Na początku maja awans do Orlen Ekstraligi kobiet po dwóch latach gry na jej zapleczu zapewniły sobie zawodniczki Lech Poznań UAM. Jeszcze w sezonie 2020/2021 występowały w III lidze. Pod szyldem Lecha przeszły więc szybką drogę na najwyższy szczebel rozgrywkowy, gdzie będą chciały na długo się zadomowić.
Z trenerką drużyny, Alicją Zając, porozmawialiśmy o ambicjach jej zespołu, trenerskich inspiracjach i marzeniach oraz o planach na przyszłość. Nie zabrakło też wątków dotyczących popularności kobiecej piłki w Polsce i programie mentorskim UEFA, w którym Alicja Zając uczestniczy.
***
Na sam początek gratulacje z okazji awansu do Ekstraligi. Już w zeszłym roku niewiele zabrakło, żebyście świętowały. Jak porównałaby pani obecny sezon do poprzedniego? Czy był on tak samo wymagający?
Może nie tak samo, ale jeden i drugi sezon był wymagający, bo w tym poprzednim byłyśmy beniaminkiem i ta pierwsza runda nas mocno zweryfikowała. Ósme miejsce, nikt się tego nie spodziewał, że aż w takim miejscu będziemy. Nie liczyliśmy też i nie mówiliśmy od razu odważnie o awansie, ale jednak byliśmy niemiło zaskoczeni, można powiedzieć i gdzieś tam mocno usiedliśmy w tej przerwie między rundami, żeby to przeanalizować, lepiej się przygotować do tej drugiej rundy. No i ona była dużo lepsza, bo wygraliśmy 10 na 11 spotkań i byliśmy o włos od tego awansu. Natomiast ten sezon był bardziej wyrównany w kontekście drużyn. Naprawdę, wyniki były różne i czasem te zespoły z końca tabeli zabierały punkty tym, które powinny wygrywać te mecze, więc myślę, że było ciekawie. Uważam, że wygrała nasza konsekwencja, jeśli chodzi o nas, o styl, o podejście do meczu, o podejście do treningów, przygotowanie do tych spotkań. No i gdzieś ta końcówka przeważyła na naszą stronę i mogłyśmy się cieszyć tak naprawdę na dwie kolejki przed końcem z awansu do Ekstraligi.
A czy według pani już na teraz ten zespół jest gotowy do zmagań w Ekstralidze, czy jeszcze musicie dużo przepracować latem, żeby się przygotować?
Na pewno będzie to różnica w intensywności spotkań, bo tak naprawdę myślę, że może miałyśmy dwa na rundę, może trzy takie spotkania, które były dla nas wymagające pod względem fizycznym, a teraz będziemy mieć takich meczów 11 i będą na pewno będą na wyższym motorycznym, więc ten aspekt z pewnością będzie kluczowy. Potrzebujemy też na pewno kilku wzmocnień naszego zespołu. Nie mam na myśli jakiejś dużej rewolucji, a raczej ewolucję. Myślę, że takie słowa gdzieś już padły w mediach, bo mamy fajny, młody zespół i te dziewczyny muszą się uczyć, muszą się ogrywać i myślę, że ta runda będzie na pewno trudniejsza. Znowu, tak jak co rok, gdzie jesteśmy beniaminkiem, czy to w drugiej lidze, czy w pierwszej, czy teraz w Ekstralidze, to myślę, że będzie dla nas trudna. Ale tak jak powiedziałeś, to przygotowanie do tego sezonu pod względem motorycznym, taktycznym… Myślę, że technicznym też, wiadomo, bo jak ma się dobrą technikę, to można realizować elementy taktyczne. Sądzę, że to pozwoli nam na spokojne utrzymanie w tej lidze i może powalczenie z tymi zespołami, które są bardziej doświadczone i wyżej w tabeli, i walczą o wyższe cele, to żeby urywać im po prostu punkty.
Czyli celem na przyszły sezon jest na razie przede wszystkim spokojne zapewnienie sobie utrzymania?
Tak, zdecydowanie. Chcemy się utrzymać w Ekstralidze. Po to gdzieś tam budowaliśmy ten zespół, po to walczyliśmy ze szczebla na szczebel, żeby teraz w Ekstralidze się utrzymać, grać, zdobywać cenne doświadczenie i żeby te młode zawodniczki się ogrywały już na tym najwyższym poziomie w Polsce.
Do sezonu 2021/2022 przystępowałyście z czwartego poziomu rozgrywkowego i od tamtego momentu zanotowałyście dwa awanse z rzędu. Chciałem spytać, jak taka szybka ścieżka wpływa na pewność siebie w zespole i też jego budowę?
Na pewno to nas cieszyło i myślę, że w każdej z tych lig awans był też trudnym wyzwaniem. Myślę, że w trzeciej lidze, gdzie rywalizowałyśmy z JUNĄ-TRANS Stare Oborzyska, które teraz też są w pierwszej lidze, był takim mega wymagającym, emocjonalnym sezonem. Patrząc z dłuższej perspektywy, ta szybkość, myślę, że była fajna, bo potrzebowaliśmy wyzwań i mieliśmy może jeden zespół w danej lidze, który był na naszym poziomie. Wiedziałyśmy, że potrzebujemy więcej mocniejszych zespołów do tego, żeby się uczyć, rozwijać, żeby poprawiać swoje umiejętności pod względem taktycznym, technicznym itd. I cieszyłam się, że te awanse robimy, że zespół się rozwija, że dochodzą kolejne, młode zawodniczki i że tak naprawdę jest kilka dziewczyn, które przeszły wszystkie szczeble i można o nich powiedzieć, że w jakiś sposób są mocno związane z klubem, czyli z Lechem Poznań. Plusem jest też to, że już zdobyły duże doświadczenie, bo czy to gra na poziomie… okej, pierwszej ligi, wiadomo, ale rywalizacja w Pucharze Polski z zespołami z Ekstraligi, mecze kadrowe reprezentacji Polski… Można więc powiedzieć, że mimo, iż jest to młoda drużyna, to już ma jakieś doświadczenie, więc mnie to cieszyło, że te awanse następowały szybko i że my możemy się rozwijać. Nawet w kontekście nie tylko boiskowym, co naszej pracy jako sztabu, ludzi, którzy byli od tej strony organizacyjnej, bo uważam, że my funkcjonujemy na poziomie Ekstraligi już tak organizacyjnie. I pod względem GPS-ów, infrastruktury czy pewnie też opieki medycznej itd., to my naprawdę prezentujemy wysoki poziom.
Chciałem też właśnie spytać o to, o czym pani wspomniała, czyli o ten młody zespół. Gdzieś ta średnia wieku oscylowała w okolicach 21 lat. Jest to w jakiś sposób odczuwalne w seniorskiej rywalizacji? Jak się taki młody zespół prowadzi?
Na pewno trzeba trochę wejść do świata tych młodych dziewczyn i zrozumieć je, bo wiadomo, że czasy się zmieniają i jest trochę inaczej. Myślę, że czasem trzeba być po prostu dobrym „ziomeczkiem” dla dziewczyn, jak to zawsze mówię. Ale one mają duże umiejętności piłkarskie po prostu i te dziewczyny trzeba na pewno budować motorycznie przede wszystkim oraz mentalnie. Właśnie o tej pewności siebie, o której mówiłeś. O tej wierze w siebie, bo myślę, że to jest też potrzebne. To, że one mogą rywalizować z najlepszymi zawodniczkami w Polsce, podejmować tę rywalizację i nie bać się tego tak naprawdę. Myślę, że to było kluczowe, bo one mają spore umiejętności i myślę, że tak naprawdę ich głowy muszą układać to, że one mogą grać na takim poziomie i staramy się im w tym pomagać. Stopniowo wprowadzałyśmy teraz w tym sezonie te zawodniczki z rocznika 2008,/2009. Liwia Prochwicz jest najmłodsza. Myślę więc, że to jest dobre i taka jest też filozofia męskiego Lecha, żeby tych wychowanków wprowadzać, dawać im szansę i myślę, że robimy to na tym samym poziomie i fajnie, że robimy to dobrze, bo uważam, że mamy dobre szkolenie i to cieszy.
Jak wasz zespół się zmienił w ciągu tych prawie czterech lat, odkąd pani go prowadzi? W jednym z wywiadów czytałem, że pani wspominała to, jak bardzo szyld Lecha też pomógł na poziomie organizacyjnym, tak ogólnym, jak i w rozwoju całej drużyny.
Tak, na pewno marka wiele dała pod względem, tak jak powiedziałeś, organizacyjnym, zapewnieniu wielu rzeczy, których myślę, że jak byśmy zostały pod szyldem UAM, to nawet nie wiem, czy byłybyśmy teraz w tym miejscu, w którym jesteśmy. Bo to była kwestia finansowa przede wszystkim i to, że ja mogę mieć sześciu ludzi w sztabie. Na takim poziomie, że mamy trzecią drużynę, bo mamy i rezerwy i u-18. Dziewczyny mają mnóstwo sprzętu, opiekę Rehasportu, stypendia, kontrakty itd., więc to są rzeczy, które pewnie bez pomocy klubu Lecha Poznań by się nie udały po prostu w takim stopniu. Myślę, że od początku chciałyśmy grać ofensywnie. Zmieniał się model gry, jej system, bo grałyśmy kiedyś czwórką, a teraz gramy trójką z tyłu. Takim myślę bardziej ofensywnym ustawieniem z wahadłowymi na bokach, mocno biegającymi w jedną czy drugą stronę i na pewno pod względem rozumienia oraz analiz, to ten zespół jest po prostu mądrzejszy. Myślę, że też bardziej doświadczony i to są mega ambitne dziewczyny. One chcą się uczyć, czerpać, same dopytują, chcą więcej. I myślę, że to jest super, iż jako klub działamy bardzo profesjonalnie. Dajemy z siebie bardzo dużo jako sztab i fajnie, że one to po prostu oddają w formie tego, jak podchodzą do treningów oraz wielu innych kwestii, które są po prostu dla nas istotne.
Jak przez ten okres, w którym pani prowadzi tę drużynę zmieniło się zainteresowanie piłką kobiecą w Poznaniu?
Wiadomo, że przede wszystkim kibice, którzy nas wspierają, to są rodzice, znajomi dziewczyn, ale ten ostatni mecz u nas tak naprawdę z Bydgoszczą, który decydował o tym, że już po zwycięstwie możemy się cieszyć z awansu, pokazał, że tych ludzi trochę jest zainteresowanych i to właśnie nie z naszego środowiska czy otoczenia, tylko z tej właśnie męskiej piłki. Byli nawet kibice z „Kotła” poznańskiego Lecha, więc to było fajne doświadczenie, że jednak trochę się z nami zaczynają utożsamiać, doceniają nasz sukces i widzą, że te dziewczyny dużo poświęcają, realizują i też mogą być pociechą tak naprawdę dla klubu i to jest super, że to nasze środowisko kibicowskie się powiększa.
A jak pani by to oceniła w skali kraju, to zainteresowanie kobiecą piłką? Bo też teraz będzie to historyczne Euro z naszym udziałem i czy myśli pani, że może to wpłynąć na taki „boom” zainteresowania kobiecą piłką w naszym kraju?
Myślę, że ten rok jest generalnie dobry dla kobiecej piłki, bo mamy przecież awans na Euro kadry seniorek. Mamy Euro u-17, przed chwilą już zakończone dla dziewczyn, ale fajnie, że były na finałach. Teraz mamy w Polsce Euro u-19 w czerwcu. Kadra futsalowa Polski też awansowała na Mistrzostwa Świata, więc można powiedzieć, że jest to trochę rok kobiecej piłki. Ewa Pajor jest naszą „ambasadorką” w Barcelonie w kadrze Polski. Na kadrze Polski mieliśmy ponad 8 tysięcy kibiców, to jest najwyższa nasza frekwencja. Natomiast na meczach ligowych, to chyba około 3 tysięcy, gdy dziewczyny z Pogoni Szczecin grały w Lidze Mistrzyń przy Twardowskiego na stadionie, więc to już są myślę fajne liczby. Wiadomo, że nie możemy się porównać do Anglii, gdzie Emirates jest zapełniony 60 tysiącami ludzi, ale do tego chcemy dążyć. Wiadomo, że Anglia jest kilka kroków przed nami, ale myślę, że ta świadomość się zmienia, i to, że pojawia się powiedzmy 300 kibiców na naszym meczu na Morasku (mieliśmy około 600, czy prawie 700 na stadionie, jak grałyśmy) to sprawia, że tych fanów jest więcej i chcemy dążyć do tego, żeby ta liczba wzrastała i myślę, że ta popularyzacja naszej dyscypliny oraz sukcesy będą to mocno „ciągnęły”. Fakt, nie jest to taki duży przeskok, ale małymi kroczkami ta świadomość kibicowska się poprawia.
Domykając jeszcze wątek Lecha, pani kontrakt obowiązuje do 2026 roku. Czy w obliczu awansu do Ekstraligi toczą się może jakieś rozmowy o jego przedłużeniu? Jakie w ogóle ma pani zawodowe plany na najbliższe lata?
Już chyba gdzieś padły słowa, że chciałabym kiedyś usłyszeć hymn Champions League przy Bułgarskiej z tym zespołem i myślę, że musimy sobie tę poprzeczkę przesuwać wyżej. Tak, jak powiedziałam na początku, celem na ten sezon jest utrzymanie. Natomiast w kolejnym będziemy chciały się bić o wyższe lokaty i czas pokaże, czy moja praca z tym zespołem będzie dłuższa. Mnie jest dobrze w Poznaniu. Dobrze mi jest z tym zespołem i cały czas czuję wyzwanie w tej pracy oraz chęć rozwoju. Ludzie, którzy są wokół mnie do tego mnie zachęcają i wspierają, więc myślę, że na ten moment zostaję w Lechu Poznań. Rozmów żadnych nie było. Czas pokaże, co będzie tak naprawdę w trakcie tego sezonu.
Trzy lata temu w wywiadzie dla kanału Spectrum by Sportofino wspominała Pani, że już w szkole podstawowej wiedziała, że chce zostać nauczycielką WF-u. Czy już wtedy wiedziała Pani, że będzie chciała zostać trenerką w przyszłości?
Nie, nie myślałam kompletnie o byciu trenerką. W ogóle nie myślałam, że będę w świecie piłki nożnej. Miałam fantastycznego WF-istę, pana Ryszarda Flite w podstawówce, który zabierał mnie na wszystkie możliwe zawody. Byłam, powiedzmy, uzdolniona sportowo i to było dla mnie fajne i było też taką… może nie odskocznią, ale pasją, hobby. Bieganie, koszykówka, siatkówka… wiele dyscyplin. No i potem gdzieś się ta piłka nożna pojawiła na etapie gimnazjum. W liceum zniknęła, pojawiła się koszykówka i dopiero na studiach, mogę powiedzieć, że postać Wojtka Weissa, która pojawiła się w moim życiu, przyciągnęła mnie na futsal oraz piłkę nożną trawiastą. Potem pojawiło się pytanie, co robić dalej. Na studiach trafiłam na specjalizację trenerską i stwierdziłam, że okej, idę w kierunku trenerki. Zaczynałam z chłopcami, pojawił się pomysł utworzenia drużyny dziewczynek i ta przygoda trwa już 11 sezon.
Czy ma pani jakąś postać w świecie trenerskim, trenera bądź trenerkę, którą się pani inspiruje?
Od zawsze bardzo lubiłam Diego Simeone za to, jak żyje przy linii, jest ekspresyjny i on zawsze od pierwszej do ostatniej minuty żyje meczem, i ja też taka właśnie byłam. Myślę, że trochę się zmieniłam. Teraz gdzieś tam inspiruje mnie Xabi Alonso i jego podejście do zespołu. Też nie tylko boiskowo, ale dużo czytam też wywiadów z nim itd. Też był świetnym piłkarzem, myślę, że z takimi fajnymi wartościami. Kibicuję Arsenalowi, więc obserwuję mocno pracę Artety w tym klubie. Jeśli chodzi o kobiety, to myślę, że Sarina Wiegman w kontekście reprezentacji Anglii, bo tam mocno to ruszyło i ona też wiele dołożyła do tego, żeby piłka kobieca w Anglii się rozwinęła. No i Emma Hayes, wieloletnia trenerka Chelsea, wiele medali, wiele sukcesów, wiele trofeów i to, jak mocno rozpychała się w tym klubie, i też stawiała na swoim. Plus teraz to, co robi w reprezentacji Stanów Zjednoczonych. I myślę, że w Polsce też mogę powiedzieć o postaci Niny Patalon, która na swój sposób trochę przeciera te szlaki kobietom, trenerkom w Polsce i gdzieś tam też jest uparta, ambitna i myślę, że ona również jest jakąś inspiracją dla wielu trenerek u nas w naszym kraju.
Wspominała pani, że chciałaby usłyszeć hymn Ligi Mistrzów przy Bułgarskiej. Czy ma pani jeszcze jakieś marzenia względem trenerskiej kariery?
Chciałabym, żeby któraś z dziewczyn zagrała kiedyś w kadrze A. Myślę, że to będzie dla mnie, dla sztabu, dla zespołu, czy dla całego kobiecego Lecha i całego klubu tak naprawdę ogromne wyróżnienie, kiedy któraś z nich zadebiutuje z orzełkiem na piersi w seniorskiej reprezentacji Polski. Myślę, że to będzie ogromny sukces całego klubu i to jest też jedno z bliższych marzeń i wierzę, że któraś z dziewczyn niedługo tam zagra.
Chciałem jeszcze dopytać o mentorski program UEFA, w którym pani bierze udział. Czy już odczuwa pani, że pomaga on się rzeczywiście trenersko rozwijać?
Na pewno jest ogromną inspiracją. Myślę, że to słowo jest tutaj kluczowe. Poznałam tam wiele postaci ze świata kobiecej piłki, naprawdę takich słynnych, które dotąd widziałam tylko w telewizji. Mam świetną mentorkę Anne (Signeul – przyp. red.), z którą jestem na bieżąco w kontakcie. Przed każdym meczem sobie rozmawiamy, po meczach też znajdujemy dla siebie chwilę. Anna była też już u nas w Poznaniu. Zobaczyła, jak pracujemy, jak funkcjonujemy. Poznała sztab, zespół, osoby zarządzające sekcją kobiecą i była pod wrażeniem tego, jak tutaj pracujemy, funkcjonujemy, w jak krótkim czasie tak wiele zrobiliśmy. I po Euro tak naprawdę sierpień-wrzesień mamy kolejne spotkanie. Będziemy omawiać to, co się działo na Euro. Trendy, wiadomo, rzeczy taktyczne, wszystkie rzeczy medialne itd. Będzie się można spotkać ze wszystkimi trenerami właśnie tych kadr narodowych, więc to będzie szczególne spotkanie i myślę, że ten networking jest super kwestią, że ma się kontakty w Wolfsburgu, w Holandii, w Anglii i w innych krajach. Teraz jedna z trenerek, która też pełni tę samą funkcję, co ja, została opiekunką Uzbekistanu. Więc naprawdę przeciera to szlaki i trochę otwiera głowę na to, żeby być odważnym i próbować różnych rzeczy, o których się nie myślało wcześniej jako trenerka.
Przez wiele lat uprawiała też pani futsal. Jak umiejętności zdobyte w hali przekładają się na pełnowymiarowe boisko?
To jest dynamiczna, szybka gra i futsal jest na pewno bardziej techniczną piłką, bo trzeba działać szybciej. Trzeba błyskawicznie podejmować decyzje, ale myślę, że również od tej strony trochę zawodniczej, jakby bycia w szatni, bycia też kapitanem tej drużyny. Trochę poznania tych problemów, funkcjonowania, tego, „jak jest”, pomaga po prostu działać z moim zespołem i to doświadczenie na pewno procentuje w roli trenerki i tego, co ja widzę, jak postrzegam rzeczy dookoła, i mogę dużo tym dziewczynom przekazywać w takiej kwestii. Dużo z nimi rozmawiam, więc to był na pewno cenny czas i trenerzy, których poznałam na swojej drodze, od których też pewne rzeczy zaczerpnęłam, które były dla mnie istotne. Rzeczy może, które też mi się nie podobały, nie chciałam, żeby miały miejsce. Wiele mnie ten czas w roli zawodniczki nauczył.
To już tak na koniec – sportu w pani życiu jest bardzo dużo, a czy ma pani jakieś pozasportowe sposoby na zdystansowanie się od obowiązków?
Matko, właśnie ciężko powiedzieć, żeby to nie było pozasportowe. Bardzo lubię podróżować. Jak mam jakieś krótkie momenty w ciągu sezonu, gdzie mogę dokądś wyjechać czy to w Polskę, bo mamy wiele pięknych miejsc, czy też za granicę, to staram się ten czas tak spędzać. No i myślę, że czas z bliskimi i znajomymi. Czy to planszówki, czy jakieś po prostu pogaduchy, spędzenie czasu wspólnie. Wiadomo, teraz się zbliża okres letni, więc na pewno pobyt w plenerze to pozwala się zdystansować i ja bardzo sobie ten czas cenię, doceniam i staram się o to dbać, bo w życiu musi być odpowiedni balans, żeby móc być efektywnym w tej roli trenerki.
Rozmawiał: Igor Dziedzic
Fot. Lech Poznań, Przemysław Szyszka