Angielski Weekend #5: De Gea bohaterem United, The Blues wyraźnie lepsi od Kogutów

Share on facebook
Share on twitter
240813232_907084789880492_1111441767404945146_n

Ach, jak wiele się dzieje w Premier League!! W 5. kolejce najwięcej emocji było na Stadionie Olimpijskim, gdzie Manchester United w końcówce meczu wywalczył sobie komplet punktów w Londynie. Przy sporym udziale Davida De Gei. W hicie kolejki, jakim były derby Londynu, Tottenham na własnym stadionie został rozbity przez Chelsea. To było też jednak trochę do przewidzenia. Czas na przegląd weekendowych wydarzeń z Anglii!!

Z Klichem czy bez, Leeds wciąż nie wygrywa

Newcastle United – Leeds United 1:1 (1:1)

Bramki: Alain Saint-Maximin 44′ – Raphinha 13′

Na otwarcie 5. kolejki mieliśmy okazję zobaczyć starcie drużyn, które wciąż nie wygrały w tegorocznej kampanii w Premier League. Newcastle podejmowało Leeds, gdzie do podstawowego składu wrócił po przebyciu koronawirusa Mateusz Klich. Jednak czy z Polakiem w składzie, czy bez niego, Leeds wciąż nie ma zwycięstwa w lidze angielskiej. Mimo to piątkowa rywalizacja dobrze się dla nich rozpoczęła — w 13. minucie Raphinha dośrodkowywał piłkę w pole karne, która zamieniła się jednak w centrostrzał — piłka skozłowała po murawie i wpadła do siatki. Gospodarzom udało się wyrównać tuż przed przerwą. Joelinton podał do Alaina Saint-Maximina, a ten wykazał się świetnym dryblingiem w polu karnym Newcastle i uderzeniem w lewy, dolny róg bramki doprowadził do remisu.

W drugiej części pojedynku strzelec gola dla Srok miał kolejne dwie okazje na to, by ustrzelić dublet, ale dwukrotnie nie dał się pokonać bramkarz Leeds, Ian Meslier, który w świetnym stylu obronił uderzenia pomocnika Newcastle. Szanse na objęcie prowadzenie mieli też goście, ale uderzenia Daniela Jamesa oraz Raphinhi obronił Karl Darlow. Remis na Saint’s James Park.

Beniaminek z kolejnym cennym zwycięstwem

Wolverhampton – Brentford 0:2 (0:2)

Bramki: Ivan Toney 28′ (rzut karny), Bryan Mbeumo 34′

W 4. kolejce tego sezonu Wilki po raz pierwszy zwyciężyły, a beniaminek pierwszy raz zszedł z boiska pokonany w Premier League. Sobotnie spotkanie na Molineux Stadium lepiej ułożyło się jednak dla podopiecznych Thomasa Franka, którzy pewnie wygrali 2:0. Najpierw w 28. minucie meczu obrońca Wolves, Fernando Marcal pociągnął za koszulkę w polu karnym pomocnika Brentford, Ivana Toneya i arbiter bez wahania wskazał na 11. metr. Jedenastkę na gola zamienił sam poszkodowany. Sześć minut później, autor pierwszej bramki dośrodkował piłkę w pole karne, którą przyjął Bruce Mbeumo i wpakował piłkę do pustej bramki. Goście odnieśli drugie zwycięstwo w tegorocznych rozgrywkach. I to całkowicie zasłużone. Wilki miały natomiast przewagę w posiadaniu piłki (62 do 38%), ale tylko jednym strzałem byli w stanie zagrozić bramce rywali (uderzenie w poprzeczkę). Czwarta porażka w tej kampanii. Czy to czas, by w Wolverhampton bić na alarm? Może tak, może nie, bo za nimi w tabeli są drużyny, którym jednak nie wychodzi jeszcze bardziej niż im.

Fantastyczny strzał Norwega daje 3 punkty Kanonierom

Burnley – Arsenal 0:1 (0:1)

Bramka: Martin Odegaard 30′

Ależ niemiłosiernie się męczy Arsenal ze swoją grą w tym sezonie Premier League. Aż przykro czasami na to patrzeć. Co prawda Kanonierzy wygrali drugi mecz z rzędu (i to ponownie 1:0), ale ich styl gry dalej pozostawia wiele do życzenia. Bramkę na wagę zwycięstwa fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego zdobył Martin Odegaard. Czy to będzie ten klub oraz te rozgrywki, gdzie norweski wonderkid w końcu pokaże, jaki drzemie w nim potencjał? Oraz, że stać go, żeby być w czołówce najlepszych pomocników świata? W tym meczu doszło też do małej kontrowersji. W 68. minucie Ben White popełnił kardynalny błąd w rozegraniu piłki — jego podanie do Aarona Ramsdale przechwycił piłkarz Burnley Matey Wydra. Po tym zdarzeniu zawodnik gospodarzy był faulowany w polu karnym przez Ramsdala, ale gwizdek sędziego Anthonego Taylora milczał. Mamy wątpliwości czy to była słuszna decyzja. Nie mniej jednak Arsenal wygrał i teraz czekają go derby z Tottenhamem.

The Reds wskakują na fotel lidera

Liverpool – Crystal Palace 3:0 (1:0)

Bramki: Sadio Mane 43′, Mohamed Salah 78′, Naby Keita 89′

The Reds się nie zatrzymują! Po środowym zwycięstwie w Lidze Mistrzów z Milanem, w ubiegłą sobotę dosyć pewnie pokonali Crystal Palace 3:0. Liverpool dominował praktycznie w każdym elemencie — oddał więcej strzałów (25:13), w uderzeniach celnych zwyciężył aż 10:2 oraz miał 60% posiadania piłki. Tę przewagę przełożył na trzy bramki. Pierwszą zdobył tuż przed przerwą w 43. minucie Sadio Mane strzałem z bliskiej odległości.

W drugiej części gry podopieczni Juergena Kloppa potwierdzili swoją dominację oraz udokumentowali ją w postaci kolejnych dwóch trafień. Najpierw, w 79. minucie Virgil van Dijk podał do Mohameda Salaha, który pokonał bramkarza gości strzałem w prawy róg bramki. Przedstawienie na Anfield zakończył dziesięć minut później Naby Keita, który tak jak Mane zdobył gola uderzeniem z bliskiej odległości. The Reds wygrywają po raz czwarty w tegorocznych rozgrywkach i wskakują na fotel lidera Premier League (wraz z Chelsea). A Orły? Raz na wozie, raz pod wozem. Jednego dnia 3:0, innego 0:3. Równowaga utrzymana, to najważniejsze.

Remisowy powrót Bednarka do pierwszego składu Świętych

Manchester City – Southampton 0:0 (0:0)

W końcu Jan Bednarek zagrał w wyjściowym składzie Świętych w tym sezonie Premier League. Jaki efekt? Remis na Etihad Stadium z City. No i w dodatku z czystym kontem. No, całkiem fajna ta sobota w pracy naszego reprezentanta. The Citizens oddali w tym meczu więcej strzałów na bramkę przeciwnika (16:10). Dodatkowo mieli też znacznie wyższe posiadanie piłki (64-36%), ale byli bardzo nieskuteczni (zaledwie jedno uderzenie poleciało w światło bramki!). Mimo wszystko gospodarze zdobyli gola w doliczonym czasie gry drugiej połowy, ale na pozycji spalonej znalazł się jego strzelec Raheem Sterling. Wpadka Manchesteru City. Czwarty już (co za imponująca seria) remis Świętych z rzędu w tym sezonie. Dodatkowo dwa z nich osiągnięte przeciwko ekipom z Manchesteru. Całkiem spoko rezultat.

Błysk Sarra i Watford lepsze w pojedynku beniaminków

Norwich City – Watford 1:3 (1:1)

Bramki: Teemu Pukki 35′ – Emannuel Dennis 17′, Ismaila Sarr 63′, 80′

Na Carrow Road spotkali się tegoroczni beniaminkowie, którzy niezbyt udanie rozpoczęli rozgrywki. Zwyciężyli goście i to dosyć pewnie – 3:1. Strzelaninę rozpoczął Emannuel Dennis w 17. minucie meczu, który wygrał starcie powietrzne i uderzeniem głową lewy, dolny róg bramki dał prowadzenie ekipie gości. Na to odpowiedział fiński talizman Kanarków, Teemu Pukki, który szybkim strzałem w 35. minucie rywalizacji zamknął dośrodkowanie i dał wyrównanie swojej drużynie. Do przerwy mieliśmy remis.

A po niej swoje umiejętności cudownie zaprezentował Ismaila Sarr. Senegalczyk dwukrotnie wpakował piłkę do siatki, zapewniając Watfordowi drugą wygraną w sezonie. Najpierw w 63. minucie po podaniu Joshua Kinga strzelił w prawy dolny róg bramki Tima Krula. Dublet ustrzelił w 80. minucie, choć musiał pomagać mu VAR, bo sędzia początkowo myślał, że Sarr był na spalonym. Watford przełamał pechową serię trzech porażek z rzędu. Norwich wciąż jest bez punktów i można się zastanawiać, kto szybciej zapunktuje — czy oni w Premier League, czy Sokół Ostróda w 2. lidze polskiej. To będzie ciekawy wyścig.

Koncertowe dziesięć minut Aston Villi

Aston Villa – Everton 3:0 (0:0)

Bramki: Matty Cash 66′, Lucas Digne 69′ (sam.), Leon Bailey 75′

W starciu kandydatów na rewelację tegorocznych rozgrywek lepsza była ekipa z Villa Park, która przełamała się po niezbyt udanym starcie sezonu. Gospodarze sprawę 3 punktów załatwili w ciągu 10 minut w drugiej części spotkania. Sprawę rozpoczął medialny (na razie przynajmniej) reprezentant Polski, Matty Cash w 66. minucie meczu efektownym uderzeniem w prawy górny róg bramki. Taki kadrowicz to skarb — zwłaszcza do gry na wahadle. Paulo Sousa może będzie wtedy cały w skowronkach. 180 sekund później było już 2:0, a piłkę do swojej siatki wpakował boczny obrońca Evertonu, Lucas Digne. Wynik rywalizacji ustalił uderzeniem tuż pod poprzeczkę Leon Bailey w 75. minucie pojedynku. Cudowna bramka, jeszcze piękniejsza asysta Dannego Ingsa. Aston Villa wygrywa po drugi raz w tym sezonie. Goście pierwszy raz zaznali goryczy porażki w tegorocznej kampanii.

Brighton z czwartą wygraną w sezonie

Brighton – Leicester 2:1 (1:0)

Bramki: Neal Maupay 35′ (rzut karny), Danny Welbeck 50′ – Jamie Vardy 61′

Rewelacyjny start sezonu w wykonaniu podopiecznych Grahama Pottera! Czwarte zwycięstwo w piątym spotkaniu — tym razem w pokonanym polu pozostawili Leicester City, które w czwartek zremisowało na start fazy grupowej Ligi Europy z Napoli (2:2). Jako pierwsze prowadzenie objęło Brighton w 35. minucie meczu. Wtedy to właśnie stoper Lisów Jannik Vestergaard zagrał ręką w polu karnym i sędzia po chwili rozważań z Varem wskazał na wapno. Gola z 11. metra uderzeniem w lewy, górny róg bramki zdobył Neal Maupay. Goście byli totalnie zdominowani, zszokowani grą gospodarzy w pierwszych 45 minutach — w strzałach było 9:3, w celnych 4:0 dla Brighton. Podopieczni Brendana Rogersa byli bezradni i grali słabo.

Z szatni po przerwie Lisy dalej były w szoku po tym, co się działo w pierwszych 45 minutach. W 50. minucie potyczki gospodarze podwyższyli prowadzenie, a gola zdobył dawno nie widziany, słyszany w kontekście strzelania goli Danny Welbeck. Gości było tego dnia stać jedynie na gola kontaktowego, którego zdobył nie kto inny niż Jamie Vardy. Kto by się tego spodziewał. Brighton wygrało 2:1 i melduje się na 4. pozycji w tabeli.

Fantastyczna końcówka na Olimpijskim dla Czerwonych Diabłów

West Ham – Manchester United 1:2 (1:1)

Bramki: Said Benhrama 30′ – Cristiano Ronaldo 35′, Jesse Lingard 89′

Fantastyczna i pasjonująca końcówka piłkarskiego spektaklu na Stadionie Olimpijskim! Sam Hitchcock lepiej by tego nie wymyślił. Prowadzenie w rywalizacji jako pierwsi objęli gospodarze w 30. minucie meczu. Wtedy to Said Benhrama, który gra jak z nut na starcie rozgrywek, strzelił z okolicy pola karnego i piłka po rykoszecie wpadła do siatki. Radość West Hamu nie trwała jednak zbyt długo, bo 300 sekund później objawił się Cristiano Ronaldo i dobił piłkę do bramki dobrze strzeżonej tego dnia przez Łukasza Fabiańskiego. Jednakże na dobitkę CR7 Fabian jednak nie miał rady.

W drugiej części gry najwięcej działo się w końcowej fazie meczu. Goście w 89. minucie objęli prowadzenie po strzale z pola karnego w prawe okienko bramki Polaka. Kto zdobył gola? Jesse Lingard, który ostatnie pół roku grał w ekipie Młotów i miał olbrzymi wkład w awans drużyny z Londynu do fazy grupowej Ligi Europy. Wczorajszego popołudnia zapewnił 3 punkty Czerwonym Diabłom, strzelając gola w drugim spotkaniu z rzędu. Choć wcale tak się nie musiało to skończyć. W czwartej minucie doliczonego czasu gry ręką w polu karnym zagrał Luke Shaw i West Ham miał wyśmienitą okazję na doprowadzenie do remisu. Specjalnie na to wydarzenie wprowadzony został Mark Noble, ale jego uderzenie wybronił David De Gea. Tak, to nie pomyłka Hiszpan obronił jedenastkę — po raz pierwszy od pięciu lat. Zrobił coś czego mało kto się po nim spodziewał. Został bohaterem United. Piękna historia. Pierwsza porażka West Hamu, czwarta wygrana gości w tegorocznych rozgrywkach.

The Blues wyraźnie lepsi w derbach Londynu

Tottenham – Chelsea 0:3 (0:0)

Bramki: Thiago Silva 49′, N’Golo Kante 57′, Antonio Ruediger 90+2′

Rewelacyjna Chelsea rozbiła Koguty w derbach Londynu. W pierwszej połowie dała się wykazać Tottenhamowi (nie oddała strzału celnego na bramkę), a w drugiej wymierzyła aż trzy poważne ciosy Kogutom. Za strzelanie goli wzięła się obrona, która była najwyraźniej tego dnia poirytowana nieskutecznością kolegów z ofensywy. Najpierw w 49. minucie gola strzałem głową w prawy górny róg bramki zdobył stoper The Blues Thiago Silva. Osiem minut później prowadzenie uderzeniem z dalszej odległości podwyższył zmiennik N’Golo Kante. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Wynik w doliczonym czasie gry ustalił drugi stoper Antonio Ruediger, który w polu karnym Tottenham zachował się niczym rasowy napastnik. Niemalże jak Harry Kane normalnie, który był wczoraj bezradny. Zresztą jak cały Tottenham.

Chelsea wygrała i została liderem Premier League. Thomas Tuchel stworzył w stolicy Anglii defensywnego potwora, który jest nie do przejścia — dla The Blues było to 24 czyste konto w 37 spotkaniu za kadencji niemieckiego szkoleniowca w Londynie. Tottenham na starcie sezonu wygrał 3 razy po 1:0, teraz drugi raz z rzędu przegrywa 0:3. Zgadnijcie, kto jest następnym rywalem Kogutów? Oczywiście Arsenal, który stylem gry nie porywa. Tak jak Tottenham. Ależ nam się szykuje fascynujące widowisko. Warto zaopatrzyć się sporą ilość popcornu, bo będzie normalnie grad bramek w tym pojedynku.

Tabela po 5. kolejce Premier League:

Ilość meczów w sezonie: 50, wygrane gospodarzy: 22, remisy: 11, wygrane gości: 17

Król strzelców: Michail Antonio (West Ham United), Bruno Fernandes (Manchester United), Mohamed Salah (Liverpool) – 4 gole

Lider asyst: Paul Pogba (Manchester United) – 7 asyst

Terminarz 6. kolejki:

Szósta seria gier zapowiada się elektryzująco! Na start 6. kolejki rozgrywek dojdzie do rewanżu za ostatni finał Ligi Mistrzów — na Stamford Bridge Chelsea zmierzy się z Manchesterem City. Później z kolei na Molineux Stadium będziemy świadkami pojedynku zespołów, gdzie grają nasi reprezentanci. Leeds United, gdzie występuje Mateusz Klich zmierzy się z West Hamem United, w którym Łukasz Fabiański jest podstawowym goalkeeperem. Natomiast niedzielnym daniem głównym będzie drugie hitowe starcie szóstego tygodnia rozgrywek — na Emirates Stadium Arsenal zmierzy się z Tottenhamem. To będzie duża okazja dla trenera Kanonierów, Mikela Artety, by choć na chwilę podwyższyć sobie notowania u londyńskich działaczy i fanów. Rundę zakończy poniedziałkowe starcie Crystal Palace z Brighton, gdzie liczymy na dobry występ pomocnika Brighton, Jakuba Modera na Selhurst Park.

Screen: flashscore.pl

Kacper Czuba