Angielski Weekend #7: Kolejka pod znakiem wielu przełamań!

Share on facebook
Share on twitter
240813232_907084789880492_1111441767404945146_n

Za nami siódmy, pasjonujący weekend z angielską Premier League w tym sezonie! W 7. serii gier byliśmy świadkami wielu przełamań oraz zaskakujących rezultatów. Wszystko zwieńczyła fantastyczna druga połowa szlagierowego starcia na Anfield. Bo nie oszukujmy się — pierwsza była totalnie do kitu. Czas na kolejny „Angielski Weekend”, czyli podsumowanie wydarzeń z ostatniej kolejki najlepszej ligi świata!

Emocjonująca, remisowa sobota

Kolejny nieudany spektakl w Teatrze Marzeń dla Czerwonych Diabłów

Pomimo braku Cristiano Ronaldo w wyjściowym składzie „Czerwonych Diabłów” (co z pewnością zirytowało wielu menedżerów Fantasy Premier League), Manchester United miał sporo szans na strzelenie gola w pierwszej części gry. Świetną okazję miał Edison Cavani, którego strzał głową w fantastycznym stylu obronił Jordan Pickford. Okazję mieli też goście, ale uderzenie Demariego Graya fenomenalnie wybronił David De Gea. Gospodarze wyszli jednak na prowadzenie tuż przed końcem pierwszej połowy pojedynku. W 43. minucie rywalizacji Bruno Fernandes zagrał na lewe skrzydło do Anthonego Martiala, a ten bez zastanowienia strzelił pod poprzeczkę i zdobył swojego premierowego gola w tym sezonie. Francuz w sobotę pokazał też, że jego miejsce jest na skrzydle i nie warto eksperymentować z ustawianiem go na pozycji napastnika.

Goście wyrównali dwadzieścia minut po rozpoczęciu drugiej części gry. Po perfekcyjnie rozegranym kontrataku przez tercet piłkarzy, który gwarantuje The Toffies gole w tym sezonie. Po rzucie rożnym dla gospodarzy fantastycznie zaczął kontrę Gray, który przebiegł kilkadziesiąt metrów z piłką. Podał do Abdoulaye Doucoure, który z kolei zagrał do przeżywającego drugą młodość w tegorocznych rozgrywkach Androsa Townsenda, który wyrównał stan rywalizacji. Pomimo tego, że United miało przewagę w posiadaniu piłki (71%: 29%), w strzałach na bramkę (6:2), to tylko zremisowało z ekipą z Liverpoolu. Punkt w dwóch ostatnich meczach u siebie. Nie są to dobre wiadomości dla Ole Gunnara Solskjaera, którego posada niedługo może znowu być zagrożona.

Manchester United – Everton 1:1 (1:0)

Bramki: Anthony Martial 43′ – Andros Townsend 65′

Kanarki zwycięzcą wyścigu o pierwsze punkty w tym sezonie

Norwich wygrało wyścig z Sokołem Ostróda o to, który zespół jako pierwszy zdobędzie punkty w tym sezonie. Zaledwie o jeden dzień. W sobotnie popołudnie w starciu ekip z dna tabeli Kanarki zremisowały na wyjeździe z Burnley 0:0. Pomimo bezbramkowego remisu obie ekipy miały okazje na strzelenie gola (Burnley oddało cztery strzały na bramkę rywala, Norwich dwa). Najpoważniejsze okazje mieli Mathias Normann z Norwich w 51. minucie rywalizacji oraz Matthew Lowton z Burnley w doliczonym czasie gry drugiej połowy. Strzał Normana z rzutu wolnego świetnie obronił jednak Nick Pope, a Lowton uderzył głową minimalnie niecelnie i piłka poleciała tuż nad poprzeczką. Zmarnował piłkę meczową i okazję na zapewnienie pierwszej wygranej w tegorocznej kampanii. A tak tylko jest punkt. Obie ekipy muszą na swoje przełamanie jeszcze poczekać.

Warto z ciekawych akcji pokazać niesamowity rajd stopera Kanarków Ozana Kabaka, który przez chwilę poczuł się niemalże jak Leo Messi czy Kylian Mbappe. Rywal za faul na nim zarobił żółtą kartkę. Turek miał swoje pięć minut w sobotę. Zszokował wielu tą akcją, ciekawe czy samego siebie też?

Burnley – Norwich 0:0 (0:0)

Zabójcza końcówka The Blues

Obie ekipy w ostatniej kolejce doznały porażki w domowym spotkaniu, więc ich determinacja, żeby w sobotnie popołudnie zwyciężyć na Stamford Bridge, była bardzo wysoka. Lepiej spotkanie rozpoczęli The Blues, którzy objęli prowadzenie w 9. minucie meczu. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę głową do siatki skierował Trevor Chalobah. Później gospodarze kontrolowali przebieg spotkania – tworzyli sobie kolejne okazje bramkowe. Mogli prowadzić nawet 3:0 w pierwszej części gry, ale trafienia Romelu Lukaku i Timo Wernera nie zostały niestety uznane. Belg był na spalonym, a przy trafieniu Niemca wcześniej faulował boczny obrońca Chelsea, Cesar Azplicueta.

Tymczasem goście wyrównali w 61. minucie spotkania. Sędzia odgwizdał rzut karny dla Southampton po faulu w polu karnym Chelsea Bena Chilwella na Valentinie Livramento. Jedenastkę na bramkę zamienił talizman Świętych od kilku dobrych lat James Ward-Prowse. Kapitan gości przebył jednak w sobotę w Londynie drogę z nieba do piekła. W 77. minucie rywalizacji wyleciał z boiska z czerwoną kartką po brzydkim ataku na nogę Jorginho. Gospodarze przewagę wykorzystali koncertowo. Zadali dwa ciosy w pięć minut. Zachowali się jak wytrawny bokser. Najpierw w 84. minucie gola (tym razem prawidłowego) zdobył Werner, a wynik ustalił w 300 sekund później Chilwell strzałem z woleja. Niemiec zdobył swojego pierwszego gola w lidze angielskiej od 24 kwietnia tego roku. Zasłużona wygrana The Blues, którzy powinni wygrać ten mecz o wiele wyżej oraz wcześniej. Jan Bednarek (Southampton) rozegrał całe zawody, co bardzo nas cieszy przed najbliższymi, październikowymi meczami kadry.

Chelsea – Southampton 3:1 (1:0)

Bramki: Trevor Chalobah 9′, Timo Werner 84′, Ben Chilwell 89′ – James Ward-Prowse 61′

Hiszpański stoper daje przełamanie

W końcu chciałoby się powiedzieć. Podopieczni Marcelo Bielsy odnieśli premierową wygraną w tym sezonie. W sobotę pokonali na własnym boisku Watford 1:0. Zwycięskiego gola w 18. minucie meczu strzałem z bliskiej odległości zdobył Diego Llorente. Jednak gospodarze mogli i powinni wygrać te zawody znacznie wyżej. 67% posiadania piłki, 20:5 w strzałach, 4:1 w strzałach celnych, 6:3 w rzutach rożnych. Leeds było znacznie lepsze od gości w każdym elemencie i zaprezentowało się bardzo dobrze. Oby taka forma się utrzymała dłużej, gdyż Leeds dalej jest w dolnej części tabeli i potrzebuje kolejnych punktów.

Mateusz Klich (Leeds) zagrał w wyjściowym składzie i zszedł z boiska w czwartej minucie doliczonego czasu gry. Po tym spotkaniu z kolei trener gości, Xisco został zwolniony. No cóż, karuzela trenerska zacznie nabierać rozpędu. Ciekawe kto następny na nią wsiądzie. Na pewno nie będzie (przynajmniej na razie) na niej Mikela Artety, który w ostatnim czasie w pewnym stopniu poprawił wyniki z Arsenalem.

Leeds – Watford 1:0 (1:0)

Bramka: Diego Llorente 18′

Duet koreańsko-meksykański gwarantem punktów dla Wilków

Wolves, które wygrało tydzień temu 1:0 z Southampton po golu Raula Jimeneza kontra Newcastle, które jeszcze nie zaznało w tegorocznych rozgrywkach smaku zwycięstwa. Spotkanie lepiej zaczęło się dla gospodarzy, którzy objęli prowadzenie w 20. minucie spotkania. Jimenez znakomicie podał do Hwanga-Hee Chana, a ten strzałem w lewy róg bramki nie dał szans bramkarzowi gości Karlowi Darlowowi. Koreańczyk wypożyczony z RB Lipsk zdobył swoją 2. bramkę w tegorocznej kampanii. Gospodarze mieli później dwie świetne okazje, aby podwyższyć prowadzenie, ale strzał Joao Moutinho obronił Darlow, a z kolei Trincao uderzył w poprzeczkę. No i jak mówi znane od wielu lat piłkarskie przysłowie „niewykorzystane okazje lubią się mścić” znalazło swoje zastosowanie w tym meczu. W 41. minucie Jeff Hendrick strzałem z dystansu wyrównał wynik zawodów. Warto podkreślić, że pojawił się na boisku pięć minut wcześniej za kontuzjowanego Josepha Willocka. Ponadto strzelił swojego pierwszego gola w PL od 16 grudnia 2020 roku.

W drugiej części gry dwie dogodne okazje na strzelenie bramki miało Newcastle, ale niestety ich nie wykorzystało. Swoją szansę wykorzystały za to Wilki. Koreańsko-meksykański duet gwarantujący Wilkom punkty wkroczył ponownie do akcji — Jimenez podał, Hee-Chan strzelił i dał prowadzenie gospodarzom w 58. minucie pojedynku. Newcastle próbowało wyrównać, ale niestety im się nie udało i dalej są bez zwycięstwa w tym sezonie. Sytuacja w tabeli wygląda coraz gorzej. Steve Bruce coraz bliżej zajęcia miejsca na rozpędzającej się trenerskiej karuzeli.

Wolverhampton – Newcastle United 2:1 (1:1)

Bramki: Hwang Hee-Chan 20′, 58′ – Jeff Hendrick 41′

Dużo strzałów, ale mało w kierunku bramki. Bezbramkowy remis na koniec sobotniego dnia

Tydzień temu o grze Arsenalu mówiłem w samych superlatywach. Zresztą nie tylko ja, wielu ekspertów też ich chwaliło za to, co pokazali w derbowym starciu z Tottenhamem. No i chyba piłkarze Mikela Arterty uznali, że coś jest nie tak i wrócili do formy z pierwszych kolejek sezonu. Jednak co najważniejsze przynajmniej zdobyli mimo wszystko jakieś punkty — bezbramkowy remis na wyjeździe z dobrze grającym w tym sezonie Brighton. Gospodarze mieli 58% posiadania piłki, oddali 21 strzałów na bramkę rywala, ale byli też totalnie nieskuteczni — tylko dwa z nich poleciały w światło bramki. Wzięli przykład z Arsenalu, który strzelał na potęgę w meczu z Norwich, ale trafiał kulą w płot. Kanonierzy oddali osiem strzałów, ale tak samo jak Mewy mieli dwa uderzenia w światło bramki — piłka po strzale głową Aubumeyanga zatrzymała się na słupku, a uderzenie Smitha Rowa obronił Sanchez. Słaby mecz w deszczowym Brighton i chyba nikt nie narzeka na ten punkt. Jakub Moder (Brighton) zagrał w tym meczu 78 minut.

Brighton – Arsenal 0:0 (0:0)

W Premier League niedziela pełna fantastycznych spotkań

Jak nie idzie, to nie idzie. Fatalna seria Lisów trwa. Genialne zmiany Patricka Viery

Leicester po wpadce w czwartek na Łazienkowskiej z Legią pojechało do Londynu na mecz z Crystal Palace. No i wszystko układało się dla nich bardzo dobrze, bo w sześć minut wypracowali sobie dwubramkowe prowadzenie. Najpierw w 31. minucie wynik rywalizacji otworzył Kelechi Ihenacho wykorzystując prezent od obrony Orłów. W 37. minucie gola zdobył Jamie Vardy, czyli polisa ubezpieczeniowa Lisów. 6. gol Anglika w tym sezonie w Premier League. Było pięknie, cudownie zanosiło się na przerwanie 3-meczowej passy bez wygranej w lidze angielskiej.

No i wszystko rozpadło się jak domek z kart. W czasie jedenastu minut — tyle potrzeba, by zmarnować dwubramkową przewagę. Najpierw w 61. minucie gola kontaktowego dla gospodarzy zdobył Michael Olise, dla którego było to debiutanckie trafienie na poziomie Premier League. Na placu gry pojawił się osiem minut wcześniej. Jeszcze mniej czasu po wejściu (dokładnie niecałe 60 sekund) potrzebował na strzelenie gola wyrównującego Jeffrey Schlupp. Drugi remis Lisów z rzędu w PL. W siedmiu ostatnich meczach podopieczni Brendana Rogersa wygrali tylko raz. Następny rywal? Manchester United. Rywal miód malina na przełamanie. A punkty potrzebne są od zaraz, bo czołówka zaczyna odjeżdżać.

Crystal Palace – Leicester 2:2 (0:2)

Bramki: Michael Olise 61′, Jeffrey Schlupp 72′ – Kelechi Ihenacho 31′, Jamie Vardy 37′

Fantastyczna metamorfoza Kogutów w Londynie

Oglądając dzisiaj mecz Tottenhamu z Aston Villą, można było się zastanawiać czy to na pewno ten zespół, który dostał tydzień temu 1:3 w derbowym starciu od Arsenalu. Niektórzy może sprawdzali, czy włączyli na pewno dobry kanał w telewizorze. Dlaczego? Bo pierwszy raz za czasów Nuno Espirito Santo Koguty był ofensywnie nastawione i pazerne na zdobywanie goli. Zmiana stylu gry o 360 stopni w porównaniu z tym, co się działo w ostatnich tygodnach. W 27. minucie Spurs objęło prowadzenie. Bardzo aktywny w tym meczu Heung Min-Son podał do Pierre’a Emile Hojberga, a ten strzałem z okolicy linii pola karnego w prawą stronę bramki otworzył wynik spotkania. Zasłużona bramka dla gospodarzy.

W drugiej części gry Koguty dążyły do podwyższenia prowadzenia, ale były nieskuteczne jak Barcelona w ostatnich tygodniach. Jednak w porównaniu z Barcą, Tottenham oddawał jakieś strzały w światło bramki. Co za sukces. Goście z Villa Park doprowadzili do remisu w 67. minucie za sprawą gola strzelonego z bliskiej odległości przez Oliviera Watkinsa. Anglik zdobył swojego pierwszego gola w tym sezonie i trafił do siatki w PL pierwszy raz od 19 maja 2021 roku, kiedy to zdobył bramkę w starciu z… Tottenhamem. Wkurzeni gospodarze ponownie objęli prowadzenie cztery minuty później. W pole karne Son podawał do Lucasa Moury, ale drugą asystę postanowił zabrać Koreańczykowi piłkarz gości Matt Targett i wpakował piłkę do własnej siatki. Tottenham przełamuje serię trzech porażek z rzędu w lidze angielskiej. I co najważniejsze – robi to w dobrym stylu.

Tottenham – Aston Villa 2:1 (1:0)

Bramki: Pierre Emile-Hojbjerg 27′, Matt Targett (sam.) 71′ – Olivier Watkins 67′

Powtórka z rozrywki dla Młotów w derbach

West Ham – Brentford 1:2 (0:1)

Bramki: Jarod Bowen 80′ – Bryan Mbuemo 20′, Yoane Wissa 90+5′

Kolejne, siódme derby Londynu w tym sezonie. Zostało ich tylko jeszcze dwadzieścia trzy w tegorocznej kampanii. No trudno się temu jednak dziwić jak w Premier League mamy aż sześć ekip ze stolicy Anglii w tegorocznej kampanii. W meczu West Hamu z Brentford pierwsi prowadzenie objęli goście za sprawą gola Bryana Mbuemo w 20. minucie pojedynku po dobitce pierwszego uderzenia. Łukasz Fabiański świetnie obronił pierwszy strzał, ale na drugi już był bezradny.

Młoty wyrównały w 80. minucie po uderzeniu w prawy róg bramki Jarroda Bowena. Jednak niestety dla West Hamu powróciły demony przeszłości z poprzednich starć — tym razem tego ostatniego u siebie z Manchesterem United. Znowu stracili gola przeważającego o zwycięstwie rywala w ostatnich minutach meczu. Tym razem w piątej minucie doliczonego czasu gry. Yoane Wissa strzałem z woleja w lewy róg bramki nie dał Fabianowi szans na udaną interwencję. Drugi gol Wissy, który zapewnił punkty Brentfordowi. Tydzień temu jeden z Liverpoolem, dzisiaj trzy na Stadionie Olimpijskim. Beniaminek ograł kolejną silną ekipę w Premier League. Z taką grą to na luzie zapewnią sobie utrzymanie w tym sezonie.

Dwie, diametralnie różne połowy hitowego starcia na Anfield

Liverpool – Manchester City 2:2 (0:0)

Bramki: Sadio Mane 59′, Mohamed Salah 76′ – Phil Foden 69′, Kevin De Bruyne 81′

Relację z tego spotkania możesz przeczytać tutaj: Beznadziejna pierwsza, fantastyczna druga połowa szlagieru Premier League na Anfield!

Tabela po 7. kolejce Premier League:

Ilość meczów w sezonie: 70, wygrane gospodarzy: 28, remisy: 20, wygrane gości: 22

Król strzelców: Jamie Vardy (Leicester) oraz Mohamed Salah (Liverpool) – po 6 trafień

Lider asyst: Paul Pogba (Manchester United) – 7 asyst

Terminarz 8. kolejki:

Teraz z racji przerwy na mecze reprezentacyjne czeka nas prawie 2-tygodniowy odpoczynek od spotkań Premier League, która powróci w połowie października. A dokładniej rzecz ujmując 16 października (sobota), kiedy to 8. serię gier zainauguruje starcie Watfordu z Liverpoolem. Początek o godzinie 13:30.

W tej kolejce najciekawiej zapowiada się starcie drużyn, które mają w ostatnim czasie lekki dołek formy. Na King Power Stadium zmierzą się Leicester City i Manchester United. Lisy niezbyt udanie zaczęły tegoroczny sezon i w związku z tym muszą gonić czołówkę tabeli. Nie idzie im też za dobrze w Lidze Europy, gdzie ostatnio przegrali na Łazienkowskiej z Legią. Z kolei Czerwone Diabły w dwóch ostatnich domowych meczach w lidze angielskiej zdobyły zaledwie jeden punkt. Posady menedżerów — Brendana Rogersa i Ole Gunnara Solskjaera mogą zaraz nie być są aż tak stabilne, jak były jeszcze przed startem tego sezonu. Zapowiada się pasjonujące widowisko! Początek tej potyczki w sobotę o godzinie 16:00.

Ciekawie powinno być też w niedzielę na Goodison Park, gdzie Everton zmierzy się z West Hamem United. Obie ekipy dobrze się spisują w tegorocznej kampanii i z pewnością będą chciały utrzymać ten trend. Ósmą kolejkę zakończy natomiast starcie na Emirates Stadium, gdzie Arsenal będzie gościł Crystal Palace.

Screen: flashscore.pl

Kacper Czuba