fbpx

Absurd goni absurd! Podsumowanie 28. kolejki Fortuna 1. Ligi

Share on facebook
Share on twitter
2020.06.02 Legnica
Pilka nozna
Fortuna 1 liga
Miedz Legnica - Stal Mielec
N/z bramka gol radosc na 0-1 Michal Zyro
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

2020.06.02 Legnica
Football
Polish First League 
Miedz Legnica - Stal Mielec
bramka gol radosc na 0-1 Michal Zyro
Credit: Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Nie da się inaczej opisać tego, co się wyprawia na zapleczu polskiej Ekstraklasy. Absurd goni absurd. Warta Poznań znów się potyka i ląduje na miejscu barażowym, GKS Tychy do niedawna nie wygrał nic od listopada, znajdował się blisko strefy spadkowej, a teraz minimalnie lepsza forma i lokuje się już tylko jedno miejsce niżej, aniżeli Bruk-Bet Termalica Nieciecza.

Mocna strefa spadkowa

W strefie spadkowej I ligi znajdują się bardzo mocne drużyny, które potrafią przeciwstawić się wyżej notowanym rywalom, w przeciwieństwie do ostatnich zespołów z Ekstraklasy. Tym razem, Chrobry Głogów podejmował niezłą Sandecję Nowy Sącz, która wpadła w ostatnim czasie w pewnego rodzaju dołek. Spotkanie zakończyło się wygraną gospodarzy, a mimo to podopieczni Ivana Djurdjevicia nadal mają nóż przy gardle, gdyż zwycięstwo nie zagwarantowało im ucieczki z zagrożonej strefy.

Fot: Paweł Andrachiewicz, Pressfocus.pl

Z przebiegu wydarzeń ciężko stwierdzić, kto bardziej zasłużył na trzy punkty. Na początku z pewnością przewagę mieli głogowianie, potem do głosu doszła bardziej Sandecja, ale pod koniec to Chrobry ponownie przejął inicjatywę. W końcu, to piłkarze Djurdjevicia wykreowali najgroźniejsze okazje w tym meczu, których nie potrafili zamienić na bramkę. Dopiero w doliczonym czasie gry, wynik uratował młodzieżowiec, Adrian Benedyczak. 20-latek wcześniej zmarnował świetną sytuację, ale tym razem nie pomylił się. Napastnik otrzymał niezłą wrzutkę z rzutu rożnego, odbił futbolówkę głową i nie dał szans Danielowi Bielicy.

Na pewno wygrana Chrobrego to promyk nadziei dla ludzi z Dolnego Śląska, ale niepokojąca jest nieskuteczność zespołu. W ostatnich sześciu spotkaniach, „Pomarańczowi” strzelili tylko dwie bramki. Dwukrotnie wygrali, lecz taka statystyka to mimo wszystko negatywny symptom.

Niepołomicka miazga

Puszcza Niepołomice należy do największych wygranych koronawirusowej absencji. Przez większość sezonu głównie bronili się przed spadkiem, znajdowali się w okolicach środkowej części tabeli. Tymczasem, z siedmiu ostatnich spotkań (licząc, zaraz omawiane) z boiska na tarczy schodzili jednokrotnie i to ostatnio po minimalnej porażce z Olimpią Grudziądz.

Tym razem, niepołomiczanie mierzyli się z bardzo dobrą Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. Forma niecieczan to, co prawda, sinusoida, ale „Słoniki” mają naprawdę niezły skład i plasują się obecnie na pozycji gwarantującej baraże do PKO Ekstraklasy.

Spotkanie z wysokiego C rozpoczął… Vladislavs Gutkovskis, tyle że… trafieniem do własnej siatki. Dziwny zbieg okoliczności. Łotysz to w końcu napastnik i z reguły strzela w kierunku bramek rywali. To miało miejsce w 19. minucie, a zaledwie osiem minut później zamieszanie w szeregach Termalici, wykorzystał Evgen Radionov. Ukrainiec to jeden z najsilniejszych punktów Puszczy. Na chwilę przed przerwą zaliczkę zmniejszył Roman Gergel, dając tym samym nadzieje na emocje w drugiej połowie. W tej jednak nic specjalnie się nie działo, poza udokumentowaniem swojej przewagi przez niepołomiczan. Gola numer trzy dla Puszczy zdobył Bartosz Żurek. 27-latek doskonale wykorzystał szansę od trenera i zaledwie pięć minut po pojawieniu się na murawie z ławki rezerwowych, udowodnił swoją wartość dla drużyny.

Fot: Krzysztof Porębski, Pressfocus.pl

Puszcza znajduje się na dziesiątej lokacie, ale traci tylko dwa punkty do
Termalici, która osiadła się już drugą kolejkę z rzędu na pozycji, zapewniającej kwalifikacje do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Nadzieja matką głupich

Jest takie powiedzenie „nadzieja matką głupich” bądź „nadzieja umiera ostatnia”. Ciekawe, które będzie miało większą sprawdzalność w przypadku liczących na utrzymanie fanów Chojniczanki Chojnice.

Chojniczanka z reguły gra bardzo kiepsko i notorycznie udowadnia, że jedyne na co zasługuje w tym sezonie to II liga, ale co jakiś czas zdarzy się jej zaskoczyć wszystkich i wzbudzić nadzieje wśród swoich kibiców. Tak stało się i tym razem, poprzez wygraną z GKS-em Jastrzębie, który wplątał się w niezłe tarapaty. Nie wygrał ani razu w ostatnich czterech starciach.

Show w spotkaniu skradł Janusz Surdykowski, który zadał dwa szybkie ciosy, a one ustawiły dalsze losy meczu. 34-latek trafił do siatki po kwadransie od pierwszego gwizdka sędziego, Marka Opalińskiego, a zaledwie 10 minut później podwyższył prowadzenie. Chojniczanka była na fali i po pół godzinie gry swoją cegiełkę dorzucił Mateusz Kuzimski i podopieczni Zbigniewa Smółki schodzili na przerwę z aż trzybramkową zaliczką.

Fot: Łukasz Sobala, Pressfocus.pl

GKS nie miał już szans na zwycięstwo, ale zdołał zaliczyć honorowe trafienie. W 79. minucie arbiter wskazał na wapno, a do piłki podszedł Marek Mróz. 21-latek bezproblemowo pokonał Radosława Janukiewicza.

Jastrzębianie tracą punkt do barażów, z kolei Chojniczanka aż osiem do bezpiecznej pozycji.

Dzień wyników 1:3

Piątek z I ligą to najwspanialsze rozpoczęcie weekendu, jakie można sobie wyobrazić. Ten był szczególny, bo nie dość, że odbyte zostały aż cztery spotkania, to do tego w trzech z nich padł dokładnie wynik 1:3! Tak, gospodarze z jednym golem, goście z trzema. Miało to miejsce w wyżej zrelacjonowanych meczach: Bruk-Bet Termalici Nieciecza z Puszczą Niepołomice, GKS-u Jastrzębia z Chojniczanką Chojnice, a także w starciu Zagłębia Sosnowiec z Odrą Opole.

Odra Opole jest ostatnio w niesamowitym gazie. Zagłębie gra solidnie, ale to nie wystarczało na rozpędzoną Odrę. Król uciekinierów przed spadkiem to z pewnością Arkadiusz Piech, zawodnik z niesamowitym doświadczeniem zaciągniętym z Ekstraklasy. To właśnie on otworzył wynik meczu na korzyść swojej drużyny, już w piątej minucie. Tak spokojna pierwsza odsłona, nie zapowiadała szaleństw w drugiej.

W następnej połowie, pierwsze trafienie padło dopiero w 62. minucie, autorstwa Miłosza Trojaka. 180 sekund później dystans zmniejszył Mark Beneta, ale chwilę po tym sprawy w swoje ręce wziął ponownie Piech i dobitnie pogrzebał marzenia sosnowczan o co najmniej remisie.

Odra jest piętnasta, z taką samą liczbą punktów, co znajdujący się w strefie spadkowej, głogowski Chrobry. Zagłębie z kolei przebywa w środku tabeli i niewiele brakuje mu do baraży.

Mecz na szczycie na remis

Największy zawód minionej kolejki Fortuna 1. Ligi to z pewnością pojedynek pomiędzy Miedzią Legnica a Wartą Poznań. Obie drużyny znajdują się niemal na szczycie tabeli, choć w ostatnim czasie przechodziły przez różnego rodzaju komplikacje. Legniczanie pomimo gorszej formy wciąż znajdują się w strefie barażowej, ale nie od dziś wiadomo, że cele są zdecydowanie wyższe. Władze niezadowolone poczynaniami trenera, Dominika Nowaka, postanowiły go zwolnić po porażce z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. Z kolei, poznańska Warta nagle bez powodu zaczęła się potykać, zaprzepaściła swoje szanse ulokowania się na fotelu lidera, a poprzez bezbramkowy remis z Miedzią, także wypadła z obiegu miejsc gwarantujących bezpośredni awans.

Pierwsza odsłona była dosyć mierna jak na możliwości obydwóch drużyn. Przewaga leżała jednak po stronie podopiecznych Ireneusza Kościelniaka (nowego trenera Miedzi). To oni stworzyli dwie niezłe okazje, z czego jedną po stałym fragmencie gry, ale na posterunku regularnie znajdował się Adrian Lis.

Fot: Łukasz Laskowski, Pressfocus.pl

W drugiej połowie do głosu w końcu doszli zaspani warciarze. Nic dziwnego, że w pierwszej części gry raczej się zdrzemnęli, w końcu spotkanie rozpoczęło się o godzinie 12:40. Po przerwie, „Zieloni” konstruowali masę ataków, ale nic z tego nie wynikło. Bardzo dobrze w ofensywie radzili sobie Robert Janicki, Jakub Apolinarski czy Gracjan Jaroch, lecz świetnymi interwencjami z reguły popisywał się Łukasz Załuska.

Grad goli w Tychach

Sytuacja GKS-u Tychy przed pierwszym gwizdkiem sędziego, Artura Aluszyka, była kuriozalna, wręcz absurdalna. Tyszanie, niewygrywający meczu do niedawna od listopada, w przypadku wygranej, mogli znaleźć się bardzo wysoko w tabeli, idealnie pod miejscami barażowymi, a w wypadku porażki, wylądowaliby tuż nad strefą spadkową.

GKS ostatecznie wyszedł z tego starcia zwycięską ręką, szczególnie za sprawą solidnej pierwszej połowy i dobrego wejścia w drugą. Wynik w meczu otworzyła w 40. minucie, kluczowa postać tyszan, Łukasz Grzeszczyk. To właśnie dzięki jego trafieniu, goście mogli zejść z pewną dozą przewagi psychologicznej na przerwę.

Fot: Łukasz Sobala, Pressfocus.pl

W drugą odsłonę doskonale wszedł GKS i w 59. minucie następnego gola zapisał na swoim koncie Grzeszczyk. 240 sekund później prowadzenie podwyższył Szymon Lewicki. Wszystko wskazywało na to, że dojdzie do bezprecedensowego pogromu, ale dwie minuty po tym fakcie przewagę zmniejszył Remigiusz Szywacz. W ciągu tych zabójczych minut, bramkę ustrzelił także młodzieżowiec, Jan Biegański. To w szczególności jego trafienie pozbawiło ostatnich nadziei grudziądzan o chociażby jednym punkcie. Wynik dla „Olimpijczyków” poprawił jeszcze Joao Augusto, pod koniec meczu, za sprawą „jedenastki”.

Mecz na szczycie, część druga

Kolejnym meczem na szczycie minionej kolejki Fortuna 1. Ligi po Miedzi Legnica z Wartą Poznań, był pojedynek pomiędzy Stalą Mielec a Radomiakiem Radom. Zwycięsko z tego starcia wyszła właśnie Stal.

Duże znaczenie w przypadku uzyskania trzech punktów przez gospodarzy, miała z pewnością czerwona kartka golkipera gości, Cezarego Miszty. Chwilę po niej, do rzutu karnego podszedł Bartosz Nowak i pewnie skierował piłkę do siatki. Ale to nie ten incydent był kluczowym momentem spotkania, gdyż mielczanie na prowadzenie wyszli już po pięciu minutach od pierwszego gwizdka, kiedy to Mateusz Bodzioch zdobył gola. Druga połowa była już wyżarta z emocji. Stal utrzymywała wypracowany wynik, a grający w dziesięciu Radomiak zdawał sobie sprawę, że jego szanse na zwycięstwo są po prostu mizerne.

Mielec
Fot: Krzysztof Porębski, Pressfocus.pl

Stal dzięki tej wygranej awansowała na drugą pozycję, a Radomiak od dawien dawna znajduje się na czwartym miejscu. Radomiak jest w na tyle dziwnej sytuacji, że już bardzo długo czas ma sporą stratę do TOP3, a jednocześnie ogromną przewagę nad podlegającą mu resztą stawki.

Grad bramek w niżowym pojedynku

Ponownie jeden z meczów został określony jako „Grad bramek (…)”. Co lepsze, padła właśnie taka sama liczba goli, jak w starciu w Grudziądzu. Pojedynek Olimpii z GKS-em Tychy zakończył się wynikiem 2:4, a w tym przypadku Wigry Suwałki uległy 2:4 GKS-owi Bełchatów. Bardzo analogiczna dana runda pierwszoligowych gier.

W pierwszej połowie, Wigry zostały wręcz stłamszone przez przyjezdnych. Kluczową rolę w nokautowaniu rywali odgrywał Patryk Winsztal, strzelec dwóch bramek. Swoje „pięć minut” miał także Adrian Małachowski, który podwyższył wynik za sprawą rzutu karnego.

W drugą odsłonę gry, dobrze weszły „Wigierki”, a gola w 55. minucie strzelił, wpuszczony świeżo po przerwie, Patryk Czułowski. W ostatnich minutach, bełchatowianie dobili swoich rywali, poprzez trafienie Artura Golańskiego. W doliczonym czasie sędzia, Damian Kos wskazał jeszcze na wapno, a do piłki podszedł Cezary Sauczek, który pewnym strzałem pokonał Pawła Lenarcika.

Podbeskidzie w końcu zwycięskie

Podbeskidzie Bielsko-Biała przełamała kiepską passę trzech spotkań z rzędu bez zwycięstwa i pokonało Stomil Olsztyn, 2:0. Dzięki temu, „Górale” utrzymali swoją pozycję samodzielnego lidera, a najbliższe starcia, które są przed nimi, będą kluczowe w walce o awans. Bielszczanie nie występowali w najwyższej klasie rozgrywkowej już od czterech lat.

Pierwsza połowa była wręcz po prostu żenująca. Niewiele się działo z obu stron. Szkoda jednak, że sędzia ponownie nie był w stanie do końca podejść do meczu w pełni obiektywnie i nie odgwizdał faulu w polu karnym na Szymonie Sobczaku, zawodniku Stomilu Olsztyn.

Drugą połowę także lepiej rozpoczął Stomil, a piękną akcją po prawej stronie popisał się Koki Hinokio. Strzał Japończyka znalazł się jednak wprost w dłoniach Martina Polacka. Świeżo po tym, kontrę lewą flanką wyprowadził Łukasz Sierpina, dograł piłkę w pole karne i po niefortunnym rykoszecie piłka odbiła odbiła się od głowy Mateusza Bondarenko, i wylądowała we własnej siatce. Naładowani „Górale” szczęśliwym zrządzeniem losu, kilka minut później dobili swoich rywali. Karol Danielak doskonale wykorzystał centrę z bocznej strefy boiska.

Podbeskidzie punktuje, ale prezentuje jednocześnie bardzo mizerny futbol, oparty na szczęściu i regularnej pomocy arbitrów. Jeśli trener, Krzysztof Brede nie zmieni czegoś w swoim zespole na ewentualny sezon w Ekstraklasie, to zapowiada się to kiepsko.

Wyniki 28. kolejki Fortuna 1. Ligi:

Chrobry Głogów 1:0 Sandecja Nowy Sącz

Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:3 Puszcza Niepołomice

GKS Jastrzębie 1:3 Chojniczanka Chojnice

Zagłębie Sosnowiec 1:3 Odra Opole

Miedź Legnica 0:0 Warta Poznań

Olimpia Grudziądz 2:4 GKS Tychy

Stal Mielec 2:0 Radomiak Radom

Wigry Suwałki 2:4 GKS Bełchatów

Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:0 Stomil Olsztyn

Tak prezentuje się nadchodząca 29. kolejka I ligi:

Odra Opole – Chojniczanka Chojnice, 30.06.2020, 15:00

Sandecja Nowy Sącz – Zagłębie Sosnowiec, 30.06.2020, 16:00

Warta Poznań – Chrobry Głogów, 30.06.2020, 17:40

GKS Jastrzębie – Stal Mielec, 30.06.2020, 20:40

Puszcza Niepołomice – Miedź Legnica, 01.07.2020, 17:40

GKS Tychy – Bruk-Bet Termalica Nieciecza, 01.07.2020, 20:40

Radomiak Radom – Wigry Suwałki, 02.07.2020, 15:00

GKS Bełchatów – Podbeskidzie Bielsko-Biała, 02.07.2020, 18:10

Stomil Olsztyn – Olimpia Grudziądz, 02.07.2020, 20:40

Tak wygląda obecna tabela rozgrywek:

Fot: 90minut.pl
Kliknij w zdjęcie autora, by podyskutować z nim o I lidze