Angielski finał Ligi Mistrzów. Kto wygra w meczu o wszystko?

Share on facebook
Share on twitter
por1

To już ostatni mecz tej edycji Champions League. Już dzisiaj dowiemy się dla kogo to będzie najlepszy sezon od wielu, wielu lat.  Ten mecz może być ukoronowaniem pracy obydwu trenerów.  Guardiola stoi przed najlepszą szansą na zdobycie upragnionej Ligi Mistrzów. Tuchel z kolei po dobrym sezonie w Chelsea ma kolejną okazję na wygranie tych rozgrywek i poprawę nastrojów kibiców. W poprzednim sezonie, kiedy prowadził PSG,  przegrał nieznacznie z Bayernem Monachium. Teraz na Estadio do Dragao spotykają się dwa zespoły z Premier League, co pokazuje dominację tej ligi nad  resztą europejskiego futbolu. 

Ktoś zapyta, dlaczego mecz o wszystko? Przecież Manchester City został po rocznej przerwie mistrzem Anglii, a Chelsea zajęła 4 miejsce i jest pewna gry w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie. Tak naprawdę, zespół, który wzniesie w sobotni wieczór trofeum, będzie mógł uznać ten sezon za naprawdę udany. Manchester City zdobędzie pierwszą w historii Ligę Mistrzów i kibice tego klubu będą wniebowzięci.  Natomiast Chelsea “wsadzi” jakiś puchar do gabloty i będzie mogło szczycić się mianem najlepszej drużyny zarówno w Londynie, jak i w Europie.  Wygranie Champions League, będzie ukoronowaniem pracy Tuchela w tym sezonie. Będzie to bardzo ciekawe starcie nie tylko ze względu na ciężar gatunkowy, ale również ze względu na pojedynek między trenerami. W tym sezonie Chelsea pod wodzą Niemca dwukrotnie pokonała City – w lidze (2:1) oraz w FA Cup (1:0). 

WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO PORTO

Aby znaleźć się w finale Ligi Mistrzów, obie ekipy, musiały pokonać wielu wymagających rywali. Manchester City po stosunkowo łatwej przeprawie w fazie grupowej, w ⅛ finału pokonał Borussię Moenchengladbach 4:0 w dwumeczu. Zespół z Niemiec sprawił niespodziankę w fazie grupowej wyprzedzając Inter Mediolan i do ostatniej kolejki walczył z Realem Madryt o pierwsze miejsce w grupie B. Jednak Manchester City bardzo szybko ostudził zapędy “Źrebaków”. Widoczna była różnica klas obu zespołów. Dwumecz bez większej historii. Natomiast w ćwierćfinale podopieczni Guardioli mierzyli się z drugą Borussią. Drużyna z Zagłębia Ruhry postawiła ciężkie warunki “Obywatelom”. W pewnym momencie rewanżu, po golu Juda Bellingham’a, City przez chwile znajdowało się  poza Ligą Mistrzów. Jednak, przybysze z Anglii szybko się otrząsnęli i  znów pokazali swoją jakość sportową, pokonując BVB. W starciu z zespołem Edina Terzica, swoją wartość pokazali Riyad Mahrez oraz Phil Foden, którzy strzelili w sumie 3 gole i zanotowali jedną asystę. Śmiało można ich nazwać bohaterami tego dwumeczu. 

Półfinał jawił się nam jako niebywały szlagier. Zapowiedzi się sprawdziły, gdyż spotkania pomiędzy PSG a Manchesterem City, zwane “derbami szejków” były nie lada gratką dla kibiców. The Citizens wygrali oba starcia. Te mecze można określić mianem  akademii taktycznej Pepa Guardioli. Ruben Dias wespół z Johnem Stonesem schowali do kieszeni Mbappe i Neymara. Z formą na te starcia trafił Riyad Mahrez i Kevin de Bryune. Cały zespół mistrza Anglii był fenomenalnie dysponowany i dał Paryżanom lekcję futbolu. Guardiola “zjadł” taktycznie Pochettino.

Chelsea z kolei w swojej grupie do ostatniej kolejki rywalizowała z Sevillą o pierwsze miejsce. The Blues wygrali swoją grupę, jednak w lidze szło im słabo. Roman Abramowicz stracił cierpliwość do Franka Lamparda i zatrudnił Thomasa Tuchela. Była to świetna decyzja, która skrajnie zmieniła sposób gry Chelsea.  W ⅛ zespół ze Stamford Bridge musiał zmierzyć się ze świetnie dysponowanym  w tamtym czasie Atletico, które całkowicie zdominowało La Ligę. Tuchel taktycznie przechytrzył Simeone. Generalnie taktyka, pragmatyzm i dobrze zorganizowana linia obrony z Edouardem Mendy w bramce to klucze do sukcesu Chelsea. Ekipa z Londynu w fazie play-off straciła tylko 2 bramki, strzelając 8. Dla porównania, sobotni rywal Chelsea stracił 3 bramki strzelając 12.

Ćwierćfinałowy bój z FC Porto, najmniej okazały z pozostałej trójki, zapisał się w naszej pamięci tylko za sprawą cudownego trafienia Taremiego. Gdyby w bramce Chelsea stał Kepa a nie Mendy, to na dobrą sprawę Manchester City mógłby mieć innego rywala. Pojedynki z FC Porto, były bardzo wymagające dla The Blues.  W półfinale Chelsea mierzyła się z Realem Madryt. Z Realem przetrzebionym kontuzjami, z problemami, bez kluczowych zawodników. W obu tych meczach piłkarze ze Stamford Bridge byli lepsi od rywali. Zawiodła tylko skuteczność, gdyż Werner, Pulisic, Havertz marnowali dogodne sytuacje. Z drugiej strony, wypada pochwalić defensywę, gdyż zawodnicy odnaleźli się w formacji z trójką obrońców. Ukłony należą się w Eduardowi Mendy’emu, który swoimi kapitalnymi interwencjami niejednokrotnie ratował skórę Chelsea. Mendy’ego może zabraknąć w finale, przez kontuzję, której nabawił się  w meczu ostatniej kolejki Premier League z Aston Villą. 

BOHATEROWIE

Każdy z tych zespołów ma swoich liderów, którzy albo strzelali bramki, albo wykonywali tytaniczną pracę, której nie widać “gołym” okiem. W Manchesterze City, oczywiście większośc kibiców wskazałaby Kevina de Bruyne, Riyada Mahreza, czy Phila Fodena. Dla mnie bohaterem nieoczywistym był Ruben Dias. Portugalczyk ma za sobą świetny sezon, był najlepszym stoperem Premier League, grał fantastycznie w Lidze Mistrzów. Jest liderem, ostoją defensywy Pepa Guardioli. Swój najprawdopodobniej najlepszy mecz, zagrał przeciwko PSG w półfinale tych rozgrywek. Wraz ze Stonesem, powstrzymali Neymara i Mbappe. Wydawało się to zadaniem karkołomnym, a jednak oni tego dokonali. Ruben Dias, z dobrego stopera jak na warunki ligi portugalskiej, wyrósł na jednego z lepszych obrońców w skali całego świata. Jeden tytuł z Manchesterem City już zdobył, w sobotę  może wygrać drugi.

W przypadku Chelsea, sytuacja ma się zgoła inaczej. The Blues  to kolektyw, grający piłkę pragmatyczną, wyrachowaną. Styl gry jest dostosowywany do przeciwnika. Niemiecki trener skupia się na obronie, dzięki czemu The Blues tracą mało goli. Zawodnikiem wyróżniającym się zarówno na boisku jak i poza nim jest N’golo Kante. Francuz, niski wzrostem, ale wielki duchem, jest liderem całej Chelsea. Gdyby Kante był aktorem, w tym roku mógłby być spokojny o nagrodę za najlepszego aktora drugoplanowego. W meczu rewanżowym z Realem Madryt, Kante zamknął środek pola, tym samym wytrącając z rąk Zidane’a, jego największy atut, jakim niewątpliwie są środkowi pomocnicy. Generalnie spotkanie rewanżowe  z “Królewskimi” to pokaz szkoły trenerskiej Tuchela. Wciągnięcie rywali na własną połowę, gra z kontry, szybki ataki, wyrachowanie. Niektórzy mówią, że ciężko się ogląda Chelsea, gdyż ta gra jest pozbawiona fajerwerków. To prawda, jednak trzeba oddać zespołowi ze Stamford Bridge, że jest skuteczny w swoich działaniach. 

GUARDIOLA VS TUCHEL

Sobotnie starcie, to nie tylko rywalizacja pomiędzy Chelsea a Manchesterem City, ale też pojedynek pomiędzy Thomasem Tuchelem a Pepem Guardiolą. Panowie, znają się już od wielu lat. Pierwszy raz starli się już w 2013 roku. Guardiola prowadził wtedy Bayern Monachium, a Thomas Tuchel był trenerem Mainz. Bayern wygrał wtedy 4:1. Kiedy obecny trener City, pracował w klubie  z Bawarii, Tuchel nie pokonał go ani razu, trenując zarówno Mainz jak i  Borussię Dortmund. Kiedy panowie, spotkali się na Wyspach Brytyjskich, Chelsea pod wodzą Tuchela pokonała Manchester City dwukrotnie. Będzie to ósmy pojedynek pomiędzy tą dwójką, jednak żaden pojedynek wcześniej nie miał takiej rangi jak ten sobotni. 

Sobotni finał, będzie meczem o wszystko dla obydwu zespołów. Fani rywalizujących drużyn są nastawieni na sukces i nie będą skorzy do wybaczenia ewentualnej porażki. Do zgarnięcia jest bardzo dużo. Manchester City może wreszcie sięgnąć po upragnione trofeum. Przez wiele sezonów City próbowało, jednak potykało się na różnych przeciwnikach.  Chelsea może uratować ten sezon, ważnym trofeum. Gdyby The Blues wygrali, to Thomas Tuchel będzie mógł mówić o tym, że realnie odmienił Chelsea. Przegrany będzie mógł uznać ten sezon za przeciętny, więc oba zespoły na pewno będą zmotywowane. Zwycięzcę poznamy w sobotni wieczór.

Jakub Skorupka