Angielski Weekend #21: The Reds coraz bliżej Manchesteru City

Share on facebook
Share on twitter
Mohamed Salah of Liverpool celebrates scoring his side's 2nd goal and his 150th for Liverpool during the Premier League match at Anfield, Liverpool
Picture by Paul Chesterton/Focus Images Ltd +44 7904 640267
19/02/2022
2022.02.19 Liverpool
Pilka nozna liga angielska
Liverpool v Norwich City
Premier League
Foto Paul Chesterton/Focus Images/MB Media/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!

26. kolejka Premier League przyniosła nam wiele niespodzianek i zmian w układzie tabeli. Dużo bramek, porażka lidera ligi angielskiej oraz wiele innych zaskakujących rezultatów. Wszystko to pokazuje, że w weekend mieliśmy do czynienia z naprawdę ciekawymi spotkaniami. Warto również podkreślić fakt, iż rozgrywki ligowe na wyspach powoli wchodzą w decydującą fazę, w której każdy punkt może być kluczowy w kontekście sytuacji klubu na koniec sezonu. Czas na kolejny „Angielski Weekend” w tym sezonie!

Kolejny rozczarowujący mecz Młotów

West Ham United — Newcastle United 1:1 (1:1)

Bramki: Craig Dawson 32’ – Joseph Willock 45’

Mówiąc o rozczarowaniu w kontekście gry West Hamu nie sposób nie wspomnieć o bardzo dobrej grze Srok. Podopieczni Eddiego Howe’a od pięciu spotkań nie zaznali goryczy porażki, tworząc sobie powoli przewagę nad grupą spadkową Premier League. W tym meczu po raz kolejny z dobrej strony pokazali się pomocnicy Newcastle, kreując wiele sytuacji bramkowych swoim kolegom z zespołu. Po drugiej stronie barykady w szeregach Londyńczyków widać było z kolei chaos oraz dezorganizacje. Ofensywni zawodnicy Młotów nie mieli za bardzo pomysłu na grę, przez co mieli problem z finalizacją sytuacji bramkowych. Obrazuje nam to fakt, że jedyną bramkę w drużynie West Hamu zdobył obrońca. Dokładniej w 32. minucie uczynił to Craig Dawson, wykorzystując dośrodkowanie z rzutu wolnego i pakując piłkę głową do bramki. Długo na odpowiedź Srok nie musieliśmy czekać, gdyż już w 45. minucie Joe Willock zaskoczył Łukasza Fabiańskiego wbijając futbolówkę do bramki. Dla młodego Anglika była to pierwszy gol w tym sezonie Premier League.

Druga połowa spotkania była znacznie spokojniejsza. Mało okazji, zupełnie odwrotna sytuacja niż w pierwszej części meczu.

Pokaz siły angielskiej młodzieży Arsenalu

Arsenal – Brentford 2:1 (0:0)

Bramki: Emil Smith Rowe 48’, Bukayo Saka 79’ – Christian Norgaard 90’

Sobotnie spotkanie udowadnia, że Kanonierzy nie tracą formy i nadal są w stanie walczyć o Ligę Mistrzów. Trzeba podkreślić, że za dobrymi wynikami podopiecznych Mikela Artety stoi świetna gra oparta na podaniach oraz mobilności. Cała formacja ofensywna zespołu to zawodnicy o podobnych profilach. Jednak to czego może pozazdrościć cała liga Arsenalowi to wybitna młodzież. Od początku tego sezonu ważną częścią pierwszego składu są młodzi zawodnicy. W tym meczu to oni odegrali kluczowe role, zapewniając swojej drużynie 3 punkty.

Trzeba powiedzieć, że pierwsze 45 minut sobotniego spotkania było bezbarwne zarówno z jednej, jak i drugiej strony. The Gunners stworzyli jedną groźną sytuację, która zakończyła się strzałem Alexandre Lacazetta z pozycji spalonej. Mimo bezbramkowego remisu w pierwszej części meczu to Arsenal dyktował tempo gry, znacznie dominując drużynę gości. Dopiero w 48. minucie rywalizacji po świetnym indywidualnym rajdzie Emil Smith Rowe zaskoczył bramkarza, strzelając efektowną bramkę. Cała akcja młodego Anglika tylko pokazuje, jak olbrzymi potencjał w nim drzemie. Co ciekawe drugi gol w tym pojedynku padł w bardzo podobnych okolicznościach. W 79. minucie Bukayo Saka ustanowił dwubramkowe prowadzenie Arsenalu uderzeniem, po którym piłka odbiła się od prawego słupka i wpadła do bramki. Goście pomimo naprawdę słabej gry na sam koniec byli w stanie ustanowić wynik na 2:1 za sprawą strzału Christiana Norgaarda.

Przełamanie czarnej serii Watfordu na trudnym terenie

Aston Villa — Watford 0:1 (0:0)

Bramka: Emmanuel Dennis 78’

Po makabrycznym początku kadencji trenera Roya Hodgsona w Watfordzie jego drużyna w końcu zdobywa bramkę oraz zwycięża mecz w Premier League. Szerszenie w tym sezonie zdobyli na ten moment 18 punktów w 24 spotkaniach. Taki wynik pozwala kibicom twierdzić, że Watford jest razem z Norwich głównym pretendentem do spadku z ligi angielskiej. Warto podkreślić fakt, iż mimo posiadania zaskakująco dobrych zawodników jak Ismaila Sarr, Emmanuel Dennis czy chociażby Moussa Sissoko, ich gra pozostawia wiele do życzenia.

W sobotnim starciu z Aston Villa, Watford wyglądał jak zupełnie inna drużyna. Odważna, dynamiczna gra mogła imponować widzom, którzy spodziewali się na pewno innego wyniku przed meczem. Trzeba powiedzieć, że od pierwszej minuty podopieczni Hodgsona ruszyli do ataku na bramkę gospodarzy, kreując masę okazji na strzelenie gola. Gdyby nie postać Emiliano Martineza między słupkami, to spotkanie mogłoby zakończyć wyraźniejszą wygraną Szerszeni. Argentyńczyk wybronił dwie niemal stuprocentowe sytuacje Dennisa. Dopiero w 78. minucie meczu Nigeryjczyk znalazł sposób na bramkarza The Villians, kiedy to uderzeniem głową ustanowił wynik spotkania na 1:0.

Trzeba przyznać, że Aston Villa w sobotnie popołudnie prezentowała się słabo. Jednak miała też swoje sytuacje bramkowe, których nie był w stanie wykorzystać Danny Ings. Anglik zmarnował dwie dogodne sytuacje, potwierdzając tylko swoją słabą formę. Ponadto to druga porażka drużyny z rzędu. Tak, jak chwaliliśmy początkowe wyniki trenera Stevena Gerrarda w Aston Villi, tak teraz o grze jego zespołu nie możemy powiedzieć za wiele dobrego.

Walka o utrzymanie, czyli zaskakujące przebudzenie Burnley

Brighton — Burnley 0:3 (0:2)

Bramki: Wout Weghorst 21’, Josh Brownhill 40’, Aaron Lennon 69’

Na tym etapie sezonu, każdy punkt jest na wagę złota. Szczególnie kiedy drużyna walczy o utrzymanie w Premier League. Burnley przyzwyczaiło nas do słabej, nudnej gry, z której nic nie wynika. Jednakże w ostatnim czasie „The Clarets” imponują sposobem gry i wynikami. Wszystko wskazuje na to, że w szeregach drużyny menedżera Seana Dyche’a rozpoczęła się „akcja utrzymanie”.

Mimo tego, że Brighton dominowało w posiadaniu piłki, to nie byli oni w stanie stworzyć groźnych dla gości sytuacji bramkowych. Dodatkowo w drużynie Mew nie mogli wystąpić podstawowi obrońcy, czyli Lewis Dunk oraz Adam Webster.

W świetny sposób wykorzystali to zawodnicy Burnley, ponieważ wszystkie gole padły po błędach zmienników, czyli Shane Duffiego i Joela Veltamana. Wszystko zaczęło się w 21. minucie, kiedy to niepilnowany przez obrońców Wout Weghorst mocnym strzałem wpisał się na listę strzelców tego spotkania. Dwadzieścia minut później podobną sytuację wykorzystał Josh Brownhill. Na sam koniec indywidualną akcją popisał się Aaron Lennon, który jako ostatni zdobył gola w tym meczu. Trzeba przyznać, że The Clarets idealnie neutralizowali ataki Mew, pochłaniając ich pressing. W bardzo inteligentny sposób zawodnicy Seana Dyche’a wykorzystali braki kadrowe przeciwnika, przez co byli w stanie wyprzedzić Norwich, meldując się na 19. miejscu w tabeli Premier League.

Legendarny występ Romelu Lukaku

Crystal Palace — Chelsea 0:1 (0:0)

Bramki: Hakim Ziyech 89’

Występ Romelu Lukaku w tym spotkaniu idealnie obrazuje ostatnią formę Chelsea w lidze. Belg na boisku znajdował się pełne 90 minut. Przez cały ten czas napastnik miał kontakt z piłką jedynie siedem razy! Żeby tego było mało, to cała drużyna londyńskiego zespołu  spisywała się poniżej oczekiwań kibiców w sobotnie popołudnie.

W pierwszej części spotkania warty wyróżnienia był strzał z dystansu Antonio Ruedigera. Niemiec w 11. minucie rywalizacji z niesamowitą siła skierował piłkę w samo okienko, lecz między słupkami stał Vincent Guaita, który w niesamowity sposób wybronił to przepiękne uderzenie. Mimo tego, że The Blues dominowali i przeważali, to Orły miały swoje klarowne sytuacje. Jednak za każdym razem brakowało ostatniego akcentu, pozwalającego na zdobycie bramki. Na rozstrzygnięcie tej rywalizacji przyszło kibicom czekać do 89. minuty meczu. Wtedy kluczową postacią okazał się Hakim Ziyech. Marokańczyk pewnie wykorzystał podanie z bocznej strefy boiska i ustanowił końcowy wynik na 0:1.

Kolejna wygrana The Reds. Manchester City coraz bliżej

Liverpool — Norwich 3:1 (0:0)

Bramki: Sadio Mane 64’, Mohamed Salah 67’, Luis Diaz 81’ – Milot Rashica 48’

Jeszcze niedawno wydawało się, że Manchester City zbudował sobie taką przewagę punktową nad resztą stawki, że pozwoli im to na spokojną obronę mistrzowskiego tytułu. W tym momencie do gry o fotel lidera włączył się jednak i nawiązał kontakt z The Citizens Liverpool. The Reds ostatnio wygrywają dosłownie wszystko i prezentują wysoki poziom gry, czego idealnym obrazem jest sobotnie zwycięstwo nad Kanarkami.

W sobotnim spotkaniu mogliśmy wyróżnić dwie fazy gry The Reds. Początkowo w pierwszych 45 minutach, podopieczni Kloppa grali bardzo statycznie. Nie widać było po nich aż takiej wysokiej dynamiki jak w drugiej połowie. Trzeba powiedzieć, że Kanarki miały swoje okazje na zdobycie gola, których finalizacja okazała się niewykonalna. Dopiero w 48. minucie nastąpiło otwarcie wyniku, kiedy to Milot Rashica strzałem po rykoszecie umieścił piłkę w siatce. Momentalnie po stracie gola Liverpool znacznie zwiększył swoją intensywność gry oraz zdynamizował swoje ataki. Najpierw w 64. minucie Sadio Mane pięknym uderzeniem z przewrotki doprowadził do remisu. Chwilę później, bo już w 67. minucie Mohamed Salah wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Całość przypieczętował nowy nabytek The Reds. Luis Diaz na dziewięć minut przed końcem spotkania przerzucił futbolówkę nad bramkarzem, aby ustanowić ostateczny wynik na 3:1. Kolumbijczyk tym samym zdobył pierwszą bramkę dla swojego nowego zespołu. W dodatku dokonał tego na Anfield. Liverpool sukcesywnie goni Manchester City.

Pewne zwycięstwo Świętych

Southampton — Everton 2:0 (0:0)

Bramki: Stuart Armstrong 52’, Shane Long 84’

Spotkanie z Evertonem jest trzecim świetnym występem Świętych w Premier League. Trzeba jednak przyznać, że za dobrymi wynikami w tym wypadku stoi także świetna i efektowna gra. Southampton aktualnie zajmuje 10. miejsce w ligowej tabeli i można z czystym sumieniem traktować tę pozycję jako bardzo pozytywną niespodziankę.

Mecz z „The Toffies” pokazał w jak dobrej dyspozycji znajdują się zawodnicy trenera Ralpha Hasenhuttla. Pewność siebie i odważna gra to nowe oblicze angielskiego zespołu. Everton przez cały mecz miał problem z finalizacją akcji bramkowych, których i tak było, jak na lekarstwo. Ponadto gra obronna podopiecznych Franka Lamparda pozostawiała wiele do życzenia. Ten fakt świetnie wykorzystali gracze formacji ofensywnej Southampton. W 52. minucie niekryty Stuart Armstrong pewnym strzałem pokonał Jordana Pickforda, który natychmiastowo wyraził swoje niezadowolenie względem swoich kolegów grających z tyłu. Na sam koniec rywalizacji w 84. minucie zmieniający albańskiego napastnika Arnaudo Broję, Shane Long uderzeniem głową ustanowił końcowy wynik na 2:0.

Mimo bardzo dobrej gry w ostatnim spotkaniu Evertonu z Leeds The Toffees znów prezentują bardzo niski poziom. Cała kadencja Rafy Beniteza niestety pozostawiła długotrwałe, negatywne skutki, które będą nękać drużynę do końca tego sezonu.

Bolesny upadek City w drodze po mistrzostwo

Manchester City — Tottenham 2:3 (1:1)

Bramki: Ilkay Gundogan 33’, Riyad Mahrez 90’ – Dejan Kulusevski 4’, Harry Kane 59’, 90’

Starcie tych dwóch zespołów było najciekawszym wydarzeniem minionego weekendu. Absolutny piłkarski rollercoaster, masa zwrotów akcji, nieuznana bramka oraz dużo sytuacji bramkowych. Wszystko to złożyło się na tak świetny spektakl. Jednocześnie dla Manchesteru City porażka oznacza utratę znacznej przewagi punktowej nad drugim Liverpoolem. Aktualnie The Reds tracą dokładnie 6 punktów do pozycji lidera, mając rozegrane jedno spotkanie mniej niż Obywatele.

Otwarcie wyniku w tym meczu nastąpiło bardzo szybko, bo już w 4. minucie. Po dwójkowej akcji z Sonem — Dejan Kulusevski pokonał Edersona pewnym strzałem do bramki. W grze Spurs widać było zaangażowanie oraz ogromne parcie na bramkę rywala. Co prawda Obywatele znacznie przeważali w posiadaniu piłki, tworząc masę sytuacji. Na wyrównanie czekaliśmy jednak do 33. minuty, kiedy to Ilkay Gundogan wykorzystując zamieszanie w polu karnym, zamienił swój mocny strzał w gola. W pierwszej części spotkania już nic więcej się nie wydarzyło.

Natomiast już w 59. minucie Harry Kane po otrzymaniu podania na wolnej pozycji, natychmiastowo pokonał bramkarza wyprowadzając Spurs na prowadzenie. Co ciekawe przez całe spotkanie Manchester City nie mogło przełamać szyków obronnych gości. Dopiero w 90. minucie po zagraniu w pole karne obrońca Kogutów dotknął futbolówkę ręką czego konsekwencją był wykorzystany przez Riyada Mahreza rzut karny. Gdy wszyscy myśleli, że to już koniec i nic więcej się nie wydarzy, to niespodziewanie Kane za sprawą gapiostwa obrońców Obywateli ostatecznie ugodził rywala, gwarantując swojemu zespołowi 3 punkty.

Grad goli na Elland Road

Leeds — Manchester United 2:4 (0:2)

Bramki: Rodrigo 53’, Raphinha 54’ – Harry Maguire 34’, Bruno Fernandes 45’, Fred 70’, Anthony Elanga 88’

Niedzielne spotkanie stało pod znakiem pięknych i spektakularnych bramek. Manchester United wygrywa drugi mecz z rzędu i powoli podnosi się po kryzysie, który dotknął ich w środkowej fazie tego sezonu i powoli wraca już na właściwe tory. Pytanie jednak brzmi jak długo potrwa taka seria podopiecznych trenera Ralpha Rangicka?

Pierwsze dwie bramki dla Manchesteru były dosyć podobne. Zarówno Harry Maguire, jak i Bruno Fernandes popisali się uderzeniem głową. Obrońca wykorzystał dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego, zaś Portugalczyk wykorzystał podanie z akcji. Jednak prawdziwe strzelanie rozpoczęło się dopiero w drugiej połowie spotkania. To właśnie w 53. minucie spektakularnym strzałem z dystansu Rodrigo pokonał bramkarza Czerwonych Diabłów. Ten strzał w widoczny sposób podbudował resztę kolegów Hiszpana, przez co byli w stanie już minutę później zadać drugi cios, którego autorem stał się Raphinha. Oszołomiony zespół Manchesteru United musiał powoli uspokoić grę, aby przejąć prowadzenie w tym meczu. Najpierw w 70. minucie dosyć ładnym strzałem z lewej strony boiska popisał się Fred. Jednak ostanie słowo należało do Anthonego Elangi. Szwed wykorzystał świetne podanie od Bruno Fernandesa, zdobywając ostania bramkę w tym spotkaniu.

Wygrana Wilków nad Lisami

Wolves — Leicester 2:1 (1:1)

Bramki: Ruben Neves 9’, Daniel Podence 66’ – Ademola Lookman 41’

Spokojny, konsekwentny styl gry dał Wilkom upragniony rezultat. Drużyna z żelazną defensywą wygrywa drugi mecz z rzędu w Premier League, grając bardzo równo. Bez przypadku prezentują to coraz lepszy poziom swojej gry. Z drugiej strony jesteśmy świadkami kolejnego beznadziejnego rezultatu dla Leicester, które swoją postawą zawodzi w tym sezonie na angielskich boiskach. W tym roku Lisy nie odniosły jeszcze zwycięstwa w rozgrywkach ligowych, co jest naprawdę zatrważającą statystyką.

W tym starciu strzelanie rozpoczął w 9. minucie rywalizacji Ruben Neves. Portugalczyk pokonał duńskiego bramkarza silnym uderzeniem sprzed pola karnego. Trzeba jednak przyznać, że przez większość czasu to drużyna gości przeważała w tym spotkaniu. Kreowali masę akcji, które często kończyli celnym strzałem. Wilki jednak miały w bramce fenomenalnego w tym sezonie Jose Sa. Bramkarz można powiedzieć, że uchronił swój zespół przed stratą punktów. Mimo wszystko przy takim zaangażowaniu Lisy w końcu musiały zdobyć gola. Dlatego właśnie w 41. minucie rywalizacji Ademola Lookman przedarł się przez szyki obronne gospodarzy, wyrównując wynik meczu. W drugiej połowie Wilki były bardziej pobudzone. Idealnie znajdowali wolne strefy w okolicy bramki Leicester. W 66. minucie potyczki kluczowy dla drużyny Wolves Daniel Podence otrzymał podanie przed pole karne, które wykorzystał, zdobywając zwycięskiego gola dla swojego zespołu.

Tabela Premier League po 26. serii spotkań:

Źródło: Google

Mikołaj Krasoń