Adam Dźwigała: Wyższy poziom jest w 2. Bundeslidze niż w ekstraklasie

Share on facebook
Share on twitter
03.09.2018 Warszawa
Pilka nozna
Reprezentacja Polski
Trening Reprezentacji Polski
N/z Adam Dzwigala
Foto Adam Starszynski / PressFocus

03.09.2018 Warsaw
Football
Polish national team
Training session
Adam Dzwigala
Credit Adam Starszynski / PressFocus

Co go skłoniło do wyboru St. Pauli? Co sądzi o językach we współczesnym futbolu? Dlaczego w Portugalii musiał strajkować? Jak wspomina czas gry w Portugalii i jak żyje mu się teraz w Niemczech? Zapraszamy na rozmowę z Adamem Dźwigałą!

W sierpniu rozstał się pan z Deportivo Aves, na nowy klub musiał pan czekać aż do 17 grudnia 2020 r. Chciał pan odpocząć od futbolu czy po prostu nie było zainteresowanych?

Absolutnie nie chciałem odpoczywać od futbolu. Po części sytuacja związana z pandemią miała na to też wpływ. Nie było za dużo zainteresowania. Kluby miały też problemy finansowe z racji tego, że kibice nie mogli przychodzić na stadiony i nie było łatwo, ale cieszę się, że stało się tak jak się stało.

Co Pan robił w tamtym okresie, żeby pozostać w dobrej kondycji fizycznej?

Oprócz tego, że trenowałem w Sulejówku z miejscową czwartoligową drużyną, Victorii, oraz indywidualnie, żeby podtrzymać formę i żeby być gotowym na to aż znajdę nowy klub.

A dlaczego wybór nowego klubu akurat padł na St. Pauli?

Dostałem propozycję najpierw przyjazdu na testy. Klub chciał sprawdzić czy jestem w dobrej formie fizycznej. Po testach, które trwały 10 dni zapadły decyzje o podpisaniu ze mną kontraktu. Kiedy się dogadaliśmy, to już w grudniu przyjechałem do Hamburga, żeby podpisać kontrakt.

Myślał Pan nad powrotem do Polski czy w grze była tylko opcja zagraniczna?

Oczywiście myślałem nad powrotem do kraju, ale też nie było za dużo ofert. Priorytetem dla mnie było zostanie za granicą, ale nie ma tak, że się zamknąłem na grę w Polsce. Rozważałem to, ale taką decyzję podjąłem.

Czyli oferty z polskich klubów były, ale nie były tak konkretne jak np. z Niemiec?

Tak, dokładnie.

W tym sezonie rozegrał pan 11 spotkań w 2. Bundeslidze na 30 możliwych. To dla Pana dużo czy mało?

Ciężko powiedzieć, z racji tego, że dołączyłem do drużyny w trakcie sezonu. Nie byłem z drużyną na okresie przygotowawczym, więc nie było mi też łatwo wywalczyć sobie składu. Na początku kilka tych meczów rozegrałem, były też problemy zdrowotne innych zawodników. Rywalizacja jest bardzo duża. Są zawodnicy u nas w klubie, którzy grają w reprezentacjach, więc rywalizacja w drużynie jest zdrowa i wyrównana. Ciężko mi odpowiedzieć czy rozegrałem dużo czy mało spotkań. Cieszę się z każdego meczu, łapię doświadczenie. W sumie jestem drugi rok za granicą, więc jest to dla mnie pozytywne łapanie minut w każdym meczu.

W tych 11 spotkaniach tylko 2 razy zagrał Pan w pełnym wymiarze czasowym, czyli przyczyny doszukuje się Pan w tym, że zabrakło okresu przygotowawczego, i jednak pozostali zawodnicy St. Pauli fizycznie mogli prezentować się lepiej?

Podejrzewam, że miało to wpływ, aczkolwiek grałem też całe mecze i nie miałem problemu z wytrzymaniem ich fizycznie, więc uważam, że dałbym radę grać od początku do końca. W pierwszym meczu, kilka dni po podpisaniu kontraktu zagrałem 90 minut i wytrzymałem spotkanie bez jakichś większych problemów. Byłem gotowy grać całe mecze, ale taką decyzję podjął trener, że tych wszystkich meczów nie grałem, i ja to szanuję.

Uważa pan, że poziom 2. Bundesligi jest wyższy niż polskiej ekstraklasy?

Cięzkie pytanie, ale moim zdaniem wyższy poziom jest w 2. Bundeslidze, ale wiadomo też, że w Polsce są też drużyny, które grają w Europie. Niemniej jednak poziom w 2. Bundeslidze jest wysoki. Występuje dużo zawodników doświadczonych, którzy grali i w Bundeslidze i 2. Bundeslidze, są też zawodnicy reprezentacyjni.

Wspomniał Pan, że w 2. Bundeslidze, co jest zrozumiałe występują zawodnicy, którzy występowali na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. W zespole St. Pauli gra były napastnik Schalke, Guido Burgstaller. Czy na treningach i podczas meczów widać tą różnicę w jakości piłkarskiej?

Tak. Jest to doświadczony zawodnik, który dużo nam pomaga w ofensywie, ale i w defensywie. Ma duży bagaż doświadczeń, i to widać na treningach, jak i podczas ligowych meczów.

Jeszcze zostając przy temacie 2. Bundesligi, czy rekomenduje pan ten kierunek młodym polskim zawodnikom, którzy wyjeżdżają z ekstraklasy?

To już kwestia indywidualna. Nie jestem od podejmowania decyzji za innych, ale jak najbardziej spróbowałbym swoich sił. To dobry kierunek na rozwój kariery.

Często też słyszy się, że zawodnicy, którzy grali w Bundeslidze, mówią o słynnych treningach fizycznych, których intensywność jest duża. Czy w 2. Bundeslidze też to wygląda podobnie, że te treningi pod kątem fizycznym są bardzo wymagające?\

Treningi są bardzo intesywne i prawdą jest to, że trzeba solidnie biegać i swoje wytrenować.

St. Pauli jest obecnie na 7. miejscu w tabeli 2. Bundesligi i do końca sezonu pozostały trzy spotkania. Nadal są matematyczne szanse na zajęcie trzeciego miejsca w tabeli, które premiowałoby grą w barażach. Jak w klubie podchodzicie do tej końcówki sezonu? Skupiacie się na każdym kolejnym spotkacie, czy macie jasno wyznaczony cel, który chcecie zrealizować?

Nie ukrywajmy, że na początku roku nikt by nie przypuszczał, że pod koniec rozgrywek będziemy znajdować się tak wysoko w tabeli, zważywszy na kiepski początek rozgrywek. Morale drużyny są naprawdę wysokie po dobrej serii zwycięstw i chcemy to kontynuować. Podchodzimy do każdego meczu jak do poprzedniego i to jest jedyna droga, by piąć się w górę tabeli, a jak się skończy, to zobaczymy. Naszym celem jest skupienie się na każdym kolejny meczu i jego wygranie. Nawet w ostatnim meczu, z Greuther Furth, (na ten moment zajmuje 2. miejsce w lidze przyp. red.), gdzie nie byliśmy faworytem, pokazaliśmy, że jesteśmy dobrą drużyną i potrafiliśmy kontrolować mecz z zespołem, która była od nas wyżej w tabeli.

Z kim najlepiej się Pan dogaduje w szatni St. Pauli? Czy jest jakiś piłkarz, z którym od razu pan złapał wspólny język?

Na pewno ze Svendem Brodersenem, który ma polski paszport i mówi po polsku, więc to mi na pewno ułatwiło mi na początku aklimatyzację w klubie.

Jak wspomina pan czasy gry w Portugalii?

Wspominam pozytywnie, bo zawsze chciałem spróbować swoich sił za granicą. Nie żałuję tego ruchu, dużo się nauczyłem, zagrałem sporo meczów w pełnym wymiarze, co dało mi też duże doświadczenie. Na pewno podjąłbym taką decyzję jeszcze raz i ogólnie pozytywnie wspominam pobyt w Deportivo Aves.

A jak jest z poziomem, porównując ekstraklasę i ligę portugalską? Domyślam się, że jest różnica, pytanie jak duża?

W Portugalii gra dużo ofensywnie usposobionych zawodników, którzy są dynamiczni, szybcy, bardzo dobrze dryblują. W lidze portugalskiej jest sześć drużyn, które grają regularnie w Europie. Widać większą kulturę gry drużyn w Portugalii, ale jest też sporo takich, z którymi mecze były bardzo wyrównane i nam nie udało się wywalczyć utrzymania, co nie pomogło w moim pozostaniu tam. Na pewno te mecze z Porto, Benficą, czy Bragą, nawet Rio Ave, pamiętam mecz był bardzo cięzki i tempo tego meczu było bardzo intensywne, więc na pewno różnica jest.

Deportivo spadło z ligi w poprzednim sezonie i potem były różne perturbacje związane ze sprawami licencyjnymi, później kara od UEFY. Czy grając w Aves dochodziły do Pana głosy, że w klubie może dziać się coś złego, że nawet pomimo spadku ta licencja to nie będzie taka oczywista sprawa?

Pod koniec sezonu kiedy nie było ani wyników, a do tego dochodziły opóźnienia z płatnością, to wtedy już było widać, że coś złego się może stać. I tak też się stało. Pandemia nie pomogła, później przydarzyły się kłopoty finansowe. Nie spodziewałem się, że historia klubu aż tak źle się potoczy. Chyba żaden zawodnik po sezonie nie został. Zauważyłem ostatnio, że znów zaczęli grać, w III lub IV lidze. Na pewno końcówka sezonu nie należała do tych z gatunku przyjemnych.

Jak trudne jest funkcjonowanie na co dzień w klubie, w którym występują opóźnienia w płatnościach, które odciągają uwagę piłkarzy od spraw boiskowych?

Nie jest to przyjemne, kiedy nie dość, że morale drużyny są niskie, bo nie ma wyników, to do tego dochodzą jeszcze problemy finansowe. Zdarzały się nawet strajki zawodników, którzy się buntowali. To wszystko się nakładało i było ciężko. Ja jestem taką osobą, która zawsze podchodzi do piłki profesjonalnie i po prostu chcę być na boisku, chcę robić wszystko, żeby się rozwijać, trenować, grać mecze, wygrywać. Nie zawsze się to udaje, ale tak trzeba do tego podchodzić.

Na czym mniej więcej polegały te strajki?

Chodziło o to, żeby nie wychodzić na treningi – klub nie płaci, to dlaczego mamy trenować? Przede wszystkim to mam na myśli. Kilka razy się zdarzyło, że drużyna zdecydowała, że nie wychodzi na trening, dając sygnał do zarządu, że sytuacja nie jest dobra. Kiedy drużyna nie wyszłaby na mecz, to na pewno jakaś kara spotkałaby klub, więc pewnie na tym polegały te strajki. Ja uważam, że nie jest to w porządku – trzeba cały czas być profesjonalistą i dążyć do tego, żeby się rozwijać.

A jak reagowali trenerzy i sam zarząd klubu, kiedy starszyzna drużyny postanowiła, że nie wychodzi pewnego dnia na trening?

No oczywiście trener był z drużyną. Był odpowiedzialny za drużynę, nie znajdował się w łatwej sytuacji, więc byliśmy w kontakcie, decyzje były wspólne, aczkolwiek zawsze dążył do tego, żeby wszystko rozwiązać pokojowo. Oczywiście chciał trenować. Podchodziliśmy z nadzieją do każdego meczu, bo gdybyśmy złapali serię zwycięstw, co było możliwe, to jeszcze mielibyśmy szansę zdobyć utrzymanie. Trener na pewno chciał o to walczyć.

Czy dostrzega pan jakieś różnice między Portugalią a Niemcami, na przykład w kwestii mentalności?

Na pewno różnice są. Ludzie mają inny styl życia. W obu klubach zasady są jednak bardzo podobne, myślę, że tak samo jak w całej Europie.

Chciałbym zapytać, jakie jest pańskie zdanie na temat języków we współczesnym futbolu. Grał pan w dwóch krajach – jak tam wygląda sprawa z komunikacją? Czy jest jakiś wymóg, żeby nowi piłkarze szybko nauczyli się języka?

Wymogu takiego nie ma, ale jest to bardzo duże ułatwienie. Język bardzo pomaga w komunikacji, dokładnym zrozumieniu założeń meczowych i nie tylko oraz funkcjonowaniu. Moim zdaniem jest to bardzo ważne. W Portugalii było wielu zawodników z Brazylii, którzy nie mówili dobrze po angielsku, więc trzeba było szybko się uczyć tego języka, żeby móc się porozumieć. W Niemczech więcej ludzi mówi po angielsku, toteż dużo szybciej można złapać kontakt.

Czy przedsięwziął pan jakieś kroki związane z tym, żeby uczyć się portugalskiego czy niemieckiego?

Tak, w Portugalii uczęszczałem na lekcje indywidualne z polskim nauczycielem, który uczył bezpośrednio z polskiego na portugalski. Na pewno było to dla mnie bardzo ważne, bo też widziałem, że zawodnicy, którzy przychodzili zza granicy do Polski, starali się uczyć naszego języka i bardzo dobrze to odbierałem. Widać było, że komuś zależy na tym, żeby się porozumiewać z drużyną. W Portugalii wchodziłem do szatni z tej samej pozycji. Dosyć dobrze nauczyłem się portugalskiego – potrafiłem się dogadać, bardzo dużo rozumiałem. Tak samo tutaj, w Niemczech – zaczynam coraz więcej rozumieć, z mówieniem nie jest jeszcze tak dobrze i tak łatwo, bo moim zdaniem język niemiecki jest trudny, ale mam nadzieję, że to przyjdzie z czasem i złapię więcej pewności mówieniu, dzięki czemu ta komunikacja będzie lepsza.

Czyli z tych dwóch języków, to jako łatwiejszy wskazuje pan portugalski?

Tak, dla mnie dużo łatwiej przychodziła nauka portugalskiego niż niemieckiego.

Czy jest pan w stanie wybrać kraj, w którym lepiej się panu funkcjonowało?

Zależy kto, co lubi. Ja na pewno lubię odpocząć w otoczeniu natury. W Portugalii była do tego okazja. Ocean był dosyć blisko, więc można było spędzić czas na plaży czy w jakimś innym spokojnym miejscu. W Niemczech warunki atmosferyczne są zbliżone do tych z Polski, co natomiast odpowiada mi bardzo na boisku, bo kiedy nie jest aż tak gorąco, to dużo lepiej się gra i trenuje. Jest to bardziej odpowiednie dla mojego organizmu. Uważam, że życie pozaklubowe było w Portugalii atrakcyjniejsze, za to w Niemczech na boisku jest bardzo dobrze.

Nadal śledzi pan rozgrywki w Portugalii?

Śledzę bardziej wyniki meczów, samych spotkań nie oglądam. Mam w aplikacji niektóre drużyny dodane do ulubionych, więc wiem, jak to wszystko wygląda. Śledzę również poczynania Pawła Kieszka, który cały czas gra w Rio Ave i zbiera nadal bardzo dobre recenzje.

Wspomniał pan, że ma drużyny w sekcji „ulubione”. Rzeczywiście ma pan jakąś ulubioną drużynę w Portugalii?

Nie, nie mam ulubionego zespołu. Interesują mnie drużyny, w których grają zawodnicy, których poznałem w Deportivo Aves. Te ekipy obserwuję.

Teraz dosłownie na moment chciałbym się przenieść do Polski. Grał pan w kilku polskich klubach, m.in. Górniku Zabrze, Lechii Gdańsk czy Wiśle Płock. Czy jest pan w stanie wybrać drużynę, w której czuł się pan najlepiej?

Myślę, że ze wszystkich drużyn wybrałbym Wisłę Płock, w której miałem bardzo dobry sezon, po którym dostałem powołanie do reprezentacji Polski. Bez wątpienia to był mój najlepszy czas w polskiej ekstraklasie. W każdym klubie jednak dobrze się czułem. Byłem na wypożyczeniach w dwóch Górnikach (Łęczna i Zabrze przyp. red.), co nie było dla mnie łatwe. Szukałem minut, szukałem gry, a jako młody zawodnik nie zawsze jest łatwo przebić się do składu, idąc na wypożyczenie na pół roku. Na przykład w Górniku Zabrze byłem tylko cztery miesiące. Patrząc na to, było mi ciężko złapać rytm meczowy. W Płocku jednak najwięcej zagrałem i miałem też dobry sezon.

Foto Adam Starszynski / PressFocus

Nie muszę chyba pytać, czy śledzi pan ekstraklasę?

Tak, oczywiście, obserwuję ekstraklasę. Kiedy mam czas, oglądam mecze. Przede wszystkim Wisły Płock, bo to jest mój ostatni klub w ekstraklasie, mam tam też bardzo dobrych kolegów. Trzymam za nich kciuki. Staram się jednak obserwować wszystkie spotkania, śledzę tabelę, więc jestem w miarę na bieżąco.

Czyli kiedy jest np. Wisła Płock – Raków Częstochowa, to kibicuję pan Wiśle Płock?

Tak, kibicuję swoim kolegom, żeby im się powodziło.

Kończąc temat polskiej piłki – pański tata jest trenerem. Czy na poziomie seniorskim to pomaga, kiedy tata może podpowiedzieć i zwrócić uwagę na pewne rzeczy?

Moim zdaniem nie do końca jest to dobre. Ludzie nie zawsze dobrze to odbierają, czasem mają problem z tym, że zawodnik gra, dlatego że jego ojciec jest trenerem. Z drugiej strony, kiedy jest szkoleniowcem, widzi każdy trening, to dużo więcej widzi i może coś podpowiedzieć. Na takim poziomie jak ekstraklasa to wszystko jest na tyle profesjonalne, że na to się nie patrzy. Chodzi bardziej o ludzi z zewnątrz, którzy później mówią, że ktoś gra, dlatego, że tata jest trenerem. Podczas jego pobytu w Płocku, to jakoś tego nie odczuwałem. Inni zawodnicy nie mieli z tym żadnego problemu.

A czy kiedykolwiek ze strony kolegów z zespołu, nawet gdy był pan młodym chłopakiem, doświadczył pan, że inni uważali, że gra pan, bo ma tatę trenera?

Takie poczucie miałem trochę w Jagiellonii, ponieważ był to mój pierwszy klub. Mój tata był wtedy asystentem, a Tomasz Hajto był pierwszym trenerem. Ja byłem wówczas w Młodej Ekstraklasie i po pewnym czasie występowania na tym poziomie, dostałem zaproszenie na trening seniorskiej drużyny. Bodajże podczas mojego pierwszego meczu od pierwszej minuty, przeciwko Górnikowi Zabrze, udało mi się strzelić gola i myślę, że tym spotkaniem trochę zamknąłem innym usta, że to, że trafiłem do pierwszej ekipy, to nie był przypadek.

Za zakończenie – jaki jest najlepszy piłkarz, z jakim grał w pan w jednej drużynie?

Danijel Aleksić z tureckiego Basaksheiru. Grałem z nim w Lechii Gdańsk.

A teraz przeciwstawne pytanie – najlepszy piłkarz przeciwko któremu pan grał?

Grałem przeciwko wielu bardzo dobrym drużynom i tutaj wymienię dwóch graczy – Paul Pogba, który zrobił na mnie duże wrażenie, kiedy grał w sparingu Lechia – Juventus oraz Bruno Fernandes z czasów Sportingu. Zaimponowało mi jego poruszanie się na boisku.

Czy ma pan ulubiony i klub, w którym chciałby pan kiedyś zagrać?

Tak, od dziecka kibicuję Realowi Madryt. Zagrać w ekipie Królewskich to na pewno to moje marzenie.

Z Adamem Dźwigałą rozmawiał Jakub Kowalikowski.

Kuba Kowalikowski
Kliknij w zdjęcie, aby odwiedzić profil autora na Twitterze!