Aleksander Buksa: Brat jest dla mnie najbliższym wzorem

Share on facebook
Share on twitter
2020.10.24 Krakow
Pilka nozna, PKO BP Ekstraklasa, sezon 2020/2021
Wisla Krakow - Podbeskidzie Bielsko-Biala
N/z Aleksander Buksa
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2020.10.24 Krakow
Football, Polish top league - first level, 2020/21 season
Wisla Krakow - Podbeskidzie Bielsko-Biala
Aleksander Buksa
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus

Ma dopiero 17 lat, a już interesują się nim największe kluby świata. Znalazł się w ekipie 60 najbardziej utalentowanych zawodników według brytyjskiego dziennika The Guardian. Aleksandra Buksę znają już nie tylko polscy kibice. Młody napastnik Wisły Kraków zaczyna pokazywać się coraz większemu gronu odbiorców!

8 października brytyjski dziennik The Guardian opublikował listę 60 najbardziej utalentowanych piłkarzy z rocznika 2003 (17-latkowie). Wśród nich znalazł się jeden Polak – Aleksander Buksa. W poprzednich latach wyróżnieni zostali m.in. Ansu Fati, Mason Greenwood, Vinicius Junior, Alphonso Davies czy Jadon Sancho.

Ma na swoim koncie już cztery gole w ekstraklasie. Wystąpił w 31 meczach ligowych. Powoli staje się coraz ważniejszym piłkarzem w drużynie Artura Skowronka. Taki młody zawodnik to skarb!

Czy FC Barcelona rzeczywiście się nim interesowała? Jak łączy życie piłkarza i ucznia? Czy wzorował się na swoim bracie, Adamie? Co czuł, gdy piłka po jego strzale po raz pierwszy wpadła do siatki?

Jakub Kowalikowski: Wiosną zrobiło się głośno na temat zainteresowania panem FC Barcelony. Czy na zainteresowaniu się skończyło, czy może Duma Katalonii przedsięwzięła poważniejsze kroki?

Aleksander Buksa: Zainteresowanie było i możliwe, że nawet dalej jest. Wokół mojej osoby zrobiło się w Polsce głośno, bo zdobyłem kilka bramek, dość efektownych. W sytuacji, w której wchodzi młody zawodnik i strzela gole w ekstraklasie, to siłą rzeczy te wielkie kluby nad takim piłkarzem się pochylają. Jestem świadomy, że takie zespoły jak Barcelona mogły mieć mnie w kręgu zainteresowań, natomiast podpisałem kontrakt z Wisłą, więc większe kroki nie zostały przedsięwzięte.

Czy jakiś inny zagraniczny klub miał z panem kontakt podczas letniego okienka transferowego?

Tak, kontakt jest cały czas. Dochodzą do mnie słuchy, że zainteresowanie jest.

Czy zainteresowanie, które w pewnym momencie wybuchło, bardzo przeszkadzało w skupieniu się na graniu w piłkę?

Nie, mnie osobiście nie przeszkadzało. Ja się staram odcinać od tego wszystkiego. Kiedy czytam informacje na swój temat w internecie, to bardziej traktuję je jako ciekawostki, czasem nawet, żeby się pośmiać. Gdyby każdy zawodnik czytał i brał do siebie wszystkie informacje, które ktoś wypisuje na jego temat, to pewnie ciężko byłoby mu się skupić na codziennej robocie, więc ja podchodzę do tego z dystansem. Jednak trzeba przyznać, że każdy pozytywny artykuł czy pozytywna wypowiedź kogoś na mój temat, jest bardzo miła, bo to też wskazuje na to, że moja praca zmierza w dobrym kierunku.

Jeśli chodzi o aspekty piłkarskie, czy wzorował się pan lub wzoruje na pańskim bracie, Adamie Buksie?

Siłą rzeczy się wzoruje, bo z Adamem się wychowywałem, więc nawet jeśli nie chciałem się wzorować (śmiech), to i tak codziennie podpatrywałem jego umiejętności, które posiada, a posiada duże. To jak prowadzona była jego kariera, jest dla mnie dobrym przykładem, mimo, że była prowadzona zupełnie innym torem. Można powiedzieć, że jeśli chodzi o kwestie piłkarskie czy pozasportowe, to jest dla mnie najbliższym wzorem, bo zawsze był najbliżej mnie.

Czy zauważa Pan jakieś różnice między pańskim stylem gry, a brata?

Łączy nas pozycja na boisku, niektórzy powiedzą, że także wygląd. Myślę, że na pewno jesteśmy podobni do siebie budową anatomiczną. Również w poruszaniu na boisku można znaleźć pewne podobieństwa, natomiast nie jesteśmy identyczni.

Śledzi Pan poczynania New England Revolution – klubu, w którym gra Adam?

Śledzę, aczkolwiek nie oglądam zazwyczaj meczów, bo są późno w nocy. Za niedługo przejdą do fazy play-off (NER 20 listopada rozegra mecz z Montreal Impact w ramach Play-In Round, w przypadku wygranej zmierzy się z Toronto FC lub Philadelphia Union już w znanych play-offach przyp.red.), także będę trzymać kciuki, aby zaszli jak najdalej.

Wróćmy do Polski. Wisła na pierwsze ligowe zwycięstwo w obecnym sezonie musiała czekać aż do szóstej kolejki. Jak taka sytuacja, kiedy trzy punkty nie wpływają na konto, wpływa na piłkarza?

Wszystko zaczęło się od porażki w Pucharze Polski (1-2 z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski przyp.red.). To było kluczowe dla przebiegu kolejnych meczów. Każdy z zawodników czuł, że był to bardzo kompromitujący wynik. Chcieliśmy się jak najszybciej zrehabilitować. Czasem jednak w sporcie pośpiech i takie parcie za wszelką cenę, nie przynosi zamierzonego efektu. Druga sprawa, że mieliśmy sporo nowych zawodników, którzy dopiero dołączyli do zespołu. Od meczu z Górnikiem Zabrze maszyna zatrybiła – ta gra, abstrahując od wyniku, była dosyć dobra i można było powiedzieć śmiało, że to idzie we właściwą stronę. Później mecze z Podbeskidziem, ze Stalą Mielec, nawet fragmenty z Lechią nie wyglądały źle.

Wisła znajduje się obecnie na dziewiątym miejscu w tabeli. Względem waszych oczekiwań przedsezonowych, to dobry czy zły rezultat?

Na pewno nie jest satysfakcjonujący, bo plan minimum to pierwsza ósemka. Najważniejsze, żeby z sezonu na sezon robić postępy. Poprzedni był nieudany i mógł się skończyć tragicznie, biorąc pod uwagę to, że po pierwszych 10 kolejkach wyglądało to bardzo źle, ale ostatecznie i tak nie było najgorzej. Ja w głębi serca mam nadzieję, że Wisła w perspektywie czasu będzie walczyć dalej o puchary, ale do tego jest potrzebna stabilizacja w drużynie i wyrachowanie na boisku, którego jeszcze na razie nam brakuje.

Jakub Błaszczykowski to nie tylko wielka postać w polskiej piłce, lecz także z pewnością duża osobowość w drużynie. Jaki jest w szatni?

Kuba pomagał mi i innym młodym zawodnikom we wchodzeniu do seniorskiej piłki. To prawda, że często podpowiada i daje nam wskazówki, ale nie tylko młodym piłkarzom, w zasadzie każdemu. Korzysta ze swojego doświadczenia. Wiadomo, że to jest teraz w szatni osoba, która ma za sobą wielką historię – grał w Lidze Mistrzów, w reprezentacji Polski, zdobył wiele bramek. Ja mogę się tylko cieszyć, że ktoś taki jest ze mną w szatni i mogę korzystać z wiedzy, którą udostępnia.

Innym wielkim zawodnikiem, z którym miał Pan okazję grać jest Paweł Brożek, który notabene również występował na pozycji napastnika. Czy był on swego rodzaju mentorem dla Pana?

Paweł Brożek swoim zachowaniem na boisku i poruszaniem się dużo pomagał. Więcej pracy wychodziło ode mnie – mam tu na myśli po prostu podpatrywanie i obserwację zachowań Pawła. Mogę jedynie żałować, że nie zobaczyłem Pawła Brożka kilka lat młodszego, kiedy był w pełni zdrowia i najlepszej formie fizycznej.

Jak scharakteryzowałby Pan trenera Artura Skowronka – jakim jest szkoleniowcem?

Trener Skowronek przyszedł do zespołu w ciężkim momencie. Myślę, że niewielu szkoleniowców podjęłoby się takiego zadania, bo sytuacja była krytyczna – mieliśmy 8 porażek z rzędu. Jednak z pomocą trenera udało nam się wyjść z tej opresji. To jego bardzo duża zasługa, że Wisła Kraków w poprzednim sezonie się utrzymała. Jeśli chodzi o zmiany, jakie nastąpiły, to zostało zmienione ustawienie. Jestem ciekaw, jak to będzie się rozwijać.

Miał Pan okazję pracować również z Maciejem Stolarczykiem, który niedawno został wybrany na nowego selekcjonera kadry U-21. Czy według Pana trener Stolarczyk potrafi pracować z młodymi zawodnikami?

Jak najbardziej. Jego wielką zaletą jest kontakt z zawodnikiem. Gdy ja wchodziłem do szatni Wisły, to Trener Stolarczyk był jedną z osób, która najbardziej pomagała mi zaaklimatyzować się dobrze w zespole. Można było czuć wsparcie ze strony trenera, co było bardzo ważne. Trener Stolarczyk jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Ja osobiście się cieszę, że został selekcjonerem kadry U-21.

Czym różnią się obaj szkoleniowcy?

Przede wszystkim są to kwestie taktyczne. W momencie kiedy przyszedł Trener Skowronek, nasze ustawienie na boisku, organizacja gry zmieniły się o 180 stopni. Zaczęliśmy grać zupełnie inaczej. Wyszło to na plus. Nie chcę mówić, która opcja jest lepsza, czy gorsza. U nas się to sprawdziło, w innym zespole może byłoby inaczej. Do każdej drużyny, którą prowadzi dany szkoleniowiec trzeba podchodzić w inny sposób. Są to różni trenerzy, ale u każdego można wymienić kilka dużych zalet.

Ma Pan dopiero 17 lat, a już strzelił cztery gole na boiskach Ekstraklasy. Czy pamięta Pan swoją pierwszą bramkę?

Tak, pamiętam, było to niedawno (sierpień 2019 przyp. red.).

Co czuje tak młody zawodnik, gdy piłka wpadnie do siatki?

Kiedy ja strzeliłem pierwszego gola, to akurat przegraliśmy mecz z Jagiellonią w Białymstoku. Bodajże było 2-3, ja zdobyłem drugą bramkę dla Wisły. Nie było nawet za bardzo ani miejsca ani czasu na radość. Tak samo po meczu. Wiadomo, że wynik spotkania ma większą wagę niż gol. Czekałem na tę chwilę odkąd w zasadzie zacząłem grać w piłkę, żeby strzelić tego pierwszego gola w zawodowym futbolu, więc fajne przeżycie.

Granie w piłkę łączy Pan ze szkołą. Jak wygląda pański tydzień, szczególnie podczas lekcji zdalnych? Rano matematyka, po południu trening?

W systemie zdalnym funkcjonuję od końca drugiej klasy gimnazjum. Można wyciągnąć z tego wiele, jednak trzeba być na to przygotowanym. Nie każdemu to pasuje, zwłaszcza osobom, które lubią chodzić do szkoły, ze względu na życie towarzyskie, spotkanie się ze znajomymi, czy po prostu lepsze przyswajanie wiedzy, siedząc na lekcjach w grupie. Dla mnie jest to optymalne rozwiązanie w sytuacji, kiedy mam treningi, ponieważ dostosowuję zajęcia szkolne do swojego grafiku sportowego. Potrafię na tym zyskać, moje lekcje są prowadzone jeden na jeden, czyli ja jestem po jednej stronie monitora, po drugiej siedzi mój nauczyciel. Skupiam się na najważniejszych przedmiotach, jakimi są matematyka, język polski, język angielski, czy przedmioty, które zamierzam pisać na maturze – WOS, geografia. Zajęcia szkolne mam codziennie, w różnych systemach tygodniowych, ponieważ to co tydzień się zmienia w związku z grafikiem sportowym.

Jeśli mógłbym zapytać, jaki jest Pana ulubiony przedmiot szkolny?

Oprócz WF-u, to nie mam ulubionego przedmiotu szkolnego. Zależy od tematów, materiałów, które przerabiamy. Nie było przedmiotu, na który z chęcią chodziłem, ale też nie było jakiegoś, na którym nie byłem w stanie wysiedzieć na lekcjach. Po prostu traktowałem to jednakowo.

Jakiś czas temu brytyjski dziennik The Guardian umieścił Pana na liście 60 najbardziej utalentowanych zawodników z rocznika 2003. Było duże zaskoczenie?

Tak, to było zaskoczenie, bo nikt mi o tym nie wspominał wcześniej, a szczerze mówiąc nie śledzę tego dziennika czy też zestawienia. Pamiętam, jak w poprzednich latach pojawiały się inne polskie nazwiska. To jest duże wyróżnienie – jak sama nazwa wskazuje, być w gronie 60 największych talentów na świecie, to zobowiązuje i to na pewno miła laurka, która pokazuje mi, że wszystko zmierza w dobrą stronę. Natomiast nie jest to osiągnięcie, na którym można poprzestać i powiedzieć, że już się coś osiągnęło, bo to tylko element.

Czy ma Pan jakąś wymarzoną ligę, w której chciałby zagrać?

Nie, nie mam, tak samo jak nie mam ulubionego klubu czy zawodnika. Jeśli o ligę, czy kluby, to każdą ofertę trzeba indywidualnie rozpatrzyć na podstawie etapu kariery, na jakim się jest. Mając 17 lat podjąłbym pewnie inną decyzję niż gdybym miał na przykład 30 lat. Na pewno celuję w najlepsze ligi na świecie, aby móc osiągnąć jak najlepszy poziom.

Na koniec – najlepszy piłkarz ekstraklasy według Pana to?

Według formy, którą obecnie prezentują piłkarze, to Lech Poznań robi teraz furorę w Lidze Europy – mógłbym wymienić Pedro Tibę. Może to za wcześnie, ale oglądałem kilka meczów Rakowa i grę Iviego Lopeza. W perspektywie czasu myślę, że to jest zawodnik, który może zachwycić. Ostatnio pokazał swoje umiejętności i konsekwencję, kwestią czasu jest, kiedy będzie można nazwać go jednym z najlepszych zawodników w lidze.

Z Aleksandrem Buksą rozmawiał Jakub Kowalikowski

Kuba Kowalikowski