Angielski Weekend #8: Solskjaer coraz bliżej zwolnienia. Nieudany początek nowych rządów w Newcastle

Share on facebook
Share on twitter
240813232_907084789880492_1111441767404945146_n

Ponownie do akcji wróciła jej wysokość Premier League! Nie wróciła za to natomiast forma piłkarzy Manchesteru United, którzy ulegli w miniony weekend w starciu z Leicester City. Ole Gunnar Solskajer już nerwowo może tupać nóżką. Nieudany początek nowej ery arabskiego szejka zaliczyło Newcastle, które coraz bardziej rozpycha się w strefie spadkowej. Czas na ósmy już w tym sezonie „Angielski Weekend”!

Sobota pełna piłkarskich emocji!

Ranieri w debiucie dostaje „piątkę” od wielkiej trójki The Reds

Claudio Ranieri w sobotę na Vickarage Road debiutował jako menedżer Watfordu. Dostał też mocnego i ciekawego rywala na start — Liverpool. W efekcie były szkoleniowiec Leicester, z którymi wygrał Premier League dostał na początek kolejnej angielskiej przygody „piątkę” od The Reds. Roberto Firminho powitał włoskiego szkoleniowca w Anglii hat-trickiem bramek oraz asystą. Spokojnie, Mohamed Salah też zdobył swojego gola. Popisał się również przepięknym prostopadłym podaniem w 8. minucie meczu do Sadio Mane, który wygrał pojedynek sam na sam z Benem Fosterem. Senegalczyk tym samym zdobył swojego setnego gola na boiskach Premier League i otworzył wynik spotkania.

Mane później miał jeszcze asystę drugiego stopnia przy pierwszej bramce Firminho. The Reds w sobotni dzień bawili się po prostu z piłkarzami gospodarzy, którzy swoimi błędami w defensywie prezentowali im kolejne okazje na gola. 0:5 to i tak najniższy wymiar kary, gdyż gdyby goście byli minimalnie skuteczniejsi to spotkanie skończyłoby się jeszcze większą demolką. W Manchesterze United przed niedzielnym starciem mają się czego obawiać, bo Liverpool aktualnie jest w świetnej dyspozycji. Zdecydowanie lepszej niż Czerwone Diabły.

Watford – Liverpool 0:5 (0:2)

Bramki: Sadio Mane 9′, Roberto Firminho 37′, 52′, 90+1′, Mohamed Salah 54′

Fantastyczny comeback Wilków

O tym, że 2:0 to bardzo niebezpieczny wynik wiedzą nawet kluby naszej polskiej Ekstraklasy. W sobotę o tym przekonali się piłkarze Aston Villi. Po pierwszej połowie bez goli, gospodarze trzy minuty po rozpoczęciu drugiej części gry objęli prowadzenie po trafieniu Danny’ego Ingsa. 20 minut później wynik podwyższył strzałem z dystansu John McGinn. Nikt nie spodziewał się wtedy, że gospodarze nie zdobędą choćby jednego punktu sobotniego popołudnia. Najpierw w 80. minucie gola kontaktowego zdobył Romain Saiss, po wcześniej ładnie rozegranej akcji. Pięć minut później po ogromnym zamieszaniu po rzucie rożnym w polu karnym Aston Villi stan rywalizacji wyrównał Conor Coady. W piątej minucie doliczonego czasu gry udany comeback Wilków dopełnił Ruben Neves strzałem z rzutu wolnego i tym samym wprawił w konsternację wszystkich kibiców gospodarzy na Villa Park. Fantastyczny powrót Wolverhampton. I my mamy się później dziwić, że Paulo Sousa woli oglądać takie mecze jak te, a nie te z naszej ligi?

PS. Neves zdobył pierwszego gola w Premier League od 27 lutego tego roku, kiedy to pokonał bramkarza Newcastle United (1:1).

Aston Villa – Wolverhampton 2:3 (0:0)

Bramki: Danny Ings 48′, John McGinn 68′ – Romain Saiss 80′, Conor Coady 85′, Ruben Neves 90+5′

Kapitalny mecz, kapitalne zmiany Brendana Rogersa

Leicester – Manchester United 4:2 (1:1)

Bramki: Youri Tielemans 31′, Caglar Soyuncu 78′, Jamie Vardy 83′, Patson Daka 90+1′ – Mason Greenwood 18′, Marcus Rashford 82′

Relację z tego spotkania można przeczytać w osobnym artykule na naszym portalu:

CZYTAJ TAKŻE: Kapitalne widowisko na King Power Stadium!

Mecz, którego zwycięzca był raczej do przewidzenia. Dziwić może tylko rozmiar wygranej

Chyba tylko fan Burnley bądź Manchesteru United wierzył w to, że podopieczni Seana Dyche zdobędą w sobotę na Etihad Stadium jakiekolwiek punkty. Jednak w sobotnie popołudnie odbyło się bez żadnych zaskoczeń. Jedyną niespodzianką może być jedynie rozmiar zwycięstwa. The Citizens, którzy cztery ostatnie domowe potyczki z Burnley wygrali aż 5:0, tym razem skończyli tylko na wyniku 2:0. Podopieczni Pepa Guradioli co było spodziewane, mieli przewagę niemalże w każdym elemencie – 71% posiadania piłki, 15:7 w strzałach, 6:2 w uderzeniach w światło bramki. Najpierw prowadzenie City w 12. minucie dał Bernardo Silva, który dobił z bliskiej odległości wcześniejszy strzał Phila Fodena. Wynik spotkania ustalił Kevin De Bruyne w 70. minucie, który wykorzystał nieporadność defensywy Burnley i strzelił bramkę w drugim meczu z rzędu w Premier League. Sytuacja w tabeli Burnley wygląda coraz gorzej, ponieważ goście wciąż nie zaznali jeszcze smaku zwycięstwa w tym sezonie. Czy zaznają go jeszcze w październiku? Jest na to szansa, bo ich następnym będzie Southampton, które jest w ich zasięgu i mogą go pokonać.

Manchester City – Burnley 2:0 (2:0)

Bramki: Bernardo Silva 12′, Kevin De Bruyne 70′

Pudło sezonu w Norwich? Kolejny punkt na koncie Kanarków

Norwich zapunktowało w drugim meczu z rzędu w Premier League. Hurra! Radość może być tym większa, iż wyrwali punkty dobrze spisującemu się w tym sezonie Brighton. Ciut lepiej spisywali się w tym meczu goście, ale najlepszą szansę na wygranie tego spotkania i tak mieli gospodarze. Jednak Josh Sargent był chyba tak przytłoczony tym, że może dać pierwszą wygraną Kanarkom w tym sezonie, że uderzył zbyt lekko na pustą bramkę, dzięki czemu defensor Brighton mógł jeszcze wybić piłkę. Mocny kandydat do pudła sezonu. Oby się nie okazało, że na koniec rozgrywek było to również pudło na wagę spadku z Premier League…

Kanarki mają co świętować — drugi mecz z rzędu bez porażki. Szansa na poprawienie tego wyniku już w sobotę z Chelsea. Jest dobrze, cieszmy się z małych rzeczy, jak śpiewa to Sylwia Grzeszczak. Jakub Moder (Brighton) zaczął mecz w wyjściowym składzie i zszedł z boiska w 84. minucie rywalizacji.

Norwich – Brighton 0:0 (0:0)

Albański kat Węgrów katem Leeds

Niespełna półtora tygodnia temu Arnaudo Broja pozbawił w Budapeszcie Węgrów szans na grę na Mistrzostwach Świata w 2022 roku w Katarze, strzelając gola na wagę 3 punktów dla Albanii. Miał też tę nadzieję zabrać Polakom, ale no cóż, nie pykło. Nie tym razem. Natomiast jak wrócił do klubu, to w sobotę swoim trafieniem w 53. minucie spotkania dał Southampton pierwszą wygraną w tym sezonie. Debiutancki gol na angielskich boiskach na wagę 3 punktów. Święci pokonali Leeds 1:0. Absolutnie zasłużenie, gdyż dominowali oni na boisku w tworzeniu sytuacji bramkowych — strzały 20:3, celne 5:0.

W meczu grali obaj nasi reprezentanci — Jan Bednarek (Southampton) rozegrał całe spotkanie, a natomiast Mateusz Klich (Leeds) opuścił plac gry w 77. minucie rywalizacji.

Southampton – Leeds 1:0 (0:0)

Bramka: Arnaudo Broja 53′

Pytacie mnie co sądzę o Edouardzie Mendym? Człowiek Top.

Brentford – Chelsea 0:1 (0:1)

Ogromnie jest nam przykro, że w piłce nożnej nie można jak w skokach narciarskich dawać punktów za styl. Bo gdyby tak było to beniaminkowi Premier League — Brentfordowi przyznalibyśmy choćby jeden za kolejne dobre zawody przeciwko drużynie z TOP 6 ligi angielskiej. Jednak podział punktów nie interesował Chelsea, która wygrała wyjazdowe derby Londynu 1:0 po golu Bena Chilwela w 45. minucie pojedynku. Anglik strzałem z woleja z okolicy linii pola karnego dał kolejne cenne trzy punkty The Blues oraz utrzymanie pozycji lidera. Brentford miało dogodne sytuacje, by choć w sobotni wieczór wywalczyć remis, ale kapitalnymi paradami popisywał się bramkarz gości, Edouard Mendy. Senegalczyk, który w Anglii jest niecały rok, robi w Premier League coraz większą furorę. Na dzisiaj jest to TOP 3 goalkeeperów w lidze angielskiej. Gdyby nie on w bramce, Chelsea miałby na koncie o wiele mniej punktów niż ma. Człowiek Top.

Bramka: Ben Chilwell 45′

Niedziela gościnnych gospodarzy:

Historia w tych starciach lubi się powtarzać

Trzecie starcie z rzędu w Premier League, w którym udział biorą Everton oraz West Ham United, a które kończy się wygraną zespołu gości 1:0. Tym razem tymi szczęśliwcami były „Młoty”, które tym samym odkuły się po pechowej porażce w ostatniej kolejce u siebie w końcówce w derbowym starciu z Brentford. Gola na wagę trzech punktów zdobył stoper Angelo Ogbonna w 74. minucie rywalizacji strzałem głową w lewą stronę bramki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Goście odnieśli zasłużoną wygraną – mieli 62% posiadania piłki, więcej sytuacji, okazji bramkowych. Nie napracował się w tym meczu nasz reprezentant Łukasz Fabiański, który zanotował w niedzielę drugie czyste konto w tegorocznej kampanii. Udany dzień w pracy dla „Fabiana”.

Everton – West Ham 0:1 (0:0)

Bramka: Angelo Ogbonna 74′

Nieudany początek nowej epoki (dynastii?) w Newcastle

O zmianie właścicieli w Newcastle wiedzą już chyba wszyscy fani piłki nożnej. W niedzielne popołudnie odbyło się pierwsze starcie za rządów szejka z Arabii Saudyjskiej, którego majątek wyceniany jest na 300 miliardów euro i jest ponad 16 krotnie większy niż właścicieli Manchesteru City. Piłkarze Srok szybko wprawili w stan euforii nowego właściciela, bo już w 2. minucie rywalizacji, kiedy to gola strzałem głową zdobył Callum Wilson po dośrodkowaniu Javiera Manquillo. Ten stan trwał zaledwie 15 minut — w 17. minucie wynik spotkania wyrównał Tanguy Ndombele, który trafił do siatki w Premier League po raz pierwszy od 17 stycznia tego roku — równo po 9 miesiącach przerwy. Kilka minut później Koguty objęły prowadzenie po premierowym golu w tym sezonie Harry’ego Kane’a. Jak Harry wraca do dobrej formy, to powraca też ukochany duet londyńskich fanów gwarantujący gole Kane-Son! W czwartej minucie doliczonego czasu gry Anglik dośrodkował piłkę w pole karne, a tam ją przyjął Heung-Min Son, który bez zastanowienia umieścił futbolówkę tuż przy lewym słupku bramki Newcastle.

Gości w drugiej połowie było jedynie stać na gola kontaktowego w końcówce, którego zdobyli za sprawą samobójczego trafienia Ericka Diera. Newcastle znowu bez wygranej. Los trenera Steve Bruce wydaje się być przesądzony. Problem w tym, że żaden ze szkoleniowców nie chce objąć teraz Newcastle (kandydatami byli m.in. Rogers czy Antonio Conte). Sroki zadomowiły się w strefie spadkowej, więc trudno się dziwić. Oby nie było tak, że dalekosiężne plany nowego właściciela, żeby Newcastle zdobyło w najbliższych latach mistrzostwo Anglii nie musiały się rozpoczynać od gry w Championship i walce o awans do PL. Nieudany początek nowej epoki w Newcastle United.

Newcastle – Tottenham 2:3 (1:3)

Bramki: Callum Wilson 2′, Erik Dier 89′ (sam.) – Tanguy Ndombele 17′, Harry Kane 22′, Heung-Min Son 45+4′

Wielkie słowa uznania należą się też piłkarzom Tottenhamu – Erickowi Dierowi i Sergio Regullionowi, którzy w 38. minucie natychmiast zaczęli udzielać pomocy jednemu z fanów, który zasłabł na trybunach. Newcastle przekazało później, że stan tego kibica jest stabilny. Brawo dla zawodników Spurs za tak szybką reakcję i pomoc!!

Poniedziałkowy remis:

Lacazette rzutem na taśmę daje remis Kanonierom

Na zakończenie 8. rundy spotkań z rzędu czekały nas już (aż nawet nie chce się tego liczyć) kolejne derby Londynu w tym sezonie. Spotkanie pomiędzy Arsenalem a Crystal Palace na Emirates Stadium lepiej rozpoczęło się dla gospodarzy, którzy objęli prowadzenie już w 8. minucie po dobitce strzału Nicolasa Pepe z bliskiej odległości przez Pierre Emericka-Aubumeyanga. Taki stan rzeczy utrzymał się do końca pierwszej części gry. Zmienił się natomiast pięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy, kiedy wynik meczu wyrównał Belg Christian Benteke strzałem w prawy dolny róg bramki Aarona Ramsdale’a. Orły niespełna dwadzieścia trzy minuty później wyszły na prowadzenie po golu Odsonne Edouarda.

Goście byli bliscy odniesienia drugiej wygranej w tegorocznej kampanii. Jednak kiedy już byli w ogródku, już witali się z gąską, to zostali boleśnie skarceni. Kanonierzy doprowadzili do remisu w w piątej minucie doliczonego czasu gry. Po sporym zamieszaniu po rzucie rożnym piłkę do siatki dobił Alexandre Lacazette sprawiając tym samym, że Crystal Palace zamiast drugiego zwycięstwa, zanotowało piąty remis na koncie w tegorocznej kampanii. Mikel Arteta, którego wybrano menedżerem września, uznał najwyraźniej, że robi wyniki ponad stan i czas to zmienić. Szkoda tylko kibiców Arsenalu. A mimo wszystkich ostatnich zawirowań w grze to wciąż jest ich wielu.

Arsenal – Crystal Palace 2:2 (1:0)

Bramki: Pierre Emerick-Aubumeyang 8′, Alexandre Lacazette 90+5′ – Christian Benteke 50′, Odsonne Edouard 73′

Tabela po 8. kolejce Premier League:

Ilość meczów w sezonie: 80, wygrane gospodarzy: 31, remisy: 22, wygrane gości: 27

Król strzelców: Jamie Vardy (Leicester) oraz Mohamed Salah (Liverpool) – po 7 strzelonych bramek

Lider asyst: Paul Pogba (Manchester United) – 7 asyst

Terminarz 9. kolejki:

Następna dziewiąta seria gier rozpocznie się już w piątek, ciekawym starciem na Emirates Stadium pomiędzy Arsenalem a Aston Villą. Natomiast najciekawiej opakowana w 9. kolejce jest niedziela. Na początek o godzinie 15 rozpoczną się dwie solidne przystawki w postaci starcia Brentford z Leicester, które w ubiegły weekend wróciło na właściwe tory, pokonując Manchester United. Druga to z kolei kolejne derby Londynu w tym sezonie, w których zmierzą się miewający ostatnio wahania formy West Ham United z Tottenhamem, który co tydzień zaskakuje nas swoim stylem gry w danym meczu. Młoty na Stadionie Olimpijskim nie wygrały meczu w Premier League od 23 sierpnia, kiedy to w efektownym stylu pokonały Leicester (4:1). W niedzielne popołudnie będzie więc idealna okazja na przełamanie.

Ostatnie starcie kolejki to wielki hit tej rundy spotkań — kolejny odcinek „Bitwy o Anglię”, w której Manchester United na Old Trafford zmierzy się z Liverpoolem. Obie ekipy są w zdecydowanie różnej dyspozycji w ostatnich tygodniach — Czerwone Diabły notują serię trzech meczów bez zwycięstwa w lidze i dodatkowo ich gra w ataku wygląda bardzo słabo. Cristiano Ronaldo, Paul Pogba i Bruno Fernandes, czyli motory napędowe ekipy z Manchesteru w pierwszych kolejkach ostatnio są lekko pod formą. W związku z tym posada Ole Gunnara Solskjaera jest coraz bardziej zagrożona. Z kolei The Reds znajdują się w świetnej formie —  w tegorocznej kampanii nie zaznali jeszcze goryczy porażki, a w sobotę pokonali Watford aż 5:0. W kapitalnej formie jest Mohamed Salah, który notuje teraz serię sześciu spotkań z rzędu z golem w Premier League. Szykuje się kapitalne widowisko. Początek, w niedzielę o godzinie 17:30.

Screen: flashscore.pl

Kacper Czuba