaliczką.

Przez większość czasu, wydawało się, że gol w pierwszej części gry to istna abstrakcja. „Jaga” konstruowała masę licznych ataków, raz świetną prostopadłą piłkę zagrał Makuszewski, lecz napastnicy „Jagi” za bardzo chcieli się pobawić z doświadczonym Dusanem Kuciakiem. Potem, „Maku” oddał dwa groźne uderzenia w kierunku bramki Słowaka, ale ten znajdował się na posterunku. Dopiero w doliczonym czasie przez sędziego, Bartosza Frankowskiego, białostoczanie wyszli na upragnione prowadzenie. Z prawej strony, Jesus Imaz dośrodkował w pole karne wprost na głowę Jakova Pujlicia. Chorwat dopełnił formalności i wprawił gdańszczan w osłupienie. Stokowiec musiał z niesmakiem przełknąć ten fakt i na szybko przetransformować swój plan na następną połowę.

Druga odsłona prezentowała się zgoła inaczej. Kapitalnie weszli w nią goście, którzy po dokonaniu kilku mądrych roszad przez trenera, ruszyli do ataków. Efektem tego było wyrównanie już zaledwie dwie minuty po wznowieniu gry. Wówczas Ze Gomes zagrał do Łukasza Zwolińskiego, a wpuszczony w 45. minucie, napastnik strzelił gola przy pierwszym kontakcie z piłką! Majstersztyk w wykonaniu Stokowca.

Wkurzona Jagiellonia nieszczęsnym zrządzeniem losu zaczęła usilnie atakować na bramkę rywali. Nic z tego nie wychodziło, za dużo nerwów wkradało się w konstrukcję ataków, co sugeruje postawa Makuszewskiego. 30-latek niesamowicie bulwersował się na swoich przeciwników i jego ataki były zbyt pochopne, za bardzo na siłę. Zdecydowanie białostoczanom brakowało po prostu cierpliwości.

Lechia miała już coraz większą przewagę mentalną, a Jagiellonia gasła z minuty na minutę coraz bardziej. Gracze Petewa rozgrywali o wiele gorszą połowę w przeciwieństwie do pierwszej. Gdańszczanie robili swoje i w 70. minucie na listę strzelców wpisał się ponownie Zwoliński. Snajper dostał znakomitą dłuższą piłkę, fenomenalnie minął rywala i nie dał szans Damianowi Węglarzowi. Ostatecznie, arbiter odgwizdał ofsajd i bramka nie została uznana. To jednak nie podłamało Lechii i Zwolińskiego. Zgodnie z powiedzeniem „co wisi, to nie utonie”, Zwoliński i tak zdołał wyprowadzić swój klub na prowadzenie. Trzy minuty po nieuznanym trafieniu, były piłkarz Pogoni Szczecin pokonał 24-latka w sytuacji „sam na sam”.

„Budowlani” wykorzystali swoją świetną pozycję i do samego finiszu starali się grać na czas, tylko po to, żeby dowieźć wypracowaną zaliczkę do ostatniego gwizdka. Cel został w pełni zrealizowany i lechiści wrócą do domu z kompletem punktów.

Tym zwycięstwem, Lechia umocniła swoją piątą lokatę i odskoczyła Jagiellonii na aż cztery „oczka”. „Duma Podlasia” w tej kolejce może jeszcze spaść na siódmą pozycję, kosztem Cracovii bądź Pogoni, które swoje spotkanie rozegrają jutro. Mecz odbędzie się o godzinie 18:00. Transmisja na CANAL+Sport.

Jagiellonia Białystok 1:2 Lechia Gdańsk (1:0)

Bramki: Jakov Pujlic 45+3′ – Łukasz Zwoliński 47′, 74′

Żółte kartki: Taras Romanczuk 2′

Składy:

Jagiellonia Białystok: Damian Węglarz – Andrej Kadlec (Tomas Prikryl 83′), Ivan Runje, Zoran Arsenic, Jakub Wójcicki – Maciej Makuszewski, Martin Pospisil, Taras Romanczuk, Jesus Imaz (Ariel Borysiuk 72′), Przemysław Mystkowski (Bartłomiej Wdowik 76′) – Jakov Puljic

Lechia Gdańsk: Dusan Kuciak – Karol Fila, Michał Nalepa, Kristers Tobers, Rafał Pietrzak – Tomasz Makowski, Maciej Gajos (Łukasz Zwoliński 46′), Jarosław Kubicki – Jaroslav Michalik (Kenny Saief 46′), Flavio Paixao, Ze Gomes (Conrado 69′)

Sędzia: Bartosz Frankowski

Stadion: Stadion Miejski w Białymstoku

MVP: Łukasz Zwoliński

Kliknij w zdjęcie autora po większą dawkę własnego zdania!