27 szczęśliwców i jeden wielki nieobecny

2020.11.18 Chorzow
Pilka nozna kadra reprezentacja Polski UEFA Liga Narodow
Polska - Holandia
N/z Emocje reakcja Tomasz Kedziora
Foto Lukasz Sobala / PressFocus

2020.11.18 Chorzow
Football UEFA Nations League
Poland - Netherlands
Emocje reakcja Tomasz Kedziora
Credit: Lukasz Sobala / PressFocus

Poznaliśmy oficjalną listę powołanych na marcowe zgrupowania reprezentacji Polski. Wielu spodziewało się, że Paulo Sousa będzie konserwatywny i nie zaskoczy kibiców swoimi wyborami. Tymczasem nie brakuje kilku niespodzianek, a najbardziej szokuje brak zawodnika, który za Jerzego Brzęczka grał w kadrze niemal od deski do deski.

Gdy zobaczymy listę powołań Paulo Sousy, od razu rzuci się nam w oczy brak Tomasza Kędziory. Obrońca Dynama Kijów był podstawowym prawym obrońcą u poprzedniego selekcjonera, Jerzego Brzęczka. Być może brak powołania dla piłkarza lidera ukraińskiej ekstraklasy wiąże się z preferowaniem gry trójką obroców przez Paulo Sousy, ale i tak absencja Kędziory jest szokująca. Jest to zawodnik, który w tym sezonie ma na swoim koncie gola i 4 asysty – liczby zdecydowanie lepsze niż niejeden z powołanych graczy. Jasne, bardziej haruje w defensywie, niż robi różnicę w ofensywie, ale to bardzo solidny zawodnik. 26-latek jest także ważnym ogniwem drużyny Mircei Lucescu. Rozegrał najwięcej minut ze wszystkich zawodników Dynama – 2629, czyli o prawie cztery godziny więcej, niż następny w tej klasyfikacji bramkarz Heorhij Buszczan. 

Sam kiedyś preferowałem Bartosza Bereszyńskiego jako prawego obrońcę w jedenastce Jerzego Brzęczka i dziwiłem się, gdy piłkarz z ligi ukraińskiej wskakiwał na miejsce w wyjściowej jedenastce zamiast gracza z Serie A. Muszę jednak przyznać, że Kędziora nigdy nie zagrał na kiepskim poziomie w kadrze. Rzadko popełniał gafy, był raczej solidnym punktem defensywy ,,Biało-Czerwonych”. Dziwi więc brak piłkarza, który regularnie gra w lidze, wykręca ,,cyferki” i ma drobne doświadczenie w systemie gry trójką obrońców.

Z jednej strony cieszy, że Paulo Sousa nie jest sztampowy w powołaniach i podejmuje własne, odważne decyzje, ale niektóre jego wybory można uznać za niezrozumiałe. Odniosłem wrażenie, że nie trzeba grać w piłkę, żeby być reprezentantem Polski. Powołany został Przemysław Płacheta, który ostatni mecz w barwach Norwich zagrał 8 lutego, a jego trener Daniel Farke tłumaczy absencję 22-latka tym, że jest ,,przemotywowany”. Spore kontrowersje wywołało także powołanie dla Kamila Grosickiego, który w West Bromwich Albion nie gra w ogóle.

Dziwi aż tak duża liczba powołanych zawodników z ekstraklasy. Znalazło się ich aż 4 – Kamil Piątkowski z Rakowa, Sebastian Kowalczyk i Kacper Kozłowski z Pogoni oraz Bartosz Slisz z Legii. O ile powołanie dla Piątkowskiego jest zasłużone, tak obecność pozostałej trójki na liście jest na tzw. ,,zachętę”. Slisz gra dobrze, ale czy gra na tak wysokim poziomie by znaleźć się w 27-osobowej kadrze? 17-letni Kozłowski, uważany za największy talent polskiego futbolu dostał ostatnio impuls od swojego klubowego trenera Kosty Runjaicia i nie zagrał nawet minuty w ostatnim spotkaniu z Jagiellonią. Najbardziej szokuje obecność Sebastiana Kowalczyka, który w lidze gra w kratkę. Jest przebojowy, ma dobrą technikę użytkową, ale zdecydowanie zbyt długo prowadzi piłkę i często popełnia błędne decyzje. Kolejny kamyczek do ogródka skrzydłowego Pogoni – jego liczby z ostatnich trzech sezonów nie porywają.

Na liście powołanych znajduje się Sebastian Kowalczyk, który nawet nie jest kluczową postacią dobrze grającej Pogoni, a brakuje Bartosza Kapustki, który w ostatnich tygodniach w ekstraklasie wymiata. Wrócił do formy, być może prezentuje się nawet lepiej niż wtedy, kiedy wyjeżdżał na Euro 2016. 3 gole, 4 asysty – może nie jest to imponujący wynik, ale liczby nie odzwierciedlają tego jaki wpływ na drużynę legionistów ma ,,Kapi”. Niedawno za swoją świetną postawę w lidze został wyróżniony nagrodą dla najlepszego piłkarza miesiąca.

Cieszy to, że nowy selekcjoner docenił formę Michała Helika i Rafała Augustyniaka, którzy na powołanie ewidentnie zasłużyli. Paweł Dawidowicz czy Karol Świderski to także nazwiska, które warto sprawdzić w kontekście szerokiej kadry na Euro. Nie rozumiem tylko niekonsekwencji Sousy – czemu został odpalony regularnie grający Kędziora, a nie szwendający się po trybunach West Bromwich Albion, Kamil Grosicki. Czemu powołanie dostali piłkarze, których liczby nie porywają, zostają odstawieni ci, którzy są liderami danego zespołu. Powołujemy piłkarzy, którzy być może w przyszłości będą błyszczeć, albo za jakiś czas wrócą do regularnej gry, a nie stawiamy na tych, którzy byliby gotowi na ,,tu i teraz”. Trochę nie rozumiem tej pokrętnej logiki Paulo Sousy, ale być może już podczas meczu z Węgrami (25 marca) udowodni nam wszystkim, że to on ma rację.