Angielski Weekend #6: Niewykorzystana wielka szansa Brighton. Arsenal wygrywa derby Londynu

Share on facebook
Share on twitter
240813232_907084789880492_1111441767404945146_n

Cóż to był za pełen piłkarskich emocji weekend w Anglii! Sobota zaczęła się niespodziewanym wynikiem i również się nim zakończyła. W niedzielę natomiast mieliśmy okazję zobaczyć coś, czego w lidze angielskiej dawno nie oglądaliśmy. Natomiast na zakończenie kolejki w poniedziałek Brighton stało przed ogromną szansą na objęcia prowadzenia w tabeli. Czy ją wykorzystało? Czas na omówienie wyników szóstej serii gier w Premier League!

Sobota pełna dramaturgii oraz zaskakujących rezultatów

Pasjonujący rewanż za finał Ligi Mistrzów

Na start 6. serii spotkań doszło do rewanżu za ostatni finał Ligi Mistrzów pomiędzy Chelsea a Manchesterem City. Przypomnijmy, że 29 maja tego roku, w Porto The Blues wygrali 1:0 po golu Kaia Havertza. The Citizens mieli więc świetną okazję do tego, by się zrewanżować za tę porażkę. Do tego jeszcze na terenie rywala. W pierwszych 45 minutach potyczki było widać iż goście bardzo chcą wywieźć 3 punkty z Londynu. Mieli przewagę w posiadaniu piłki (67:33), w strzałach (6:1). Jednak żadna z ekip nie oddała strzału na bramkę, a z hitu zrobił się kit. Dodatkowo Chelsea straciła w pierwszej połowie będącego w świetnej dyspozycji na starcie rozgrywek Reeca Jamesa z powodu kontuzji. Widowisko było o niebo bardziej atrakcyjne w drugiej połowie.

W drugiej części gry City dalej przeważało. A jak przeważało to i strzeliło w końcu. Osiem minut po starcie drugiej połowy Joao Cancelo podał do Gabriela Jesusa, który się obrócił i uderzył na bramkę. Piłka po rykoszecie wpadła przy lewym słupku do siatki. Później City miało jeszcze cztery okazje na podwyższenie prowadzenia, ale fantastycznie w bramce spisywał się Edouard Mendy. Próbowali go pokonać kolejno Grealish (dwa razy), Laporte i Jesus, ale za każdym razem lepszy był bramkarz The Blues. Chelsea zagrała lepiej niż w pierwszych 45 minutach, jednak w przeciągu całego spotkania nie oddała ani jednego celnego uderzenia na bramkę Edersona. Zasłużona wygrana The Citizens.

Chelsea – Manchester City 0:1 (0:0)

Bramka: Gabriel Jesus 53′

Gabriel Jesus | Fot. Manchester City – Facebook

Ekscytująca końcówka spotkania w Teatrze Marzeń

Na Old Trafford oglądaliśmy dosyć ciekawe starcie. W pierwszej części gry znacznie przeważali gospodarze, którzy mieli przewagę niemalże w każdej statystyce – 60% posiadania piłki, 15 strzałów na bramkę (przy dwóch rywala). Nie przełożyło się to jednak na wynik na tablicy wyników. W drugiej części gry goście spisywali się już lepiej, ale to w dalszym ciągu gospodarze hurtowo oddawali strzały na bramkę Aston Villi. Ciągle robili to jednak bez skutku. Największe emocje były w ostatnich minutach rywalizacji.

Podopieczni Deana Smitha zirytowani nieskutecznością Czerwonych Diabłów sami przeprowadzili w 88. minucie pojedynku akcję bramkową. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do piłki doszedł stoper Kortney Hause, który strzałem głową w lewy, górny róg bramki wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie. Hause mógł to wszystko zaprzepaścić w doliczonym czasie gry — zagrał ręką w polu karnym w doliczonym czasie gry i gospodarze mieli rzut karny na remis. Jednak na jego szczęście Bruno Fernandes wolał trafić piłką w trybuny niż do bramki przeciwnika. Pierwsza porażka United w tegorocznych rozgrywkach. Aston Villa z drugą wygraną z rzędu. I to bardzo cenną. 

Manchester United – Aston Villa 0:1 (0:0)

Bramka: Kortney Hause 88′

Nie ma nawet jeszcze grudnia, a Kanarki już rozdają prezenty rywalom

Tydzień temu zastanawiałem się, kto pierwszy zapunktuje w tym sezonie — Norwich w Premier League czy Sokół Ostróda w 2. lidze polskiej. Wyścig wciąż trwa — Kanarki w ubiegłą sobotę przegrały na Goodison Park z Evertonem 0:2. Pierwszą bramkę straciły po błędzie stopera Ozana Kabaka, który faulował w polu karnym pomocnika Evertonu, Allana. W 29. minucie rzut karny na bramkę zamienił Andros Townsend. Potem Kanarki próbowały wyrównać, ale trafiały jak kulą w płot. No i w dodatku straciły drugiego gola. Znowu po swoim błędzie — tym razem strata piłki w środku pola. Demarai Gray w kontrataku podał do Abdoulaye Doucoure, a ten strzałem w lewy róg bramki podwyższył prowadzenie. Nawet nie mamy jeszcze grudnia, a piłkarze Norwich już zachowują się jak Święty Mikołaj — rozdają prezenty rywalom. Efekt ich szczodrości jest taki, że mają zero „oczek” w tabeli, a w ten weekend czeka ich „mecz za sześć punktów” z Burnley, które też nie zaczęło tego sezonu zbyt dobrze.

Everton – Norwich City 2:0 (1:0)

Bramki: Andros Townsend 29′ (rzut karny), Abdoulaye Doucoure 77′

Dramaturgia na Elland Road z udziałem Polaków

Na Elland Road oglądaliśmy dosyć ciekawe starcie. Leeds z Mateuszem Klichem w składzie mierzyło się z West Hamem United Łukasza Fabiańskiego. Choć w pierwszych minutach pojedynku przeważali goście, to bramkarz gospodarzy Ian Meslier za każdy razem bronił uderzenia w świetnym stylu. No i dzięki temu pierwsi prowadzenie objęli gospodarze — w 19. minucie meczu piłkę na swojej połowie stracił pomocnik Młotów Tomas Soucek. Przejął ją Rodrigo i dograł w pole karne do Klicha. Polak podał ją do Raphinhi, który nie dał szans Fabianowi i strzelił swojego 3. gola w tym sezonie.

Po tym goście dążyli do doprowadzenia do remisu. Wyrównali (prawie) w 53. minucie za sprawą strzału Soucka głową do bramki, ale wcześniej faulowany był Meslier. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Kwadrans później prawą stroną boiska popędził Jarrod Bowen i piłka po jego strzale oraz podwójnym rykoszecie wpadła do siatki. Drugi z tych rykoszetów dotyczył Junior Firpo, który zapisał na swoim koncie gola samobójczego. Zwycięstwo w 90. minucie Młotom dał ich talizman Michail Antonio, który wygrał pojedynek sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Kapitalną asystę przy zwycięskiej bramce zanotował Declan Rice. Leeds wciąż bez zwycięstwa w tegorocznej kampanii.

Leeds – West Ham United 1:2 (1:0)

Bramki: Raphinha 19′ – Junior Firpo 68′ (sam.), Michail Antonio 90′

Vardy z hat-trickiem bramek. Nie wszystkie padły jednak dla Lisów

Leicester w lekkim dołku, Burnley bez zwycięstwa w tegorocznej kampanii. Zapowiadało się więc na ciekawe starcie. No i takie też było. Już w 12. minucie Jamie Vardy zdobył gola strzałem głową. Tylko że trafił do nie tej bramki co powinien i to goście prowadzili po sytuacji z rzutu rożnego. W 38. minucie rywalizacji Vardy zdobył swoją drugą bramkę sobotniego popołudnia — tym razem dla swojej drużyny. 120 sekund później goście ponownie prowadzili — Matej Vydra dośrodkował piłkę w pole karne, a tam Maxwell Cornet strzałem z woleja w prawy róg bramki pokonał Kaspera Schmiechela. Leicester walczyło, przejęło inicjatywę i ponownie doprowadziło do wyrównania. W 85. minucie meczu Vardy strzelił trzeciego gola w tym meczu oraz piątego w tym sezonie i było 2:2. Duży udział przy golu dla Lisów miał bramkarz Burnley, Nick Pope, który wyszedł zbyt wysoko i dał prezent gospodarzom. W doliczonym czasie gry gola na 3:2 zdobył Chris Wood, ale w momencie podania był on na spalonym. W związku z tym na King Power Stadium doszło do podziału punktów w sobotę.

Leicester City – Burnley 2:2 (1:2)

Bramki: Jamie Vardy 38′, 85′ – Jamie Vardy 12′ (sam.), Maxwell Cornet 40′

Niewykorzystane okazje mogły się pomścić, ale nie tym razem

Mecz dwóch średniaków Premier League. W pierwszej połowie lepiej spisywali się goście, którzy mieli 51% procent posiadania piłki, oddali 11 strzałów na bramkę i mieli kilka okazji, by strzelić gola. Wykorzystali jedną z nich. W 23. minucie Alain Saint-Maximin podał do Seana Longstaffa, a ten strzałem w prawy, górny róg bramki wyprowadził Newcastle na prowadzenie. W drugiej części gry lepiej z kolei niż wcześniej grało Watford. No i to właśnie gospodarze w 72. minucie spotkania doprowadzili do remisu. Gola strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego zdobył Ismaila Sarr, który zdobył swoją czwartą bramkę w tym sezonie. Asystę zanotował przy tej bramce Joshua King, który również przez chwilę był na liście strzelców – 87. minucie dał Watfordowi prowadzenie, ale analiza VAR wykazała, że znajdował się wcześniej na spalonym. Ostatecznie batalia zakończyła się remisem, który jednak nikogo nie zadowala. Sroki mogły zamknąć i po raz pierwszy wygrać mecz w tym sezonie w pierwszej połowie. A tak wróciły do domu z zaledwie jednym punktem.

Watford – Newcastle 1:1 (0:1)

Bramki: Ismaila Sarr 72′ – Sean Longstaff 23′

Piłkarski spektakl na Community Stadium

Beniaminek, który bez kompleksów gra z czołową drużyną ligi. W wielu ligach (szczególnie w PKO Ekstraklasie) coś nie do pomyślenia. Bez kompleksów mam na myśli to, że konstruuje on akcje bramkowe, a nie jedynie desperacką obronę Częstochowy z myślą, że pójdzie jeden kontratak oraz padnie z tego gol. Brentford objęło jako pierwsze prowadzenie. W 27. minucie pojedynku Ivan Toney podał do Ethana Pinocka, a ten wpakował piłkę do pustej bramki. Radość nie trwała długo, bo cztery minuty później do remisu strzałem głową doprowadził Diogo Jota.

Po przerwie, w 54. minucie Mohamed Salah po asyście Fabinho wyprowadził The Reds na prowadzenie. Bramka uznano dopiero po analizie VAR. Niespełna 10 minut później ponownie był remis — autorem gola wyrównującego był Vincent Janelt. Liverpool jednak znowu szybko stonował radość gospodarzy. W 67. minucie przepięknym uderzeniem z dystansu w lewy, górny róg bramki popisał się Curtis Jones. Fantastyczny gol młodego talentu Liverpoolu. Jednakże Brentford nie poddało się i znowu wyrównało za sprawą Yoane Wissy w 82. minucie rywalizacji. Warto też dodać, że Wissa na murawie pojawił się zaledwie cztery minuty wcześniej. Gospodarze wywalczyli cenny punkt w starciu z ekipą TOP 6, który zwłaszcza pod koniec sezonu może być bardzo cenny. Na wagę złota wręcz. 

Brentford – Liverpool 3:3 (1:1)

Bramki: Ethan Pinnock 27′, Vitaly Janlelt 63′, Yoane Wissa 82′ – Diogo Jota 31′, Mohamed Salah 54′, Curtis Jones 67′

Niedziela pięknych historii:

Bednarek i koledzy z defensywy ograni jak juniorzy

Southampton wciąż nie wygrało meczu w tym sezonie. W starciu z Wolves mieli większe posiadanie piłki (57%: 43%), większą ilość strzałów (18-5, na bramkę 6-3). Jednak co z tego skoro przegrali? Goście zwyciężyli na St. James Park 1:0 po pięknej akcji bramkowej Raula Jimenza. Meksykanin najpierw wygrał pojedynek biegowy z Janem Bednarkiem, później dał sprawdzić Polakowi i jego partnerowi z obrony, Mohamedowi Salisu czy trawa na stadionie jest dobrze skoszona. Następnie miał sytuację sam na sam z Aleksem McCarthym, który aż sam się prosił, by Jimenez uderzył pomiędzy jego nogami. Tak też napastnik Wilków uczynił. Raul zdobył swoją pierwszą bramkę od 336 dni i 301 dni od koszmarnej kontuzji czaszki, której doznał w starciu przeciwko Arsenalowi zderzając się głowami z Davidem Luizem. Wtedy nie zanosiło się na to, żeby Meksykanin kiedykolwiek wrócił do grania w piłkę. On jednak wrócił i to w świetnym stylu. Piękna historia, dla której warto oglądać piłkę nożną. Wilki z cennym zwycięstwem.

Southampton – Wolverhampton 0:1 (0:0)

Bramki: Raul Jimenez 61′

Arsenal skuteczny jak nigdy wcześniej. Przynajmniej w ostatnim czasie

Ironizowałem z gry Arsenalu w ostatnich tygodniach, bo niestety na to zasługiwali. Jednak w niedzielne popołudnie zagrali całkiem solidne zawody. W pierwszej połowie zachowali się jak bokser, który chce jak najszybciej położyć swojego przeciwnika na deski. Byli do bólu skuteczni. Do wymierzenia trzech konkretnych ciosów potrzebowali tylko 22 minut. Najpierw, w 12. minucie rywalizacji wynik otworzył niskim strzałem w środek bramki Emil Smith Rowe. Kwadrans później Anglik asystował przy golu na 2:0 Pierre Emericka-Aubumeyanga. W 34. minucie nokautu dopełnił Bukayo Saka, który zdobył gola po kontrataku. Cztery strzały celne — trzy gole. Arsenal w ostatnim czasie nie przyzwyczajał swoich fanów do takiej skuteczności. Natomiast Tottenham w pierwszych 45 minutach gry był jedynie tłem dla rywali. Zamiast ciekawego starcia, dostaliśmy mecz do jednej bramki. Niektórzy fani Kogutów opuścili The Emirates Stadium już po pierwszej połowie.

Druga odsłona tego starcia to nieśmiała, aczkolwiek ciut lepsza gra Tottenhamu. Dwie okazje bramkowe miał Harry Kane, ale z żadnej z nich nie zdobył gola. To tyle na temat występu kapitana reprezentacji Anglii w niedzielne popołudnie w Londynie. Anglik był kompletnie niewidoczny. Po części to wina defensywnego systemu gry Nuno, ale też i Harry’ego, który nie prezentuje się, choć w 50% tak, jak w ostatnim sezonie. Z taką formą w City jedynie zmieniałby Gabriela Jesusa. Goście honorowego gola zdobyli w 79. minucie meczu. Sergio Regullion dośrodkował w pole karne, do piłki dopadł Heung-Min Son i zdobył swoją trzecią bramkę w tym sezonie. I tyle. Arsenal z trzecią wygraną, Tottenham z trzecią porażką z rzędu w rozgrywkach Premier League.

Arsenal – Tottenham 3:1 (3:0)

Bramki: Emil Smith Rowe 12′, Pierre Emerick – Aubumeyang 27′, Bukayo Saka 34′ – Heung-Min Son 79′

Wielka szansa dla Brighton w poniedziałek. Czy z niej skorzystali?:

Brighton dzięki rezultatom z weekendowych spotkań w poniedziałkowy wieczór stało przed ogromną szansą objęcia fotelu lidera Premier League. Potrzebowali do tego tylko wygranej z Crystal Palace. No i chyba to ich przeraziło. Dlaczego? Ponieważ w pierwszych 45 minutach gry oddali jedynie trzy strzały na bramkę rywala i tylko jeden z nich był w światło bramki (dla porównania Crystal Palace miało 7 strzałów oraz 3 w kierunku bramki). Gospodarze swoją przewagę wykorzystali pod koniec pierwszej połowy. W polu karnym Brighton faulowany był Conor Gallagher przez Leandro Trossarda i sędzia wskazał na 11. metr. Naszym zdaniem to dosyć wątpliwy rzut karny. Z niego gola zdobył Wilfred Zaha.

Druga część gry to o wiele lepsza gra gości, którzy dążyli do wyrównania. Mieli ponad 60% posiadania piłki, oddali więcej strzałów na bramkę rywala. Atakowali, atakowali i wyrównali pod koniec spotkania. W doliczonym czasie gry niefortunnie interweniował bramkarz gospodarzy Vincent Guaita. Przez to piłka znalazła się przy nodze bocznego obrońcy Brighton Joela Veltmana, który podał do Neala Maupaya. Ten przelobował Guaitę i dał cenny remis Mewom. Zawsze warto walczyć do końca. Oto jeden z przykładów. Niestety remis jednak nie dał gościom fotelu lidera Premier League. Szkoda. Jakub Moder (Brighton) wszedł na boisko z ławki rezerwowych w 65. minucie pojedynku.

Crystal Palace – Brighton 1:1 (1:0)

Bramki: Wilfred Zaha 45+2′ (rzut karny) – Neal Maupay 90+5′

Tabela po 6. kolejce Premier League:

Ilość meczów w sezonie: 60, wygrane gospodarzy: 24, remisy: 15, wygrane gości: 21

Król strzelców: Mohamed Salah (Liverpool), Jamie Vardy (Leicester City), Michail Antonio (West Ham United) – 5 goli

Lider asyst: Paul Pogba (Manchester United) – 7 asyst

Terminarz 7. kolejki Premier League:

Następna, już 7. kolejka rozgrywek Premier League będzie ostatnią rozegraną serią gier tuż przed październikową przerwą na mecze reprezentacji. Najciekawsze będą potyczki otwierające oraz zamykające siódmą rundę spotkań. Na początek starcie na Goodison Park, gdzie Everton podejmie Manchester United. Obie ekipy mają spore aspiracje, sięgające co najmniej gry w europejskich pucharach. Zapowiada się więc pasjonująca oraz elektryzująca rywalizacja.

Screen: flashscore.pl

Na koniec weekendowych zmagań, w niedzielę hit kolejki na Anfield — Liverpool kontra Manchester City. Podopieczni Juergena Kloppa dobrze zaczęli sezon i z pewnością będą chcieli to potwierdzić w starciu z The Citizens. Ponadto mają się też za co rewanżować — w ostatnim starciu w Liverpoolu w lutym tego roku The Reds przegrali z City aż 1:4. Ponownie liczymy na grad bramek i na wspaniałe widowisko!!

Z tej okazji już teraz przeprowadzamy ankietę na Twitterze na temat niedzielnego hitu. Zapraszamy do dyskusji! Ponadto w tym tygodniu pojawi się również obszerna zapowiedź hitowego pojedynku.

Kacper Czuba